Marka Maar zadebiutowała latem 2020 roku. Co oznacza, że zaczęła powstawać w czasie pandemii i pierwszego dużego lockdownu, kiedy wiele, szczególnie małych i niszowych biznesów bało się o swoją przyszłość. Agata Wojtczak i Antoni Bielawski, czyli założyciele brandu, tym bardziej mogą być więc z siebie dumni, bo już na starcie mieli pod górkę, a okazało się, że na rynku ciągle jest do zapełnienia nisza, w którą oni wpasowali się idealnie. To przyszło chyba naturalnie. Antoni był na kursie jubilerskim, więc początkowo wymyślaliśmy projekty na jego zaliczenia. Później zaczęliśmy projektować rzeczy tak po prostu. W końcu stwierdziliśmy, że fajnie byłoby zrobić swoją markę – wyznaje Agata. Zawsze lubiła i kolekcjonowała biżuterię. A studiując wzornictwo na gdańskiej Akademii Sztuk Pięknych, uczyła się też jej projektowania. Antoni, zanim na dobre pochłonęły go autorskie wzory, zajmował się scenografią i tworzeniem rekwizytów. Dzisiaj to on odpowiada za produkcję wszystkich modeli Maar i ręcznie wykonuje również ich prototypy. Razem z Agatą dopracowują pomysły, które głównie rodzą się w jej głowie.Nie mam zmysłu technicznego, więc Antoni zazwyczaj musi stwierdzić „realność” wykonania moich, często szalonych wizji – mówi kobieca część Maar, odpowiedzialna za estetyczną stroną marki (sama zaprojektowała logo), zdjęcia na Instagram i prowadzenie profilu @maarjewellery.

Skąd wzięła się nazwa? – Mieliśmy różne pomysły. Chcieliśmy, żeby była łatwa do zapamiętania, a jednocześnie wyjątkowa – opowiada Agata. – Zależało mi, by odnosiła się też w jakiś sposób do procesu powstania biżuterii i naszych inspiracji. Maar okazało się idealnym pomysłem – dodaje Antoni i tłumaczy, że maary to także formy powulkaniczne, w których często wydobywa się kamienie szlachetne. Zaś jeziora marowe, które się w nich tworzą, mają organiczne kształty bliskie estetyce marki. Poza tym dwie litery A też nie są przypadkowe – nawiązują do imion założycieli.


Na zdjęciu Agata Wojtkiewicz i Antoni Bielawski, czyli założyciele marki Maar

U Maar oryginalne jest nie tylko nazewnictwo, ale również design, który bez wątpienia wyróżnia Agatę i Antoniego. – Nie korzystamy z gotowych półproduktów, takich jak np. zawieszki czy oprawione kamienie gotowe do przymocowania do łańcuszka – podkreśla Agata i zwraca uwagę na to, że na rynku dostępnych jest sporo marek, które mają te same wzory, tylko inaczej sfotografowane na Instagramie. – Nasze kolekcje są od początku do końca zaprojektowane i wykonane przez nas – dodaje. 
 


Pytam więc, jak do wygląda od kuchni, a do odpowiedzi wyrywa się oczywiście Antoni. - Tworzenie biżuterii jest, być może wbrew pozorom, dość długim i skomplikowanym procesem. Zaczynając od ręcznego wyrzeźbienia projektu w wosku jubilerskim, po odlanie go, przygotowanie prototypu, wykonanie formy. Każdy odlew trzeba też ręcznie oszlifować i wypolerować, czasami przylutować dodatkowo jakieś elementy czy zakuć kamień. Często do pojedynczego elementu, trzeba mieć oddzielną maszynę – na przykład jeśli chce się wykonać srebrną kulkę, trzeba posiadać wykrojnik do kółek, a także ankę, czyli przyrząd do kształtowania półkul, które następnie trzeba zlutować – więc potrzebny jest palnik. Jeśli z kolei projekt ma być pozłocony, to trzeba zawieźć go do laboratorium, w którym chemicy pokrywają go warstwą złota – dowiadujemy się, nie mając wątpliwości, że mamy do czynienia z rzemieślnikiem z krwi i kości. Dowiadujemy się również, że wszystkie produkty ze srebra, które ważą 5g i więcej, należy podbić w Urzędzie Probierczym. A żeby sprzedawać biżuterię, należy posiadać wagę jubilerską z legalizacją oraz metki, na których trzeba opisać wagę i cenę wyrobu.
 


Co jest największym wyzwaniem w prowadzeniu marki biżuteryjnej? Dla Agaty fakt, że pracuje się nonstop. Dla Antoniego, to pogodzenie wszystkiego związane z projektowaniem i wykonywaniem biżuterii użytkowej, czyli przełożenie szalonych pomysłów Agaty na coś możliwego do stworzenia, powielania i do noszenia. Z kolei za swój największy dotychczasowy sukces twórcy Maar uważają poczucie wyróżniania się na rynku formą i kolorem, a także coraz większe grono zadowolonych klientek i klientów, doceniających unikatowy design i rzemiosło. Nic dziwnego, że często po projekty Agaty i Antoniego zgłaszają się więc osoby związane branżą kreatywną – fotografią, projektowaniem wnętrz czy ogólnie sztuką. Agata nie ukrywa, że tych wszystkich ludzi chciałaby kiedyś spotykać na co dzień w swoim butiku, którego wnętrza mogłaby sama zaprojektować. Póki co projekty MARR dostępne są online oraz  stacjonarnie w Warszawie: w Lui Store (ul. Mokotowska 26) i ĒLLO (ul. Oleandrów 3). Antoniemu natomiast marzy się większa liczba maszyn oraz pracownia, ale jak na razie przydałaby mu się przynajmniej druga para rąk do pomocy, bo jedna to zdecydowanie za mało. Zwłaszcza, że oferta marki już niebawem powiększy się o bransoletki, więcej projektów ze złota (w tej chwili są jedynie pozłacane) oraz kolekcję dla mężczyzn.


fot. Miłka Świtalska