Współczesne kobiety znacząco poszerzyły repertuar wykonywanych obowiązków. Raporty międzynarodowej organizacji Oxfam i ONZ Kobiety są jednogłośne. Doświadczamy postępującego patriarchatu, w którym kobiety nie tylko rozwijają swoje kariery i życie osobiste, ale także zajmują się nieodpłatną pracą opiekuńczą i emocjonalną. O to, co ukształtowało zjawisko niewidzialnej pracy i kto na nim korzysta, zapytałam Nadię Oleszczuk, polityczną aktywistkę i członkinię Rady Konsultacyjnej Ogólnopolskiego Strajku Kobiet.

Kama Wojtkiewicz: Zacznijmy od podstaw ‒ czym jest niewidzialna praca kobiet i w jakich obszarach życia możemy się z nią spotkać?

Nadia Oleszczuk: Praca reprodukcyjna to praca, której skutkiem jest biologiczna reprodukcja pokoleń, czyli ochrona zdrowia i życia ludzi, a także działania związane ze społecznym i kulturowym funkcjonowaniem i rozwojem jednostek czy społeczeństwa. Można powiedzieć, że jest to praca niezbędna do przetrwania danej społeczności. Ma też wymiar ekonomiczny ‒ dzięki niej menedżerowie mają zdolnych do pracy pracowników, mogą pomnażać zyski i budować PKB. Wykonują ją także instytucje takie jak żłobki, przedszkola, szkoły, przychodnie czy stołówki. Zarówno instytucjonalna, jak i domowa praca reprodukcyjna jest wykonywana przede wszystkim przez kobiety. Pracujemy na ogół na dwóch etatach ‒ w domu i w pracy. Statystyki GUS z 2013 roku pokazują, że około ⅔ czasu i szacowanej rynkowej wyceny tzw. domowych obowiązków przypada na kobiety. Nierynkowa praca domowa, czyli reprodukcyjna, jest porównywalna z 30% polskiego PKB, ale nie jest wliczana do wskaźnika makroekonomicznego, w odróżnieniu od tzw. rynkowej pracy domowej, którą jest np. produkcja rolna na własny użytek czy płatna pomoc domowa. Obecny kryzys pandemiczny uwypuklił podstawowe znaczenie pracy reprodukcyjnej. Niestety większość raportów pokazuje, że w pandemii to kobiety są bardziej obarczone obowiązkami opiekuńczymi i domowymi.

Używamy słowa reprodukcyjna, ale czy praca opiekuńcza wobec osób starszych lub w domach bezdzietnych nadal zalicza się do tej kategorii?

Tak. Praca reprodukcyjna jest rozumiana jako podtrzymująca życie i zdrowie innych ludzi, nie tylko dzieci. Do takiej pracy zalicza się m.in. przygotowywanie posiłków, sprzątanie, pranie, troska o ubrania, naprawa sprzętu domowego, remont. Kiedy w gospodarstwie domowym pojawiają się dzieci, obowiązków przybywa. To nie znaczy jednak, że kobiety bezdzietne nie są przeciążone pracą reprodukcyjną. Większość raportów pokazuje, że nadal brakuje równowagi w podziale obowiązków domowych. Mężczyźni często nie zdają sobie sprawy z tego, ile jest różnych prac niezbędnych do wykonania. Z raportu „Sprzątanie w Polsce – czy dzielimy się obowiązkami?” serwisu Fixly wynika, że jedynym typowo męskim zajęciem jest wynoszenie śmieci, za które odpowiedzialnych jest 83% mężczyzn.

Samo myślenie i załatwianie spraw związanych z domem jest obciążające psychicznie. Taka praca nie generuje dochodu, ale znacząco ogranicza koszty, np. zatrudnienia opiekunki, kucharki czy sprzątaczki. Kto w takim razie na tym korzysta? Bo na pewno nie kobiety.

