Do tego, by na moment wrócić do wyjątkowych chwil z naszego życia, zainspirowała nas nowa kampania biżuterii i zegarków Calvin Klein. Jej hasło przewodnie brzmi „No time like the first”. Często to właśnie te dodatki przywołują na myśl ważne momenty, ale również bliskie nam osoby. Dzięki temu sięgamy o nie chętniej, bo za każdym razem wydaje nam się, jakbyśmy znowu byli gdzieś lub z kimś – tak samo szczęśliwi i podekscytowani.

Ismena Dąbrowska, redaktor prowadząca Glamour.pl wspomina: mój pierwszy wyjazd do Nowego Jorku

Marzyłam o tym, odkąd obejrzałam swój pierwszy amerykański film dla nastolatek. Chciałam być jak Hilary Duff lub Lindsay Lohan, a lata później jak bohaterki „Plotkary”. Szczególnie dzięki tym ostatnim zakochałam się w Nowym Jorku bez pamięci. Znałam go nie tylko z ekranu, ale i z opowiadań innych. Wtedy jednak o wyjeździe na drugi koniec świata mogłam tylko pomarzyć. Nie miałam ani z kim, ani za co tam polecieć. Przez wiele kolejnych lat nie było mnie stać na taki wyjazd. Ale pamiętam, że od wujka, który spędził w Nowym Jorku kilka miesięcy na stażu dostałam hulajnogę (pierwsza na osiedlu z kauczukowymi kółkami!) oraz misia w koszulce I <3 New York. Taką samą już w gimnazjum zamówiłam dla siebie na Allegro i chodziłam w niej do sprania napisu. Moja fascynacja Stanami, w których nigdy nie byłam, nasiliła się, gdy moja przyjaciółka poleciała tam na wycieczkę. Poprosiłam ją m.in. o kubek ze Starbucksa i od tamtej pory namiętnie zapisywałam sobie zdjęcia Wielkiego Jabłka na komputerze, ustawiałam jako tapetę w telefonie. Z perspektywy małej miejscowości, w której się wychowałam, Nowy Jork był dla mnie najodleglejszym miejscem na Ziemi. Po liceum przyszedł czas na odłożenie marzeń na później i zaciśnięcie pasa w stolicy, do której przeprowadziłam się na studia. W Warszawie nie tylko zdobyłam dyplomy dziennikarstwa i historii sztuki, zaczęłam pracować w mediach, ale przede wszystkim spotkałam mojego chłopaka. Cała historia naszego poznania się (nawet te 8 lat później) wciąż wydaje się nieprawdopodobna. Szczególnie, jeżeli dorzucić do tego fakt, że Karol urodził się w... Nowym Jorku. Niespełna pół roku później, za pożyczone pieniądze z karty kredytowej poleciałam po raz pierwszy za ocean. Nie wiem, ile jest takich momentów w życiu człowieka, kiedy czuje się ucisk w żołądku, albo ma się poczucie, że od teraz można wszystko. Kiedy zobaczyłam Nowy Jork po raz pierwszy, jego panoramę, która w zimowy słoneczny dzień wybijała się na tle czystego nieba, Karol puścił w samochodzie „Empire State Of Mind”, wspólny kawałek Alicii Keys i Jaya-Z. A mnie dosłownie zatkało. Od tamtej pory byłam w Nowym Jorku wiele razy i nie ma dla mnie drugiego takiego miasta, w którym na ulicach mógłby lecieć filmowy soundtrack.
 

 

Joanna Twaróg, redaktor Glamour.pl wspomina: mój pierwszy staż

Swój pierwszy staż odbyłam oczywiście w redakcji Glamour.pl. To był zdecydowanie najlepszy czas w moim życiu, podczas którego poznałam wielu wspaniałych ludzi, a także utwierdziłam się w przekonaniu, że pisanie jest tym, co chcę robić zawodowo. Warto jednak wspomnieć, że praktyki w redakcji wiązały się z wieloma „pierwszymi razami”. Właśnie podczas mojego stażu miałam okazję (po raz pierwszy w życiu!) oglądać na żywo pokaz jednej z moich ulubionych marek modowych, przeprowadzić pierwszy poważny wywiad, czy pojechać na festiwal muzyczny. Staż w redakcji wiąże się przede wszystkim z codzienną pracą na komputerze, ciągłą nauką, czasem również stresem, ale pozwala też próbować nowych rzeczy i pomaga spełniać marzenia. I to jest właśnie najfajniejsze!​

