Na hejt w sieci narażony jest dzisiaj każdy. Szczególnie, jeśli dzieli się swoim życiem w mediach społecznościowych. Nie wspominając już o tym, jeśli jest się osobą publiczną, piosenkarką, aktorką, celebrytką. Jednym z rodzajów hejtu jest body shaming, czyli ocenianie wyglądu innych, mające generalnie negatywny wydźwięk.  Jego ofiarami najczęściej stają się ci, którzy ważą „za dużo” lub „za mało” w opinii ludzi mających niepochamowaną potrzebę podzielenia się nią na forum. Na własnej skórze przekonała się o tym ostatnio jedna z polskich aktorek, Joanna Osyda.

Zobacz także: MY BODY, MY CHOICE? O tym, jak mężczyźni odbierają nam prawo do decydowania o sobie a dystopia Margaret Atwood spełnia się na naszych oczach

Joanna Osyda padła ofiarą body shamingu. W odpowiedzi opublikowała poruszający wpis, a zarazem apel

30-latka znana z seriali Majka, M jak miłość, Czas honoru, a także występów choćby na deskach warszawskiego Teatru Powszechnego, również jest użytkowniczką Instagrama. Choć nie jest zbyt aktywna, a obserwujących ma stosunkowo niewiele, bo ponad 6,6 tys., wśród jej followersów i komentatorów sporo jest osób przypadkowych, łasych na smaczki z życia prywatnego aktorki. A także tych, którzy mają jakiś powód, by oceniać wygląd Joanny. Ta w końcu nie wytrzymała i postanowiła opublikować kilka słów na temat tego, co sądzi o komentarzach pod jej adresem. Tym samym podzieliła się bardzo ważnym, pełnym emocji wpisem, który powinien przeczytać każdy, a przede wszystkim każda kobieta, zanim zacznie krytykować drugą.

Nie sądziłam, że kiedyś to napiszę. Nie używałam nigdy mediów społecznościowych do załatwiania swoich spraw, ale dziś mam potrzebę wytyczyć pewne granice... W ostatnim czasie dostałam tyle rad na temat tego jak powinnam wyglądać, co jeść i ile. Usłyszałam też mnóstwo komentarzy na przywitanie, przejściu i wyjściu, ze jestem za chuda, że nic nie jem, a po przejściu ostrego zatrucia pokarmowego że ,, więcej mam nie chudnąć” (jakby to był mój upragniony i zamierzony cel). I mam tego dość. Oczywiście koń jaki jest każdy widzi. Jestem chuda. Nie znoszę tego słowa, tak jak przez większość życia nie akceptowałam, że taka jestem. Trudno być zadowoloną z siebie dorastającą dziewczynką, dziewczyną i kobietą kiedy na każdym kroku słyszy się komentarz ,,ona przytyje”, ,,nie, nie przytyje”, ,,urodzi dziecko i przytyje”. Od kilku lat staram się w ogóle tym nie zajmować. Cieszę się, że moje ciało jest zdrowe (szukałam z nadzieją wielu chorób, żeby się wyleczyć i moc wyglądać ,, normalnie”) . Nie mam hashimoto, tasiemca ani też żadnej z chorób żywieniowych. Moje ciało jest jakie jest, ale jedyne jakie mam i chcę żyć z nim w zgodzie. Jest nawet coraz mocniejsze, bo bardziej świadomie o nie dbam, uprawiam sport i chodzę na jogę. Od kilku lat zaczęłam tez osłaniać ramiona i plecy co kiedyś było niemożliwe. Chciałam być niewidzialna, żeby nie prowokować tych paskudnych komentarzy. Chcę chodzić na basen, nie martwiąc się, że mój widok kogoś przestraszy, chce móc odmówić czekoladki i nie musieć słuchać: ,,Tobie i tak nie zaszkodzi”, ,,Ty byś mogła zjeść tysiąc i nic”. Chcę też mieć prawo do choroby żeby nie słyszeć : ,,no tak, to takie chucherko, nic nie je, wiatr ja przewróci”. Nie, nie przewróci. Gdybym miała wybierać to wolałabym się przenieść w ciało M.Bellucci (kiedyś myślałam, ze mając wyłącznie takie wymiary mogę siebie nazwać kobietą), ale ja jestem inna i już. I też jestem kobietą. Mam coś do powiedzenia, mam swoje uczucia, które można zranić. Stereotypy budujemy każdego dnia. Zaczynają się niewinnie. Proszę, po prostu nie oceniaj i udzielaj mi rad, tak jak ja tego nie robię. Cześć. 

