Kiedy w marcu zeszłego roku pandemia i związany z nią lockdown zatrzymały nas w domach, trudno było mi myśleć o randkowaniu. Martwiłam się o bliskich, śledziłam nieustannie wiadomości na temat wirusa i w zasadzie cieszyłam się, że jako singielka mogę spędzać ten czas po swojemu, że nie jestem zamknięta w mieszkaniu przez całą dobę z inną osobą czy że nie mam dzieci, którym trzeba pomóc w zdalnym nauczaniu. Oswajałam się powoli z nową rzeczywistością, zwolniłam, przestawiałam na tryb home office oraz godzinami odbywałam wideorozmowy z rodzicami i przyjaciółmi.

Potrzeba bliskości większa niż zwykle w czasach koronawirusa

Któregoś dnia z nudów zajrzałam jednak na Tindera. Miałam wrażenie, że jest tam o wiele więcej osób niż zwykle. W opisach profilowych pojawiały się zapewnienia, że osoby są zdrowe i poszukują kogoś, z kim można spędzić miło czas przymusowej izolacji. Zaczęłam się temu przyglądać. Osobom żyjącym w pojedynkę zaczęło brakować bliskości, czułości, namacalnych kontaktów z drugim człowiekiem. Więc zaczęło się szukanie towarzystwa. Z kolei osoby w związkach zaczynały mieć siebie wzajemnie dość, nie mogły znieść swojej nieustannej obecności. Oczywiście nie u wszystkich tak było. Niektóre moje znajome pary, zwłaszcza te zabiegane, po chwilowym szoku, że są ze sobą non stop, zaczęły to doceniać, poznawać się na nowo, miały czas na różne wspólne rytuały. Naturalnie pojawiły się także pandemiczne ciąże. Przynajmniej w moim towarzystwie nastąpił mały baby boom.

Jeśli masz serce po lewej stronie, przesuń w prawo – manifestacja poglądów politycznych na Tinderze

Osobiście w pierwszych miesiącach pandemii postawiłam na pogłębianie kontaktu z samą sobą, praktykowanie szeroko pojętej samomiłości, więc nie szukałam okazji do randkowania. Strach przed wirusem był większy. Potem miałam intensywny czas w pracy. Jednak jesienią postanowiłam odpalić Tindera. W międzyczasie wybuchły protesty przeciwko zakazowi aborcji i Strajk Kobiet zaczął ogarniać całą Polskę. I Tindera też! Pojawiały się zdjęcia z demonstracji, osiem gwiazdek w opisach lub deklaracje, że osoby są pro-choice, wspierają strajk, społecznoścćLGBT+. Nie mogło zabraknąć także wprost przeciwnych głosów w stylu: jeśli masz na zdjęciu czerwoną błyskawicę, to przesuwam w lewo. W każdym razie chyba nigdy wcześniej tak wiele użytkowników i użytkowniczek nie wyrażało w tej aplikacji otwarcie swoich poglądów. Muszę przyznać, że to bardzo ułatwia sprawę. Bo przynajmniej dla mnie nie liczy się tylko wygląd, lecz także światopogląd. W ogóle szczery opis pozwala nam zaoszczędzić czas i uniknąć rozczarowań, o czym zresztą pisałam jakiś czas temu.

Gdzie na randkę w czasach koronawirusa?

Kiedy już udało mi się wytypować kandydata, pojawił się kłopot. Bo jesień, a skoro jesień, to i ciemno, i zimno na dworze. A restauracje, bary, kawiarnie czy galerie/muzea (to jest całkiem fajny pomysł na randkę, aby takie miejsce odwiedzić – zapiszcie sobie na liście „to do” w popandemicznych czasach) są zamknięte. Więc ilość neutralnych miejsc na pierwsze spotkanie drastycznie się kurczy. Można oczywiście odwiedzić galerie handlowe straszące pozamykanymi lokalami, sklepami. Jednak nie są one zbyt romantyczne. Ale jest tam przynajmniej ciepło i sucho. Jednak ja ostatecznie postawiłam na spacer. Bardzo szybko przekonałam się, że to był błąd. Bo maska nie pozwala się za bardzo randkowiczowi przyjrzeć. Ale to jeszcze pół biedy. Gorzej kiedy nosisz okulary i one ci od maski parują, także nic nie widzisz. Ani randkowicza, ani tego co pod nogami czy w którym kierunku zmierzacie. Więc okularnicom i okularnikom nie polecam. Bardzo szybko zakończyłam to spotkanie i choć chłopak był miły, to jednak ani go nie widziałam, ani za dobrze nie poznałam. Poza tym morsował. Thank you, next.

