Nic tak mnie nie wkurza jak ignoranci i ignorantki, a w dodatku po prostu niekulturalni oraz chamscy użytkownicy mediów społecznościowych wypowiadający się na tematy, które ich w ogóle nie powinny interesować, a już na pewno nie powinny być przez nich komentowane. Nie rozumiem, dlaczego ludzie uzurpują sobie prawo do oceniania oraz wypowiadania swoich opinii w chamski, agresywny czy przykry sposób krzywdząc przy tym świadomie inne osoby.

Nie ma tygodnia bez kolejnej burzy w social media. Niestety dzieje się tak, bo za dużo osób jest przekonanych o tym, że ich zdanie ma znaczenie i warto się nim podzielić. Cóż, wszechobecny dostęp do internetu i platform społecznościowych obnażył wszelkie ludzkie ułomności na ogromną skalę. Zdaję sobie naturalnie sprawę z tego, że ogromna większość komentarzy jest sztucznie generowana, aby sprawnie manipulować tłumem i polaryzować społeczeństwa. Nadal jednak jestem przekonana, że za resztą kont w dużej mierze kryją się sfrustrowani, agresywni, a przede wszystkim niesamowicie nieszczęśliwi ludzie.

Wyjątkowo przerażającą sytuacją jest ta, która miała miejsce w minionym tygodniu. I niestety mówię tu o lekarce, która z założenia powinna pomagać ludziom, być empatyczna, leczyć i dbać o komfort drugiego człowieka – w tym przypadku kobiety w ciąży. Long story short: na instagramowym profilu oddziału położniczo-ginekologicznego jednego z polskich szpitali @babkibabkom pojawił się post i komentarze o charakterze fat-shamingu (zawstydzanie z powodu wagi) i fatfobii (nienawiść wobec osób grubych). Jeśli macie mocne nerwy, to możecie tam zajrzeć. I choć kurz nieco opadł, to chciałabym napisać z mojej perspektywy o ludzkim aspekcie całego tego zamieszania, do którego w mocnych słowach odniosły się choćby będąca w ciąży Zosia Zborowska czy Mama Ginekolog. 

Ta pierwsza podkreślała, że każda ciąż jest inna, że tyje się w niej różnie i z różnych przyczyn. 

 Każda ciąża jest inna, zmagamy się z różnymi problemami. Bardzo dużo kobiet straciło wcześniejsze ciąże, dlatego ciężko im się skupić na tym, żeby wyglądać pięknie. Chcą tę ciążę doprowadzić po prostu do końca. Każda z nas ma też inne geny (...) Nie martwcie się dziewczyny tym postem, nie przejmujcie się nim. Macie absolutne prawo przytyć w ciąży (...) oczywiście zachęcam, żeby jeść zdrowo, ale wiadomo, w ciąży nie zawsze się to udaje. Tyle - pokreśliła w relacji na swoim instagramowym koncie Zosia Zborowska.

Słowa ranią bardziej niż czyny. Słowa potrafią zostać w głowie na zawsze, boleć i kształtować zachowanie jednostki przez całe lata. Czytając post dotyczący ciąży w aspekcie otyłości (diagnozowanej na oko!), miałam łzy w oczach. I nie dlatego, że sama mierzę się z tym problemem, bo ani nie jestem otyła, ani nie spodziewam się dziecka. Nie mogę natomiast zrozumieć tych obrzydliwych pasywno-agresywnych komentarzy, porównywania kobiet do wielorybów, tej lawiny podłości, jadu i buty, jaką wykazała się autorka tekstu i niektórych komentarzy. Jaką ignorancją, brakiem empatii, zrozumienia i czułości wręcz szczyci się osoba, która z założenia powinna być wsparciem, nieść fachową pomoc, być obiektywna…

Jak już wyżej napisałam, sama w ciąży nie jestem, ale jestem kobietą. W dodatku w wieku, w którym myślę o ewentualnym potomstwie i jestem w stanie świadomie powiedzieć, jak chciałabym być traktowana. Poród to raczej najintymniejszy moment w życiu kobiety. W mojej głowie jest to wręcz przeżycie graniczne, które chyba na zawsze pozostawia w twoim życiu ślad. Są kobiety nastawione zadaniowo i takie, które czują się totalnie bezsilne. Takie, które cierpią, wyją z bólu, a czasami rodzą w ciszy, może nawet w transie, medytują. Każda kobieta ma prawo do tego, aby przeżyć te chwile na swój sposób, tak jak jej odpowiada, oczywiście z zachowaniem wszelkich środków bezpieczeństwa, ale przede wszystkim z godnością. I to odnosi się do absolutnie całego okresu bycia w tej ciąży, porodu, jak i dalej – czasu połogu. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie ogromu emocji towarzyszących tym wszystkim wydarzeniom i zmianom. W mojej głowie sam poród i stawanie się matką to granica, po której już nigdy nic nie jest takie samo. I chyba nikt nie jest w stanie tego zrozumieć do chwili, aż sam tego nie przeżyje.

Jakim cudem są na świecie ludzie – często lekarze w dodatku! – którzy dają sobie prawo do tego, aby ten czas rujnować. Jak można powodować dodatkowy stres ciężarnym czy takim, które się o tę ciąże dopiero starają? Jak można osoby wyzywać od wielorybów i z nich szydzić? Jakim cudem, ktoś ma czelność odbierać prawo do radości ze stawania się matką? Jak można wypowiadać słowa, które wiele kobiet mogą tak głęboko zranić, że ze wstydu nie pójdą do lekarza, nie skorzystają z opieki medycznej, czy po prostu w tę ciążę nie zajdą?

Czemu my, jako ludzie uważamy, że możemy oceniać, komentować i ranić innych? I to mając tak mało danych, patrząc na ułamek czyjegoś życia na zdjęciu często, nie wiedząc, co się za nim tak naprawdę kryje. Czy naprawdę nie możemy zająć się własnymi sprawami i po prostu zachowywać swoje opinie dla siebie? Boli mnie odczłowieczanie osób odbiegających od przyjętej „normy” – sama przy tym nie rozumiem, dlaczego jeszcze istnieje coś takiego jak „norma” odnośnie wyglądu. Nie zapominajmy, że to, co wpływa na wygląd i sylwetkę człowieka, to nie tylko „zamknięcie lodówki”. To geny, biologia, stan zdrowia (też psychicznego!), hormony, sytuacja społeczno-ekonomiczna jednostki. Wybory żywieniowe mają oczywiście znaczenie, ale są one jednym z wielu czynników, nie jedynym. Najważniejsze jest to, żeby po drugiej stronie (w dzisiejszych czasach też ekranu) zobaczyć człowieka, który myśli, czuje i ma absolutne prawo żyć oraz wyglądać, jak mu się podoba. W zgodzie z samym sobą, bez pozwolenia i czyjejś opinii.