Kiedy trzy miesiące temu pojawił się pierwszy zwiastun, a w zasadzie dwa różne zwiastuny nowego filmu Noah Baumbacha, już wtedy nie mieliśmy wątpliwości, że nadchodzi jeden z tych obrazów, o których pod koniec roku zrobi się głośno. „Historia małżeńska” dziś wchodzi do wybranych kin, a 6 grudnia będzie miała swoją premierę na platformie Netflix. Skąd taki zabieg? Platforma Netflix to teraz ważny gracz w oscarowej rozgrywce. Udowodnił to na ostatniej gali, gdzie „Roma” zgarnęła aż siedem nominacji i trzy statuetki. Film Alfonso Cuaróna, oprócz tego, że był dostępny na platformie, także pokazywany był w kinach. I w opinii większości to właśnie kinowy seans w przypadku tej produkcji okazał się absolutnie niezapomnianym przeżyciem. Ale taki sposób dystrybucji to przede wszystkim jeden z wymogów, jaki muszą spełnić netflixowe oryginalne projekty, aby móc walczyć o Oscary. I wiele wskazuje na to, że „Historia małżeńska” też stanie do wyścigu po najważniejsze wyróżnienia w filmowej branży.

On reżyseruje offbroadwayowskie sztuki, a ona w nich gra. Ale marzy o czymś więcej i pewnego dnia dochodzi do wniosku, że aby móc to robić, musi podjąć decyzję, która zmieni również jego życie. Składa pozew o rozwód. W takim momencie poznajmy historię Charlie’ego i Nicole, w których wcielili się Adam Driver oraz Scarlett Johansson. Ten aktorski duet ma na swoim koncie kilka wybitnych ról. Driver chociażby tę u Spike’a Lee w „Czarnym bractwie. BlackKkKlansman”, za którą dostał nominację do Oscara, a Johansson stworzyła niezapomniane kreacje m.in. w „Między słowami” Sofii Coppoli czy w „Dziewczynie z perłą” Petera Webbera.

Zobacz także: Smutne filmy, przy których można sobie popłakać

W „Historii małżeńskiej” oboje wznieśli się na wyżyny swoich aktorskich umiejętności, co umożliwiły im długie sceny dialogów i monologów, będące ważnym elementem nowego obrazu Baumbacha - scena w biurze prawniczki (również genialnej w tej roli Laury Dern) wynajętej przez Nicole, czy w wynajmowanym przez Charlie’ego mieszkaniu to istny majstersztyk! Bo relacje międzyludzkie i umiejętność porozumienia z drugą osobą, zwłaszcza w kryzysowej sytuacji, to właśnie to, na co chce zwrócić naszą uwagę reżyser „Historii małżeńskiej”.

Kto zna dotychczasową twórczość Noah Baumbacha wie, jakiej estetyki, i jakich bohaterów może spodziewać się na ekranie. Ale kto nie miał okazji obejrzeć „Mistress America” czy „Frances Ha”, również powinien docenić „Małżeńską historię”. To film o każdym z nas. I o naszym życiu, w którym miłość, by miała prawo rozwinąć między dwiema osobami, nie potrzebuje instytucji małżeństwa. I wcale nie musi też kończyć się wraz z jego rozpadem, jeżeli towarzyszą jej inne uczucia, jak szacunek, empatia oraz zaufanie. Nicole i Charlie są tego najlepszym przykładem, absolutnie godnym naśladowania. 

Zobacz także: Filmy romantyczne idealne (nie tylko) na Walentynki