Mężczyźni też nie. Stereotypy dotyczące ról płciowych krzywdzą także mężczyzn. Jako moderatorka zespołu „Prawa pracownicze” Rady Konsultacyjnej przy OSK głośno mówię o tym, że polski system urlopów rodzicielskich nie faworyzuje mężczyzn i nie daje im możliwości na większe zaangażowanie się w życie rodzinne. Nie ma obowiązkowego urlopu rodzicielskiego dla ojców. W 2019 roku Komisja Europejska wprowadziła dyrektywę o obowiązkowym 2-miesięcznym urlopie ojcowskim. Państwa członkowskie mają 3 lata na transpozycję tej dyrektywy. Mam nadzieję, że to choć trochę zaangażuje mężczyzn, bo nadal mamy głęboko zakorzenione stereotypy płciowe. Wielu mężczyzn wstydzi się skorzystać z części urlopu macierzyńskiego ze względu na stygmatyzację społeczną.

Czyli na pracy reprodukcyjnej najbardziej korzysta gospodarka. Kobiety ją napędzają, wykonując nieodpłatną, ale niezbędną robotę.

To prawda. Gospodarka funkcjonuje dzięki nieodpłatnej pracy kobiet, ponieważ w ten sposób właściciele firm mają zdolnych do pracy pracowników. Warto dodać, że najbardziej sfeminizowane sektory gospodarki to także te związane z pracą opiekuńczą, edukacją, kulturą czy niższymi szczeblami administracji. W to wchodzą zawody wykonywane głównie przez kobiety, czyli m.in. bibliotekarki, pielęgniarki, portierki i sprzątaczki. Są to niestety niskopłatne i niedoceniane stanowiska, w których często nie ma stabilnych warunków zatrudnienia. Praca wykonywana przez pielęgniarki jest przecież niezbędna z punktu widzenia ochrony zdrowia i życia ludzi.

Z kolei z tytułu domowej pracy reprodukcyjnej nie przysługują kobietom prawa emerytalne czy L4. To odciska znaczące piętno na ich zdrowiu psychofizycznym. Gdyby pewnego dnia kobiety skrzyknęły się i odmówiły wykonywania takiej pracy, świat by stanął.

Dlatego ten temat jest tak ważny, nie tylko dla nurtu feminizmu socjalnego, ale dla całego społeczeństwa. Trzeba podkreślić, że skutkiem braku zabezpieczenia emerytalnego kobiet oddających się pracy opiekuńczej jest również przymus ekonomiczny. Kobiety stają się „przykute” do gospodarstwa domowego. Aktualny system dyskryminuje kobiety, które decydują się na liczne potomstwo i rezygnują z pracy zawodowej. Pamiętajmy, że wycena pracy domowej kobiet stanowi ok. 50% przeciętnej wartości pensji. Uważam, że powinien pojawić się mechanizm wliczania czasu poświęconego na pracę domową do stażu emerytalnego. Nie tylko dla kobiet, które całkiem rezygnują z pracy zawodowej, ale też dla tych, które robią sobie chwilową przerwę. Warto powiedzieć też o kobietach, które w warunkach starzejącego się społeczeństwa i niższego przyrostu naturalnego poświęcają się opiece nad osobami starszymi. To też powinno być wliczane do emerytury.

Ale jak taką pracę wycenić?

W teorii zrobił to już GUS. Dla kobiet jest to kwota 2100 złotych, a dla mężczyzn – 1200 złotych. Jeżeli kobiety miałyby uzyskiwać pensję czy emeryturę za pracę domową, to na pewno trzeba byłoby wziąć pod uwagę czynniki takie jak minimalna pensja czy emerytura, choć te kwoty są w Polsce nadal głodowe. Na ten moment nie są to pieniądze, które byłyby w stanie zapewnić kobiecie samodzielność ekonomiczną. To jednak znaczący krok do przodu.

Jestem pewna, że przeciwnicy pensji za pracę domową wskazaliby na to, że mogłaby potencjalnie rozleniwić społeczeństwo.

O kobietach, które poświęcają się pracy domowej, mówi się często, że są kurami domowymi. To umniejsza wartość ich pracy, co jest oburzające. Tym bardziej dlatego, że jest ona niezmiernie ważna z punktu widzenia reprodukcji społeczeństwa. Założenie, że wszystkie kobiety muszą być aktywne zawodowo, jest równie dyskryminacyjne jak to, że ich praca zawodowa jest mniej warta od pracy mężczyzn. Myślę, że nikt nie powinien oceniać takiej decyzji i nazywać kobiet, oddających się opiece nad dziećmi, leniwymi kurami domowymi.