Powolne randkowanie – slow life, slow dating

Jeśli chodzi o kolejnego, to po nieudanym spacerze, postanowiłam złamać swoją podstawową zasadę randkową. A jest ona taka, że nie zapraszam nikogo od razu do siebie do mieszkania. Pchnęły mnie jednak do tego pogoda coraz gorsza pogoda i wspomniane parujące okulary. Ale też długie, dogłębne rozmowy, które prowadziłam z tym kandydatem. W ogóle zauważyłam, że w pandemicznej rzeczywistości mniej jest spontanicznych decyzji, by się szybko spotkać. Pisanie się przedłuża, pojawiają się pytania ogólne, jak i o wirusa. Nasze podejście jest bardziej ostrożne. I dobrze. To takie randkowanie i flirtowanie w trybie slow, które w sumie odpowiada naszemu ogólnie wolniejszemu życiu w obecnych warunkach. Co jeszcze mnie przekonało? Obejrzałam wiele jego zdjęć na Instagramie, filmików, więc byłam przekonana, że wiem, jak wygląda i że jest w moim typie. Jednak kiedy przyszło co do czego a mój randkowicz stał już na moim progu i dzieliły nas tylko drzwi, czułam się jak w programie „Randka w ciemno”. I cóż… Zdjęcia czy filmiki nie są w stanie do końca oddać, jak ktoś wygląda. Niestety. Jakoś w przerwie od randkowania o tym zapomniałam. Ale przecież wygląd to nie wszystko. Jednak jak to często bywa zupełnie inaczej się z kimś pisze, a zupełnie inaczej rozmawia. A jak rozmowa się nie klei, to już najgorzej. Trzeba się więc ratować sennością i wypraszać z mieszkania.

Wirtualne randkowanie

Postanowiłam niezrażona, że do trzech razy sztuka. Wytypowałam kolejną osobę. Ani mi, ani jemu nie spieszyło się do spotkania. Pomyślałam jednak, że zamiast pisać możemy przecież wykorzystać Zooma czy FaceTime, te wszystkie metody, które w pandemii ułatwiają nam kontakt z bliskimi czy kontakty zawodowe. W ogóle, niezależnie od tego, czy akurat jest pandemia, czy nie, to zanim spotkamy się w realu z kimś poznanym przez apkę do randkowania, dobrze byłoby porozmawiać i zobaczyć się online. Większość z nas – w tym ja sama, przyznaję – unikała do tej pory tej metody. Ale w związku z koronawirusem wiele się przecież zmienia. Zresztą nawet na Tinderze jest od niedawna opcja wideorozmowy. Także randka przez Skype’a, FaceTime czy Zooma to naprawdę dobry pomysł! Można sobie zrobić coś dobrego do picia i jedzenia, można pokazać kawałek mieszkania, swoje ulubione książki. Zupełnie też inaczej – moim zdaniem lepiej – się rozmawia, kiedy się widzi drugą osobę, jej gesty, mimikę. To z wielu względów bezpieczne i wygodne! Co więcej, nawet seks w tej wideoformie jest OK. Po pierwsze to coś nowego, odświeżającego. Po drugie, mamy XXI wiek! Technologia nam sprzyja. Oczywiście nic nie zastąpi ciepłego dotyku drugiego człowieka, ale mimo wszystko wirtualny kontakt może być alternatywą na trudne czasy, może być namiętny, podniecający. Choć to może temat na osobny tekst.

Seksting wraca do łask

Nic też dziwnego, że wiele osób w tej nowej rzeczywistości zamiast propozycji, aby się spotkać na seks, proponuje seksting, wymianę erotycznych zdjęć, wspólne snucie erotycznego scenariusza na jakimś komunikatorze. W przedepidemicznej rzeczywistości nazywało się to erogawędziarstwem. Panowało powszechne przekonanie, że do niczego ono nie prowadzi i lepiej sobie kontakt z erogawędziarzem czy erogawędziarką darować. Ale z dzisiejszej perspektywy wydaje się to całkiem w porządku – taka seksrozmowa w końcu pobudza wyobraźnię, może być dobrą bazą do samomiłości. Oczywiście i tutaj trzeba uważać i znać swoje prawa, pamiętać o konsensualności. Więc przede wszystkim pytać, czy ktoś chce poznać naszą fantazję, zobaczyć nagie zdjęcie, czy w ogóle ma ochotę na taką formę kontaktu. Kolejna sprawa – wysyłanie takich wiadomości i/lub zdjęć to normalna sprawa. Ale trzeba pamiętać o zachowaniu poufności. Nie można udostępniać cudzych zdjęć czy filmów tego typu, bo jest to przestępstwo. Podobnie kiedy nasze materiały erotyczne wyciekną – to nie nasz wstyd, nie nasza wina, że zrobiłyśmy sobie nagie zdjęcia, że je wysłałyśmy. Odpowiedzialność jest po stronie osoby, która je bezprawni publikuje. I są na to paragrafy – art. 191a Kodeksu karnego czy art. 24 Kodeksu cywilnego. Warto o tym pamiętać.

Randkowanie w 2021 roku – trendy randkowe

Miejmy nadzieję, że będziemy randkować bezpieczniej. Pytać o stan zdrowia partnerkę czy partnera, zarówno jeśli chodzi o koronawirusa, jak i infekcje przenoszone drogą płciową. Bez wątpienia trend slow datingu się utrzyma – będziemy się poznawać powoli, bez pośpiechu, wymieniać wiele informacji zanim zdecydujemy się na spotkanie. Poza tym takie spotkanie jak najbardziej może być wirtualne i można odbyć je na wiele różnych sposobów – jak zwykle ogranicza nas tylko i wyłącznie nasza wyobraźnia.

Przeczytaj także: Wszystkie odcienie Tindera – krótki przewodnik i instrukcja, jak korzystać z Tindera