Kiedy rozmawiamy o związkach niemonogamicznych, często pojawia się pojęcie konsensualnej niemonogamii. Co ono oznacza?

Tak naprawdę powinniśmy zapytać o to, jak osoby będące w danej relacji rozumieją konsensualność. Wydaje mi się, że w tym przypadku bardzo przydatny będzie podział na perspektywę preskryptywną i deskryptywną. O deskryptywne definicje, czyli opisujące to, co dla danych osób oznacza „związek niemonogamiczny”, pytałaś w swoich wywiadach z osobami żyjącymi w takich właśnie związkach. Ja mogę opowiedzieć o preskryptywnym podejściu, czyli o definicjach, które powstają w ramach pewnego kolektywnego konsensu i potrzeby standaryzacji. Konsensualna niemonogamia to niemonogamia, na którą świadomie zgodziły się wszystkie osoby biorące w niej udział. Wszystkie osoby wyraziły zgodę na bycie w takim rodzaju relacji, jaki został ustalony z konkretnymi elementami niemonogamii. Zazwyczaj, kiedy pojawiają się negocjacje, dotyczą one sfery seksualnej albo romantycznej. Podkreślę, że nie trzeba koniecznie zgadzać się z tą definicją i można mieć własną.

Człowiek z natury jest monogamistą?

Moja ulubiona odpowiedź na to pytanie brzmi: „Na ile jesteśmy pewni/pewne, że taka informacja pomoże nam podejmować decyzje na tym etapie rozwoju cywilizacji?”. Zwykle gdy pada pytanie o „naturalność” ludzkich
zachowań, pojawia się założenie, że istnieją jakieś ludzkie cechy, niezmienne od setek tysięcy lat, które ułatwią nam rozumienie siebie i odczuwanie szczęścia w XXI wieku. Niezwykle ciekawe wydaje mi się sięganie do psychologii ewolucyjnej, doszukiwanie się naszych tendencji, przyglądanie się temu, jak nasza „natura” pozostaje taka sama, kształtuje się, zmienia. Jednocześnie uważam, że pytanie o „naturalność” to tylko jedno z wielu ciekawych pytań, które warto rozważyć. Jeżeli relację konsensualnie niemonogamiczną chcemy mieć dzisiaj, to warto skierować uważność w stronę tego, co wiemy o sobie nie tylko jako o istotach reprezentujących dany gatunek, ale o sobie jako o jednostkach. W stronę tego, co jest dla nas dobre dziś, co chcemy zrobić i jak to zrobić w harmonii ze sobą. Sama odpowiedź na pytanie, czy dla naszego gatunku coś jest „naturalne”, nie jest głównym wyznacznikiem naszych dzisiejszych wyborów.

To bardzo trudne podejmować decyzje w zgodzie ze sobą, zwłaszcza jeśli dotyczą one relacji. Trzeba się wtedy poddać ocenie. Boimy się, że otoczenie nie zaakceptuje naszych wyborów.

To jest jedna z kwestii, które są do rozważenia właśnie w odniesieniu do dzisiejszego kontekstu. Oczywiście w jaskiniach też była nam potrzebna akceptacja grupy, też opłacało się unikać ostracyzmu, ale dzisiaj mamy zupełnie inny kontekst. Dlatego polecałabym skupiać się na teraźniejszości, a nie na przeszłości.

W jednym z wywiadów powiedziałaś, że są cztery spektra monogamii. Jakie?

