28 czerwca wybierzemy nowego prezydenta. Wszystko wskazuje na to, że odbędzie się też druga tura, czyli ostateczne wyniki poznamy 12 lipca. Można nie śledzić ich kampanii i sondaży (a ci, którzy to robią i tak podchodzą do nich z dystansem). Ale dobrze wiedzieć, jakie poglądy kandydaci mają w kwestiach, które dotyczą nas wszystkich. Bez wyjątków. A jednym z takich tematów jest ekologia.

Skutki zmian klimatycznych obserwujemy na co dzień. Nie trzeba mieć znajomego rolnika, by wiedzieć, ja bardzo susza daje nam w kość. Wystarczy iść na najbliższy bazar i spojrzeć na ceny. Te zawrotne kwoty, jakie trzeba zapłacić za owoce czy warzywa to bynajmniej nie widzimisię tych, którzy je sprzedają. Tyle kosztują właśnie zmiany klimatu. I mogą nas kosztować jeszcze więcej, jeżeli stwierdzimy, że nie mamy na to wpływu. Mamy, także oddając głos na kandydata, który w temacie naszej planety i jej ochrony ma do powiedzenia coś więcej niż to, że „świat prędzej czy później się skończy”.


Gra (w oczko) warta świeczki?

Właśnie tak na Światowym Szczycie Ekonomicznym w Davos w styczniu tego roku dziennikarzom odpowiadał obecnie urzędujący, a ubiegający się o reelekcję Andrzej Duda. O tym, że zmiany klimatu nie należą do priorytetów w jego wizji rządzenia krajem zdążyliśmy się przekonać przez ostatnie pięć lat i wszystko wskazuje na to, że przez kolejne – jeśli kandydat Prawa i Sprawiedliwości – wygra najbliższe wybory, na rewolucję się nie zanosi. No, może poza oczkami wodnymi, którymi prezydent Duda zamierza poprawić sytuację wodną. Jego zdaniem jest to możliwe właśnie dzięki prowadzeniu mądrej gospodarki retencjonowania wody. W tym momencie wynosi 6,5 procent wody odpadowej, a może wynosić 15. Pomysł ten ma nazywać się „Moja woda”, kosztować 100 milionów złotych (czyli maksymalne 5 tysięcy złotych dotacji na jedno gospodarstwo domowe) i wejść w życie już 1 lipca.

Zaglądamy do programu, by sprawdzić, jak jeszcze Andrzej Duda zamierza ratować naszą planetę, oprócz tego, że na ważnych szczytach sili się na mało udane komentarze. Kandydat PiS chce walczyć ze smogiem. Póki co średnio mu to wychodzi, bo Polskie miasta znajdują się w światowej czołówce, jeśli chodzi o poziom zanieczyszczenia powietrza. Nie pomógł nawet lockdown spowodowany pandemią koronawirusa. Kiedy pod koniec marca 2020 prawie cała Europa świeciła się na zielono, Polska była jedną wielką czerwoną plamą. Wszystko to, według ekspertów z Polskiego Alarmu Smogowego, spowodowane jest „spalaniem paliw stałych w domowych kopciuchach – przestarzałych i nieefektowych źródeł ciepła”.

Prezydent Duda chce te nieszczęsne „kopciuchy” wymienić na „bardziej ekologiczne” i do 2029 roku przeznaczyć na ten cel 103 miliardy złotych. Poza tym uważa, że „dalszego rozwoju wymaga system gospodarowania odpadami, który ze względu na regulacje zewnętrzne, odbija się negatywnie w rachunkach Polaków”. Ostatnio kandydat PiS wytłumaczył problem wysokich opłat za śmierci jednemu z potencjalnych wyborców. Zdaniem Dudy wszystkiemu winni są samorządowcy, bo nie pozwalają cieszyć się emerytom z przyznawanych im przez Andrzej Dudę dodatkowych świadczeń (tzw. trzynastek), bo ci więcej muszą wydać na odpady.