 

 

Aleksandra Jóźwiak, redaktor Glamour.pl wspomina: moja pierwsza miłość

Kiedy myślę o pierwszej miłości, wracam do najmłodszych lat, gdy jeszcze nie do końca wiedziałam, co to znaczy, ale bardzo chciałam coś takiego przeżyć. Pamiętam sytuację, w której bardzo lubiłam dwóch chłopców i nie potrafiłam wybrać, z którym chciałabym chodzić za rękę - czyli krótko mówiąc, który z nich mógłby być moim chłopakiem. Wymyśliłam więc, że moje serce trafi do młodzieńca, który wyżej pobuja mnie na huśtawce. W ten oto sposób zostałam dziewczyną Daniela, uroczego blondyna ze starszaków, z którym spędzałam czas na placu zabaw - a oprócz huśtawki, ganialiśmy się po podwórku i skakaliśmy po barierkach. Niestety nasz romans nie trwał długo, bo Daniel poszedł do zerówki. Nie pamiętam wielu szczegółów z tamtego okresu, ale co do jednego nie mam wątpliwości - to na jego widok serce po raz pierwszy zabiło mi mocniej! Te niewinne wspomnienia pierwszego zauroczenia, pierwszych najbardziej niewinnych pocałunków i zawstydzonych uśmiechów do dziś sprawiają, że jest mi ciepło na sercu i chętnie do nich wracam.

 

 

Kinga Nowicka, redaktor Glamour.pl wspomina: mój pierwszy raz w kinie

Mój pierwszy raz w kinie? Oczywiście, że pamiętam! Byłam już dość duża, bo miałam 8 lat. Ale w przeciwieństwie do większości moich znajomych, pierwszy film, jaki zobaczyłam na dużym ekranie nie był animacją, a filmem fabularnym. I to w sumie dla dorosłych! Zabrała mnie na niego moja mama, początkowo starając się utwierdzić w przekonaniu, że wybieramy się do dentysty. Kiedy po powrocie ze szkoły dowiedziałam się, że Dzień Dziecka mam spędzić na fotelu dentystycznym, miałam ochotę krzyczeć jeszcze zanim na niego trafię. Pojechaliśmy do pobliskiego miasteczka, gdzie szybko zorientowałam się, że to jednak nie stomatolog „umili” mi popołudnie. Ale to nie wszystko. W brzozowskim kinie Sokół (które, swoją drogą, cały czas istnieje i funkcjonuje) okazało się, że na projekcji „Długo i szczęśliwie” z Drew Barrymore w roli głównej będziemy tylko we dwie z mamą! Pamiętam, że było to dla mnie tak wielkie przeżycie, że nie potrafiłam skupić się na tym, co dzieje się na ekranie. Nie wspominając już o tym, że ledwo też nadążałam za napisami (mama próbowała być moim lektorem). Jest to zdecydowanie jedno z najprzyjemniejszych wspomnień z mojego dzieciństwa, czego skutkiem jest również moja wielka miłość do kina, a także kin studyjnych, oraz wielka słabość do Drew Barrymore.

 

 

W naszej pamięci szczególne miejsce mają wszystkie te rzeczy, które zrobiliśmy po raz pierwszy. A przynajmniej większość. Nic dziwnego – to w końcu niepowtarzalne emocje, które z każdym kolejnym razem nigdy nie były już takie same. Wspomnienia te często dotyczą naszego dzieciństwa czy czasów szkolnych, ale również czasu, kiedy wkraczaliśmy w dorosłość i uczyliśmy się żyć na własną rękę. Mając świadomość tego, ile tych pierwszych razów ciągle przed nami, postanowiliśmy wrócić do tych, które wspominamy zdecydowanie najmilej.