Katarzyna Dąbrowska: Czy czułość to kompetencja, którą po prostu mamy, czy trzeba się jej nauczyć?
U wielu osób pojawia się samorodnie w zależności od kontekstu, np. na widok małego dziecka, własnego albo cudzego, na widok ukochanej osoby lub ukochanego zwierzaka. Sytuacja powoduje „samozapłon” czułości w stosunku do innych. Natomiast jeśli o chodzi o czułość do samej siebie, to nie widzę tego samozapłonu u kobiet. Kobiety uczą się być dla siebie czułe, ale od wielu z nich wymaga to systematycznej, metodycznej, często wieloletniej pracy. To jest praca w poprzek tego, co wchłonęłyśmy. Wielu kobiet nie nauczono czułości dla siebie. W życiu metrykalnie dorosłej kobiety regułą jest raczej zapominanie o swoich potrzebach. A nawet jeśli kobieta o nich pamięta, to sprowadza je do tej przysłowiowej „chwili dla siebie”, bardzo reglamentowanej, bo przodem zawsze puszcza potrzeby innych. 
 

To kwestia wychowania?
To coś, co nie musi zależeć od domu, w którym dorastałyśmy. Prowadzę warsztaty dla kobiet „Własny pokój”. Na tych warsztatach przyglądam się kobietom z bardzo bliska i z tej bardzo bliskiej odległości widziałam ich już kilkaset. Takich z domów, w których było dużo odczuwalnej miłości, z takich, gdzie tej odczuwalnej miłości nie było, z takich, gdzie matka była silną postacią albo gdzie była uległa, z rozbitych rodzin i pełnych, z domów bogatych i biednych. To, co mnie uderza, to obserwacja, że wszystkie te kobiety niosą bagaż nieczułości w stosunku do siebie. I trzeba pracy, żeby to odkręcić. 
 

Mówisz, że to praca systematyczna, metodyczna, często rozłożona na lata. To znaczy, że aby nauczyć się czułości do siebie, trzeba pójść na terapię?
Jako córka terapeutów i osoba, która sama przeszła terapię, mam bardzo życzliwy stosunek do terapii. Wręcz uważam – chociaż wiem, że to w tej chwili absolutnie nierealne – że państwo powinno refundować każdemu obywatelowi jakiś podstawowy zestaw sesji, tak z pół roku. Polska byłaby lepsza. Terapia to świetny sposób, żeby uzyskać wgląd w to, co mam w środku. Aby odpowiedzieć sobie na pytania, co myślę o sobie samej, na podstawie jakich przekonań działam i czy te przekonania są moje, czy może chciałabym je podważyć. Nieczułość wobec siebie bierze się często z poczucia, że nie będę nic warta, jeśli osiągami i wiecznym wysiłkiem nie zarobię na swoje istnienie, nie podniosę swojej wartości. Była taka piosenka Alanis Morissette That I Would Be Good z litanią zdań typu: „byłabym OK, gdybym zachorowała”, „byłabym OK, gdybym przytyła”, „gdybym nie pracowała”, „gdybym już więcej nie napisała piosenki”. Zakładam się, że to są jej przemyślenia z terapii. Przeciwieństwem czułości do siebie jest warunkowa miłość do siebie. Terapia może pomóc zmienić to warunkowe myślenie o sobie, ale są też inne sposoby odkrywania czułości. Sporo czułości może przyjść przez medytację, przez masaże, przez przyjaźń. 

Całą rozmowę przeczytacie w najnowszym lutowym wydaniu magazynu Glamour (nr 2/2021) dostępnym w salonach prasowych i na stronie kultowy.pl.

Co jeszcze w numerze? >>>