Przemek DankowskiOkładki popularnych magazynów, pokazy najlepszych projektantów czy prestiżowe kampanie reklamowe -  spodziewałaś się, że twoja kariera potoczy się właśnie w ten sposób?

Maja Salamon: Niezupełnie. Szczerze powiedziawszy, gdy wysyłałam swoje zgłoszenie, traktowałam to bardzo spontanicznie i niezbyt poważnie. Zaczynałam właśnie liceum i to na tym skupiałam swoją uwagę – modeling był ewentualną przygodą. Na pewno nie spodziewałam się, że będzie to moja praca, a co dopiero kariera.

Sama wpadłaś na pomysł, aby zgłosić się do agencji D’Vision?

Zgłosiłam się za namową ze strony zarówno mamy jak i znajomych, ale była to moja decyzja. Coś w rodzaju „A dlaczego by nie spróbować? Zobaczymy co z tego wyjdzie”.

Maja Salamon w swoich najciekawszych sesjach

Czy jako początkująca modelka dobrze czułaś się w nowej roli? 

O ile pamiętam musiałam się przyzwyczaić do tak normalnych w tym zawodzie kwestii, jak zwracanie się do wszystkich na „ty”, do pracy w obecności dużej liczby osób itp., ale przyszło mi to dość szybko i naturalnie, mimo młodego wieku. Jak teraz o tym myślę, to był przyspieszony egzamin z dojrzałości i kurs z odpowiedzialności.

Kiedy nastąpił moment przełomowy w Twojej karierze?

Myślę, że takich momentów przełomowych miałam kilka - pierwszy wyjazd do Londynu, tam pierwsza sesja dla i-D, exclusive dla domu mody Balenciaga S/S 2012, pierwsza sesja do „Vogue” czy rozjaśnienie włosów dla Prady. Jednak nie kategoryzuję ich. Sądzę, że każdy taki moment był na swój sposób przełomowy.

W zawrotnym tempie udało Ci się podbić wybiegi. Czy wielki świat mody, jego same wyżyny, nie przytłoczyły Cię trochę?

Są dziewczyny, które ktoś zauważa na ulicy, a tydzień później wysłane są za granicę, gdzie w pierwszym sezonie zaczynają od sześćdziesięciu pokazów - to można nazwać zawrotnym tempem. U mnie wyglądało to zupełnie inaczej. Wszystko działo się po kolei, step by step. Ale myślę, że to dzięki temu nie dałam się przytłoczyć i woda sodowa nie uderzyła mi do głowy. Zawdzięczam to również moim rodzicom, bliskim, znajomym, jak i agencji matce - D'vision.

Co poczułaś, kiedy znalazłaś się w zestawieniu „The Hot List” portalu models.com? Czy to zmieniło coś w Twojej karierze?

No nareszcie! (śmieje się). A tak serio - nie przywiązywałam do tego większej wagi, gdyż jak każdy portal, models.com jest prowadzony przez subiektywną grupę ludzi. Nadal nie rozumiem ich podejścia - wartościowanie kampanii, sesji , pokazów. Tego nie da się sprowadzić do jednoznacznego rankingu. Może dlatego powstają coraz to nowe kategorie, jak np. "Top pets".

Z jakimi projektantami lubisz współpracować najbardziej?

Lubię pracować z ludźmi, którzy mają szacunek dla innych, nie wywyższają się pomimo statusu modowych bogów. Dlatego niezmiernie dobrze wspominam pracę z Nicolas Ghesquiere dla Balenciagi i Louis Vuitton czy Johnem Galliano. To nie tylko świetni wizjonerzy, ale również niesamowite osobowości.

Masz wiele sukcesów na swoim koncie. Czy któryś z nich cenisz w szczególny sposób?

To nie są tylko moje sukcesy. Nazwałabym to raczej owocem dobrej współpracy agencji, mnie i losu. Nie oszukujmy się, ale dużo zależy od tego, czy pojawisz się we właściwym miejscu o właściwym czasie. Dlatego, tak jak mówiłam wcześniej, nie kategoryzuję i nie robię rankingów pt. „Moje sukcesy”. Jak dla mnie, od tego byłoby już blisko do samouwielbienia.

Czy pomiędzy kolejnymi pokazami mody a sesjami zdjęciowymi znajdujesz chociaż odrobinę czasu dla siebie ?

Oczywiście, że tak. Praca modelki jest nieregularna, więc zdarzają się dni wolne. Wtedy spotykam się z bliskimi, poświęcam się moim różnorodnym hobby, a tym są dla mnie sport, gotowanie, dobra publicystyka czy film. Jedyny minus mojej - chociaż chciałabym, to raczej niczego nie planuję z dużym wyprzedzeniem.

Jak widzisz siebie za 20 lat? Nadal w modzie?

Chciałabym poświęcić się moim zainteresowaniom, więc liczę na to, że w 2035 roku będę już mieć za sobą co najmniej kilkanaście maratonów. A zawodowo - mam nadzieję, że sama siebie jeszcze nie raz zaskoczę.

Ostatnio wraz z Magdaleną Jasek pojawiłaś się w kampanii Simple.  Mogliśmy Cię również zobaczyć w kalendarzu Yes.  Lubisz pracować dla polskich marek?

Lubię pracować w Polsce, nie tylko z tak błahych powodów, jak brak bariery językowej czy kulturowej. Jeśli chodzi o atmosferę, kreatywność, możliwości - jest naprawdę świetnie, aczkolwiek w kwestii organizacji i produkcji czasem jeszcze odrobinę brakuje nam do Zachodu.

Jak oceniasz polski rynek mody?

Nie jestem krytykiem, dziennikarzem ani modowym ekspertem, więc nie do końca uważam, że mam prawo oceniać polski rynek. Jednakże z moich osobistych obserwacji wynika, że mamy wielu utalentowanych ludzi, skazanych na sukces. Niestety, dużej części z nich chyba wciąż brakuje możliwości rozwoju i odwagi. Wydaje mi się, że potrzebujemy świeżości i mniej sztampy w podejściu do mody. Jeżeli Polska chce być respektowana w światowych stolicach, trzeba zacząć podejmować ryzyko, stawiać wyzwania i postawić na jakość. Rozwój to słowo klucz.

Zobaczcie więcej zdjęć Mai Salamon w naszej GALERII

ZOBACZ TEŻ: Marta Sędzicka z Top Model topless w nowej sesji

ZOBACZ TEŻ: Biżuteria Magdy Frąckowiak

ZOBACZ TEŻ: Cara Delevinge jako syrena w nowym filmie o Piotrusiu Panie