Ten podział pochodzi z książki „Designer Relationships”, którą napisali Patricia Johnson i Mark A. Michaels. Jej podtytuł to „Przewodnik po szczęśliwej monogamii, pozytywnej poliamorii i optymistycznych otwartych związkach”. Bardzo lubię tę książkę, bo mówi o tym, jak mieć szczęśliwy i konsensualny związek – bez względu na to, jak monogamiczny lub niemonogamiczny ma on być. Autorzy mówią o czterech rodzajach monogamii: emocjonalnej, seksualnej, towarzyskiej i praktycznej. Założenie, z którym pracujemy, jest takie, że gdy dwie osoby
zaczynają być w związku, dowolnego rodzaju, to wybór, żeby spędzać czas razem w jakiś konkretny sposób powoduje, że coś nam się zamyka wobec całej reszty świata. W każdym związku pojawia się pewien rodzaj monogamiczności, chociażby w tym sensie, że jeśli spędzam czas z tobą, to nie spędzam go z kimś innym. Na przykład ze swoją siostrą czy z innym partnerem.

Co charakteryzuje te cztery spektra monogamii?

Monogamia praktyczna dotyczy logistyki dnia codziennego. Czy nasze finanse są wspólne, czy oddzielne, czy mieszkamy razem, czy nie lub z kim jeszcze dzielimy przestrzeń mieszkalną, kto z kim wychowuje dzieci, jaki ma z nimi kontakt, kto odprowadza je do szkoły. Monogamia towarzyska dotyczy tego, z kim spędzamy wolny czas w ramach rozrywki i różnych więzi pozamiłosnych. Czy mamy różnych znajomych, czy wspólnych, które typy rozrywek są tylko nasze, a którymi możemy dzielić się z kimś innym. Ostatnimi czasy moim ulubionym przykładem monogamii towarzyskiej jest posiadanie „naszych” seriali, które oglądamy tylko z partnerem/partnerką.
Obejrzenie nowego odcinka serialu z inną osobą, a czasem również samodzielnie, jest złamaniem – bardziej albo mniej werbalnie zawartego – kontraktu. Monogamia emocjonalna określa, z kim będziemy współdzielić doświadczanie miłości czy silnej więzi emocjonalnej. Tu może pojawiać się też kwestia na przykład tego, z kim dzielimy się naszymi sekretami albo komu opowiadamy o naszej intymności, a komu nie. I na koniec monogamia seksualna, która dotyczy tego, z kim wchodzimy w wymianę zmysłowego, erotycznego, seksualnego dotyku.

Wcześniej wspomniałaś o tym, że bardzo skupiamy się na tym, ile osób tworzy daną relację, a nie czy jest to szczęśliwy związek.

Gdy kogoś zapytasz, o co chodzi w udanym związku, jaki związek powinien być, żeby był udany, to ogromna większość osób, która ma dobre intencje związkowe, a większość osób takie ma, powie ci, że chodzi o to, aby być szczęśliwym. Większość ludzi moim zdaniem współdzieli filozoficzny fundament tego, co to znaczy udana relacja. Jednocześnie kiedy nasz mózg natrafia na bodziec, do którego jest przyzwyczajony, to robi: „E, już to znam. Małżeństwa są szczęśliwe, nieszczęśliwe, różnie ludziom wychodzi, nic nowego”. Gdy mózg dostaje nowy bodziec, to częściej skupia na nim naszą uwagę i próbuje zrozumieć, o co chodzi. Ponieważ relacje konsensualnie niemonogamiczne nie mają silnej reprezentacji w otaczającej nas kulturze, dla wielu osób są nowym, nieznanym bodźcem. Automatycznie pojawia się potrzeba zdecydowania, czy ten nowy bodziec jest bezpieczny, czy zagrażający, dobry czy zły – to jedna z podstawowych funkcji naszego systemu myślowego. Dlatego rozumiem, że
zastanawiamy się, czy relacja niemonogamiczna „może się udać”.

Myślisz, że odpowiednia edukacja mogłaby sprawić, że nie będziemy krytycznym okiem przyglądać się relacjom niemonogamicznym, takim jak poliamoria, otwarte związki, swingowanie?