Prezydent Andrzej Duda podpisał Kartę Rodziny. Jeden z punktów mówi o „ochronie dzieci przed ideologią LGBT” >>>


Trzaskowskiego walka z odpadami i nie tylko 

Nietrudno domyślić się, którego samorządowca w pierwszej kolejności miał na myśli prezydent Duda. Chodzi oczywiście o kandydata Koalicji Obywatelskiej, Rafała Trzaskowskiego. Po nieudanych wyborach zaplanowanych na 10 maja, największa partia opozycyjna w polskim parlamencie postanowiła "wymienić" Małgorzatę Kidawę-Błońską (jedyną kobietę ubiegającą się o prezydencki fotel) na obecnego prezydenta Warszawy. Tenże włodarz stolicy od kilku miesięcy krytykowany jest za fatalną politykę w sprawie odpadów. Chodzi o wzrost cen dla niektórych mieszkańców Warszawy, zwłaszcza osób starszych i samotnych, bardzo niesprawiedliwy i nieadekwatny do tego, jak wygląda sytuacja w mieście. A wygląda źle. Wystarczy wynieść śmieci do najbliższej altany śmietnikowej lub pojemnika, by zobaczyć stos zalegających śmieci dookoła i na sąsiednich chodnikach. Ratusz zapowiada już nowe rozwiązania, ale Rafał Trzaskowski musi chwilowo koncentrować się także na innych problemach.

Bo kandydat KO na pewno nie jest kandydatem traktującym ochronę środowiska traktuje po macoszemu. Jego udział w wyścigu o fotel prezydencki poparła Partia Zieloni, których członkowie dostali się w ostatnich wyborach do Sejmu właśnie ze wspólnych list Koalicji Obywatelskiej. Z kolei Prezydent Warszawy poparł „21 Zielonych Postulatów” i zapowiada m.in. zatrzymanie przekopu Mierzei Wiślanej (dopingowanej przez Andrzeja Dudę w duecie z premierem Mateuszem Morawieckim), powiększenie i tworzenie nowych parków narodowych, powołanie Rzecznika Praw Zwierząt, wprowadzenie zakazu hodowli na futra, chowu klatkowego i uboju rytualnego oraz wprowadzenie do szkół edukacji klimatycznej.

Oprócz tego Rafał Trzaskowski opowiada się także za Zielonym Ładem dla Polski 2050, czyli za pełną neutralnością klimatyczną, której póki co Polska rządzona przez Prawo i Sprawiedliwość nie chce (czym szczyci się premier, Mateusz Morawiecki), za Powołaniem Rady ds. Klimatu i Transformacji Energetycznej działającej pod patronatem Prezydenta RP i odejściem od węgla najpóźniej do 2040 roku, a w ogrzewaniu domów – do 2030 roku. Trzaskowskiemu zależy także na zrównoważonym i ekologicznym podejściu do rolnictwa (choć w trakcie tej kampanii na żadnym polu go jeszcze nie widzieliśmy), ale pod tym względem ciekawe pomysły ma także jego kontrkandydat, Władysław Kosiniak-Kamysz.


Wybory prezydenckie 2020: Kim są partnerki i partnerzy kandydatów na prezydenta? >>>


Kosiniak-Kamysz murem za rolnikami! A rolnicy?

Reprezentujący Ludowców i Koalicję Polską Kosiniak-Kamysz chce wprowadzić zerową stawkę VAT na ekologiczną żywność, ale bez straty dla bezpośrednich producentów, czyli rolników. Szef Polskiego Stronnictwa Ludowego chce, by w ten sposób konkurowali cenowo z produktami nie wytwarzanymi w sposób naturalny i to nie tylko w Polsce, ale i w Europie. Zagwarantować ma to stworzenie dogodnych warunków upraw (a jak wiadomo ekologiczny, znaczy droższy) poprzez wywalczenie większych dopłat unijnych. Czy rolnicy docenią propozycje kandydata Koalicji Polskiej? Biorąc pod uwagę ostatnie wybory parlamentarne – niekoniecznie. Największe poparcie tego elektoratu miało Prawo i Sprawiedliwość, które zdobyło aż 67,4% głosów od rolników, a PSL zaledwie 17%.

