Statystyki biją na alarm. Ludzkość produkuje dwa miliardy (!) ton odpadów rocznie i ta liczba wciąż rośnie. Także polskie społeczeństwo wytwarza ich coraz więcej. Według Głównego Urzędu Statystycznego w 2017 roku na jednego Polaka przypadało 312 kilogramów odpadów, co w porównaniu z rokiem poprzednim daje wzrost aż o 9 kg. Jakie będą wyniki za mijający właśnie 2018? Wszystko wskazuje, że na wielką poprawę nie ma co liczyć, ale już dziś można zacząć działać, by w kolejnych 12 miesiącach jak najmniej przyczyniać się do zanieczyszczenia naszej planety. Szczególnie, że wytworzyliśmy już jako ludzkość tyle tworzyw sztucznych, że moglibyśmy nimi przykryć całą Ziemię! Dorzućmy do tego chociażby globalne ocieplenie i katastrofa ekologiczna jak znalazł.

Nie jestem eco-freakiem, nie mam ogromnej wiedzy w tym temacie, ale staram się czytać, dowiadywać i edukować, bo zwyczajnie martwi mnie to, co dzieje się wokół nas. Wierzę w metodę małych kroczków, do której od dawna przekonuje mnie moja bardzo dobra koleżanka Areta Szpura. Zawsze powtarza, że nie chodzi o rzucenie wszystkiego, zrezygnowanie z dotychczasowego życia i upodobań, ale o podjęcie jakichkolwiek działań. Być może wejdą w krew i pociągną za sobą kolejne konsekwencje. Ja postanowiłam powoli i stopniowo wprowadzać w życie 8 prostych rzeczy, które nie zrobią rewolucji w pojedynkę, ale dopiero wtedy, gdy inni się w to włączą. Ci, którzy nie chcą dokładać się do najpoważniejszych obecnie problemów, z jakimi zmaga się świat.
 

1. Nie piję wody w plastikowych butelkach

Do tej pory kupowałam wodę w zgrzewkach, zawsze miałam pod ręką przynajmniej małą butelkę. Któregoś dnia po prostu zainwestowałam w dzbanek filtrujący wodę, a od koleżanki z redakcji dostałam butelkę ze stali nierdzewnej, którą noszę ze sobą wszędzie. Piję kranówkę, także na lotniskach. Ostatnio sporo podróżowałam i zamiast z każdym serwisem na pokładzie samolotu otrzymywać plastikowy kubeczek, miałam swoją wodę i w razie czego mogłam poprosić o jej dolanie. Co więcej, taka butelka wielorazowego użytku działa jak termos i cały dzień można pić ciepłą wodę lub wrzątek. Co kto lubi!


2. Zawsze noszę własną torbę na zakupy

Nie biorę w sklepach foliówek, a już na pewno za nie nie płacę. W domu mam kilka eko toreb, które naprzemiennie noszę na zakupy. Wrzucam do nich wszystko, także warzywa i owoce luzem. Nie pakuję ich w woreczki, bo zwyczajnie nie ma takiej potrzeby, ale przyznam, że ostatnio myślę nad zakupem lnianych siateczek na drobniejsze produkty jak orzechy czy małe owoce. W razie niezapowiedzianych i spontanicznych zakupów mam przy sobie niewielką torbę, która dobrze zwinięta zajmuje mniej miejsca niż telefon.
 

3. Zrezygnowałam z mięsa

Jeszcze kilka lat temu wydawało mi się to niemożliwe, ale naprawdę nie pamiętam, kiedy ostatni raz kupiliśmy do domu mięso na obiad lub wędlinę do kanapek. Do zmiany nawyków zachęcił mnie nie tylko fakt, że po zjedzeniu mięsa czuję się gorzej, a od kiedy mam kota zupełnie inaczej patrzę na zwierzęta i krzywdę, jaką im wyrządzamy, ale także zatrważające dane. Aż 14,5% wszystkich gazów cieplarnianych pochodzi z hodowli zwierząt. To więcej niż wytwarza ich cały sektor transportu! Ograniczenie konsumpcji produktów odzwierzęcych o połowę tylko w Unii Europejskiej pozwoli nam na zmniejszenie emisji o 25-40%. To tyle w temacie.