Po publikacji poruszającego apelu, profil Joanny ciągle jest otwarty i każdy może ją obserwować. To oznacza, że aktorka nie zamierza reagować na niepochlebne komentarze poprzez ograniczenie możliwości ich pojawiania się. Stawia im czoła i liczy na to, że jej słowa trafią do jej jakże skłonnych do oceniania innych obserwatorów. My też mamy taką nadzieję.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Nie sądziłam, że kiedyś to napiszę. Nie używałam nigdy mediów społecznościowych do załatwiania swoich spraw, ale dziś mam potrzebę wytyczyć pewne granice... W ostatnim czasie dostałam tyle rad na temat tego jak powinnam wyglądać, co jeść i ile. Usłyszałam też mnóstwo komentarzy na przywitanie, przejściu i wyjściu, ze jestem za chuda, że nic nie jem, a po przejściu ostrego zatrucia pokarmowego że ,, więcej mam nie chudnąć” (jakby to był mój upragniony i zamierzony cel). I mam tego dość. Oczywiście koń jaki jest każdy widzi. Jestem chuda. Nie znoszę tego słowa, tak jak przez większość życia nie akceptowałam, że taka jestem. Trudno być zadowoloną z siebie dorastającą dziewczynką, dziewczyną i kobietą kiedy na każdym kroku słyszy się komentarz ,,ona przytyje”, ,,nie, nie przytyje”, ,,urodzi dziecko i przytyje”. Od kilku lat staram się w ogóle tym nie zajmować. Cieszę się, że moje ciało jest zdrowe (szukałam z nadzieją wielu chorób, żeby się wyleczyć i moc wyglądać ,, normalnie”) . Nie mam hashimoto, tasiemca ani też żadnej z chorób żywieniowych. Moje ciało jest jakie jest, ale jedyne jakie mam i chcę żyć z nim w zgodzie. Jest nawet coraz mocniejsze, bo bardziej świadomie o nie dbam, uprawiam sport i chodzę na jogę. Od kilku lat zaczęłam tez osłaniać ramiona i plecy co kiedyś było niemożliwe. Chciałam być niewidzialna, żeby nie prowokować tych paskudnych komentarzy. Chcę chodzić na basen, nie martwiąc się, że mój widok kogoś przestraszy, chce móc odmówić czekoladki i nie musieć słuchać: ,,Tobie i tak nie zaszkodzi”, ,,Ty byś mogła zjeść tysiąc i nic”. Chcę też mieć prawo do choroby żeby nie słyszeć : ,,no tak, to takie chucherko, nic nie je, wiatr ja przewróci”. Nie, nie przewróci. Gdybym miała wybierać to wolałabym się przenieść w ciało M.Bellucci (kiedyś myślałam, ze mając wyłącznie takie wymiary mogę siebie nazwać kobietą), ale ja jestem inna i już. I też jestem kobietą. Mam coś do powiedzenia, mam swoje uczucia, które można zranić. Stereotypy budujemy każdego dnia. Zaczynają się niewinnie. Proszę, po prostu nie oceniaj i udzielaj mi rad, tak jak ja tego nie robię. Cześć. #dajmispokoj #lubiesiebie #stophejtowi #siła#jestemtakaijuż#mojeciałomojasprawa

Post udostępniony przez Joanna Osyda (@joanna_osyda) Cze 14, 2019 o 4:33 PDT

Zobacz także: Body-shaming w najgorszej postaci. Ten post stał się viralem i doskonale pokazuje, że poniżanie innych z powodu wyglądu nigdy nie było i nie będzie ok