Władysław Kosiniak-Kamysz ma też wizję prezydenta Polski, który oprócz tego, że wspiera ekologiczne uprawy, to także jest zwolennikiem systematycznego odchodzenia od węgla oraz wspierania innych źródeł energii, jak panele fotowoltaiczne. Kandydat KP chciałby też, aby w rządzonym przez niego kraju powstawały morskie elektrownie wiatrowe i podobnie jak Andrzej Duda – zbiorniki retencyjne. Pomysł obecnego prezydenta jednak wyśmiał, pytając: - Po co jest to oczko wodne. Żeby rolnicy, którzy nie dostali suszowego się w nim utopili?, uważając tym samym, że problem dostępności wody kandydat PiS „traktuje zbyt powierzchownie” i „nie jest do tego przygotowany”. To już jednak ocenią wyborcy.


Wybory prezydenckie 2020: Który z kandydatów zadba o prawa kobiet? >>>


Robert Biedroń wie, że nie ma planety B. I co dalej?

Najpierw Robert Biedroń miał plan, by ratować Polaków przed smogiem w Brukseli. Potem zmienił zdanie i postanowił robić to już na miejscu. I rzecz jasna należy ten fakt docenić, bo jego poglądy choćby na temat odchodzenia od węgla są bardzo klarowne. Chciałby, aby wydarzyło się to do 2035 roku. Ingerencji instytucji UE, których jeszcze nie zdążył zbyt dobrze poznać, w naszą politykę klimatyczną oczywiście nie kwestionuje. Uważa, że kluczowe jest uczestnictwo Polski w projekcie jakim jest Zielony Ład i inwestycja w odnawialne źródła energii. Bo jak mówi „nie ma planety B. Więc albo o nią zadbamy, albo wszyscy przegramy tę wojnę”. 

Swoją prezydenturę Robert Biedroń chciałby rozpocząć z przytupem – od organizacji szczytu klimatycznego w Polsce. Jego zdaniem należy „skończyć z tymi uchwałami antysmogowymi przyjmowanymi albo nie przez województwa, (...) trzeba przyjąć ustawę ogólnopolską, która po prostu raz na zawsze obejmie cały nasz kraj ochroną przed złym powietrzem”. Kandydat Lewicy na prezydenta zapowiedział też (jak Rafał Trzaskowski) powołanie Rzecznika Praw Zwierząt, „który będzie dbał o dobrostan zwierząt domowych, hodowlanych i zwierząt dzikich. Rzecznik będzie mocno umocowany w urzędzie Prezydenta RP i będzie miał narzędzia do podejmowania skutecznych działań kiedy zwierzętom będzie dział się krzywda". 


Depresja klimatyczna - co to jest? Pytamy psychologa, czym objawia się zaburzenie, które dotyczy coraz większej liczby osób >>>
 

Czy Szymon Hołownia ma „głowę i serce” do ekologii?

Nową alternatywą dla Polaków w tegorocznych wyborach prezydenckich jest Szymon Hołownia. Do tej pory znany głównie z telewizji i książek Hołownia swoją przewagę nad innymi kandydatami upatruje w tym, że jest ponadpartyjny, a kiedy zamieszka w Pałacu Prezydenckim, nie będzie reprezentował interesów swojego ugrupowania, a Polaków. Pomysł na swoją prezydenturę ma i opiera się na trzech filarach: Polski solidarnej, Polski demokratycznej, aż w końcu Polski zielonej. Szymon Hołownia w przeciwieństwie do Andrzeja Dudy nie udaje, że nie ma zmian klimatu, bo nie wie „ile w rzeczywistości człowiek przyczynia się do zmian klimatycznych”. Hołownia uważa inaczej, dlatego priorytetem jest dla niego osiągnięcie neutralności klimatycznej najpóźniej do 2050 roku, inwestycja w odnawialne źródła energii (niezależny kandydat idzie o krok dalej niż Kosiniak-Kamysz i proponuje panele fotowoltaiczne na wszystkich budynkach Kancelarii Prezydenta) i odejście od wydobywania węgla kamiennego w Polsce do 2040 roku.