4. Nie kupuję bezmyślnie

Praca w branży mody poza wieloma plusami, ma też swoje minusy. Między innymi ryzyko bankructwa. Wiadomo, potraktujcie to odrobinę z przymrużeniem oka, bo nikt przy zdrowych zmysłach nie wyda całej wypłaty na ciuchy, ale prawdą jest, że każdego dnia otaczamy się, oglądamy, wyszukujemy dla was setki nowych ubrań, butów, dodatków i rzeczy do wnętrz. Śledzimy promocje, przeceny i najlepsze okazje, którymi się z wami dzielimy. Ile razy było tak, że przygotowując jakiś materiał wrzucałam wypatrzone rzeczy od razu do koszyka. W pewnym momencie okazało się, że mam tak dużo wszystkiego, że przestaję mieścić się w szafach. A w kółko chodzę w tym samym! Zrobiłam więc wielkie sprzątanie i część rzeczy oddałam potrzebującym, część spakowałam dla mojej mamy i przyjaciółek, jeszcze inne, te najbardziej zniszczone oddałam do recyklingu (stare ubrania możecie wymienić na zniżkę w m.in. sklepach H&M i &Other Stories). Pozostałe podzieliłam na te, w których będę chodzić i są mi niezbędne oraz te, które nadają się na sprzedaż (są z metkami lub nienoszone). Od tamtej pory nie kupuję nowych ubrań, ale wymieniam się, oddaję te, których już nie noszę lub sprzedaję. Dzięki OLX pozbyłam się też wielu rzeczy z domu, jak niepotrzebne szafki, materac czy biurko, które przygarnęły osoby w trudnych sytuacjach życiowych. Nie mówię nie kupowaniu, ale zawsze zachęcam Was do robienia tego z głową. Potrzebujesz czegoś? Kup to, ale jeżeli masz już trzy podobne rzeczy, czwarta jest po prostu zbędna.


5. Segreguję

Przeterminowane leki oddaję do najbliższej apteki, zużyty sprzęt AGD czy meble nienadające się już do użytku przekazuję odpowiednim firmom, które je utylizują. Osobno zanoszę do śmietnika plastik (jestem na dobrej drodze, by maksymalnie go wyeliminować z życia) i kartony po mleku oraz makulaturę, ale liczę, że ze zmianami, które w Warszawie wejdą w życie 1 stycznia 2019, będę miała większy wybór pojemników.
 

6. Noszę swoje pojemniki i kubki na kawę

Często zdarza mi się kupować jedzenie na wynos, ale zawsze raziła mnie ilość pudełek, w które jest pakowane (między innymi dlatego po miesiącu zrezygnowałam z diety pudełkowej – ilość śmieci nie była tego warta). Na szczęście coraz więcej miejsc nie ma problemu, jeżeli przychodzę ze swoim pojemnikiem wielorazowego użytku. Podobnie jest z kawą. Wiele miejsc przyznaje nawet zniżkę, jeżeli masz ze sobą własny kubek!

 

7. Nie używam słomek

W zasadzie bardzo rzadko ich używałam, ale odkąd Areta rozkręciła akcję zwracającą uwagę na problem plastikowych rurek, mam do nich zupełnie inne podejście. To naprawdę bezsensowny przedmiot używany raczej z wygody, nie mającej żadnego logicznego uzasadnienia. Dlatego kiedy widzę, że moi znajomi sięgają po słomkę, albo barman bez pytania chce taką dołączyć do mojego drinka, odmawiam. Ponoć w Polsce zużywamy ich dziennie... 3 miliony, a powiedzmy sobie szczerze, że da się bez nich żyć.
 

8. Nie marnuję jedzenia

To moje największe wyzwanie. Tryb pracy i życie w wiecznym niedoczasie nie pomaga w odpowiednim planowaniu zakupów i posiłków. Często albo w ogóle nie udaje mi się usiąść do obiadu, albo zjem coś na mieście między spotkaniami, bo nie zdążyłam sobie ugotować. Nic bardziej nie boli mnie niż marnotrawstwo jedzenia, szczególnie, że w moim rodzinnym domu nie wyrzucaliśmy praktycznie nic i w tej kwestii moi rodzice byli bardzo oszczędni. Staram się iść ich śladem. I wychodzi mi to coraz lepiej!

Zobacz także: Te postanowienia noworoczne nie tylko działają, ale są proste w realizacji i sprawią, że życie stanie się lepsze