Myślę, że rzetelna edukacja mogłaby sprawić, że więcej osób wszelkim formom relacji przyglądałoby
się zarówno krytycznym okiem,  jak i zaciekawionym umysłem i otwartym sercem. Wydaje mi się, że tworzenie kultury z reprezentacją różnorodności relacyjnej, płciowej, seksualnej, która jest przedmiotem refleksji, nie przykładem zagrażającej inności, na pewno zmieniłoby wiele na lepsze. Ważne jest dla mnie uróżnoradnianie
relacji międzyludzkich, które są „znanymi bodźcami”. I dawanie ludziom narzędzi do podejmowania wyborów w zgodzie ze sobą z tego wachlarza możliwości.

Jedną z form niemonogamii jest poliamoria. Często ludzie mylą poliamorię z poligamią i utożsamiają tę relację z rozwiązłością seksualną. Na czym polega poliamoria?

Poli, czyli wiele, amoria, czyli miłość. Wielomiłość. Poliamoria zakłada możliwość bliskich relacji emocjonalnych, intelektualnych czy seksualnych z wieloma osobami jednocześnie. Jedną z możliwych filozofii jest w tym przypadku podążanie za tym, gdzie relacja cię prowadzi, przy jednoczesnym dbaniu o możliwie największy komfort wszystkich osób, na które ma ona jakiś wpływ. Jeśli rodzą się uczucia, pozwalamy im na to, przyglądamy się im, podążamy za nimi, dajemy im się rozwijać, dbając jednocześnie o konsensualność.

A jak jest z rozwiązłością seksualną?

Rozwiązłość seksualna to w ogóle ciekawe pojęcie. Istnieje jakaś magiczna liczba osób partnerskich, której osiągnięcie sprawia, że stajemy się rozwiązłe/rozwiąźli? Wydaje mi się, że to określenie jest używane najczęściej do karania zachowań seksualnych, które osoba je oceniająca uważa w jakiś sposób za zagrażające jej własnemu systemowi wartości. Poliamoria może zawierać niemonogamię seksualną, ale nie musi. Można mieć poliamoryczny związek z wieloma osobami i z żadną z nich nie uprawiać seksu. Albo uprawiać seks z jedną z nich. Albo z dwiema. Albo ze wszystkimi. Może to się też zmieniać na przestrzeni czasu.

Stwierdziłam, że muszę pokazać światu, że życie w poliamorycznej relacji czy w otwartym związku jest możliwe, że funkcjonując w ten sposób można być szczęśliwym i spełnionym. W kraju, w którym dopuszczalny jest jedyny „prawidłowy” model związku i rodziny, wieloosobowe związki mają się świetnie, niejednokrotnie mogą stanowić wzór dla innych, jeśli chodzi o poszanowanie własnych granic i szacunek do siebie nawzajem. Chciałam również odczarować mit klubów swingerskich, które uchodzą za miejsca niebezpieczne. Z opowieści jednej z bohaterek i z moich doświadczeń wynika, że kobiety mogą się tam czuć dużo pewniej niż w klasycznych klubach – pisze Patrycja Ceglińska-Włodarczyk we wstępie do swojego debiutanckiego ebooka.

fot. materiały prasowe

Jeśli macie ochotę poznać prawdziwe niemonogamiczne historie i przeczytać więcej rozmowy z sekspertką Agnieszką Szeżyńską, zachęcamy was do lektury Więcej niż dwoje. Rozmowy bez tabu o seksie, relacjach i związkach (How2). Bohaterkami ebooka są trzy kobiety w niemonogamicznych związkach. Jedna z nich żyje w poliamorycznej relacji z mężem i dwoma innymi mężczyznami, druga jest miłośniczką swingowania, a trzecia postanowiła stworzyć otwarty związek i spełniać swoje seksualne fantazje nie tylko z mężem. Jak funkcjonują na co dzień? Kiedy poczuły, że monogamia nie jest dla nich? Jak wygląda ich życie erotyczne? Czy nie są zazdrosne o swoich partnerów, a oni o nie? Jak reagują na ich wybory rodzice i przyjaciele? Co mówią swoim dzieciom?