Jako przyszły prezydent Szymon Hołownia chce brać czynny udział we wszystkich negocjacjach klimatycznych, choćby tych toczonych w ramach Organizacji Narodów Zjednoczonych i zamierza wpłynąć na politykę rządu, która w jego mniemaniu w tej chwili odgrywa wolę „hamulcowego w polityce klimatycznej Unii Europejskiej”. Jednym z czterech haseł Hołowni jest slogan „Głową i sercem”, bo wie, że wiedzę oraz dobro naszej planety leżące na sercu naukowcom czy przedstawicielom biznesu, trzeba wykorzystywać. Hołownia chciałby powołać Narodową Radę Klimatyczną złożoną ze specjalistów, mających doradzać mu w kwestiach polityki klimatycznej. Poza tym nie zawaha się stosowania „Zielonego Weta” wobec każdej z ustaw, która jego zdaniem „będzie stwarzać ryzyko oddalenia Polski od osiągnięcia neutralności klimatycznej”.


A co z pozostałymi? Zmiany, ale na drugim planie i bez udziału Unii Europejskiej 

Kiedy słowo „ekologia” wpisaliśmy w dostępnym online programie Krzysztofa Bosaka, by sprawdzić, co na ten temat uważa kandydat Konfederacji, wynik jaki otrzymaliśmy to: 0. Spróbowaliśmy pod frazę „klimat”, ale tu znowu nic. Sukcesem okazało się wyszukanie słowa „środowisko”. Bosak w swojej publikacji „Nowy porządek – tezy konstytucyjne” jeden z punktów poświęcił „Narodowej (bo jakżeby inaczej – przyp.red.) własności bogactw naturalnych”. Kandydat Konfederacji uważa, że „eksploatacja złóż powinna być zawsze prowadzona z troską o środowisko naturalne i bezpieczeństwo lokalnych społeczności”. Przeglądając dalej jego stronę dowiadujemy się (a jednak!), że poseł Konfederacji chce zwiększyć zalesienie Polski i powstrzymać sprowadzanie do Polski odpadów z zagranicy. Więcej na temat ochrony środowiska można wynieść się z jego wypowiedzi w mediach. Choćby na temat unijnego pakietu klimatycznego. Wystarczy wpisać frazę w Google i dopisać imię i nazwisko polityka Konfederacji. Odpowiedź pojawia się szybko i jest konkretna: „wypowiedzieć!”. Bosak uważa również, że należy „powstrzymać obsesję Unii Europejskiej zmierzającą do przestawiania energetyki na tory całkowitego odejścia od węgla” oraz inwestować w energię jądrową. A ta, jak zwracają uwagę ekolodzy, choć stanowi alternatywę dla węgla, również wprowadza inne zagrożenia dla środowiska, np. toksyczne odpady czy zużycie wody.


Taki mamy klimat. Pytamy eksperta, jak zmieni się nasza planeta i co nas czeka w przyszłości? >>>
 

Strategia unijna wobec polityki klimatycznej jest szkodliwa także według Mirosława Piotrowskiego. „Oczywiście troszczymy się o środowisko naturalne, ale w sposób zdroworozsądkowy, żeby nie doprowadzić do upadku naszej gospodarki”. Były europoseł i kandydat na prezydenta nie wyobraża sobie, by odejść od węgla, jako źródła energii i doprowadzić do upadku polskiego przemysłu górniczego. Nie zgadza się z nim Stanisław Żółtek. Kandydat, który ciekawych jego poglądów odsyła do Latarnika Wyborczego (więc może i my powinniśmy tak zrobić?), uważa, że „powinniśmy odchodzić od węgla ze względu na to, że zanieczyszcza powietrze, nie ze względu na jakiś tam dwutlenek węgla (…) Chodzi o nasze życie tutaj, żeby lepiej żyć” i sugeruje, by zamienić elektrownie na gazowe. Na zieloną stronę mocy nie ma zamiaru przechodzić Marek Jakubiak. I w ogóle nie za dużo do powiedzenia w sprawie klimatu i jego zmian. Nie chciałby jednak zamykać kopalni, a stawiać na „wykorzystywanie węgla w trochę inny sposób, np. do gazowania, tworzenia wodoru itd.”. Z kolei Paweł Tanajno, który do tej pory zasłynął głównie z organizacji protestów przedsiębiorców w czasie pandemii koronawirusa, twierdzi, że rodzima polityka klimatyczna jest w skali globalnej bez znaczenia.