W takim razie co może się zmienić na poziomie systemowym, żeby odciążyć kobiety?

Nawiążę do postulatów zespołu „Prawa pracownicze” Rady Konsultacyjnej przy OSK, które zaprezentowałyśmy podczas ostatniej konferencji prasowej. Przede wszystkim zwiększenie liczby miejsc w żłobkach i przedszkolach miejskich. Obecnie w 71% gmin w Polsce nie ma ani jednego żłobka. W efekcie wiele kobiet jest zmuszonych zrezygnować z pracy zawodowej na rzecz poświęcania całego czasu na opiekę nad dziećmi i domem. To jest absolutnie ok, jeżeli kobiety podejmują taką decyzję świadomie. Problem pojawia się, kiedy są do tego zmuszone, bo nie ma w pobliżu żłobka czy przedszkola, a nie mają możliwości dowożenia dziecka do najbliższej placówki. Od 1990 do 2003 roku liczba przedszkoli zmniejszyła się o 33%, a żłobków o 72%. W Hiszpanii, Słowenii, Wielkiej Brytanii, Szwajcarii czy Niemczech opieką żłobkową objęte jest ok. 40% dzieci. W krajach nordyckich i Francji – 50%. W Polsce jest to tylko 11%. To naprawdę duża różnica. Postulujemy zrealizowanie postanowień z Barcelony, dotyczących wzrostu procentu dzieci objętych opieką żłobkową do 33%, a w przypadku przedszkoli – do 90%. Oprócz tego zwracamy uwagę na zwiększenie wydatków na opiekę przedszkolną i żłobkową. Państwo wydaje obecnie ponad 2% PKB na obronę narodową, a nie może wydać 1% na niezbędną pracę reprodukcyjną. Postulujemy również zwiększenie budżetu przeznaczonego na program Maluch+ oraz obniżenie lub zredukowanie opłat za korzystanie z usług żłobków i przedszkoli publicznych.

Kolejnym punktem naszego programu jest skrócenie długości tygodniowego czasu pracy do 35 godzin, bez spadku płac. Polacy są niezwykle przepracowani. Średni roczny czas pracy w Polsce jest jednym z najdłuższych w Europie i wynosi ok. 500 godzin więcej niż w Niemczech. Myślimy tu szczególnie o kobietach, które nie tylko pracują 40 godzin tygodniowo, lecz także wykonują dodatkową pracę związaną z opieką czy rozwojem osobistym. W 1998 roku Francja wprowadziła skrócenie tygodniowego czasu pracy z 39 do 35 godzin. Hiszpania poszła w jej ślady. Warto spojrzeć na efekty – dla kobiet 35-godzinny czas pracy okazał się wystarczający. Dzięki temu zdobyły więcej czasu na rozwój osobisty. Mężczyźni stali się bardziej zaangażowani w obowiązki rodzinne. Takich efektów oczekujemy. Kolejny postulat dotyczy obowiązkowych urlopów rodzicielskich dla mężczyzn. W 2019 roku tylko 12 tys. mężczyzn skorzystało z przysługującej im części urlopu macierzyńskiego. Kobiet z kolei było ok. 400 tys. Głównym powodem takiej sytuacji jest m.in. tradycyjny podział ról płciowych oraz rachunek ekonomiczny. Mężczyźni częściej zarabiają więcej, dlatego rezygnacja z 40% lub 20% wynagrodzenia ojca w większym stopniu zmniejsza łączny przychód gospodarstwa domowego.

Ostatnim postulatem jest dodatkowe 12 dni wolnych od pracy w ciągu roku dla każdego rodzica dzieci do lat 14. Obecnie rodzice mają prawo do jedynie 2 takich dni w roku. To zdecydowanie za mało.

Cieszę się, że wasze postulaty sprowadzają się do odciążenia niezwykle przeciążonych już przez system osób. Nie da się pomagać innym, jeżeli najpierw nie zaopiekujemy się sobą.

Dodatkowy czas, o który walczymy, nie musi sprowadzać się tylko do pracy opiekuńczej czy domowej. Możemy przeznaczyć go na rozwój osobisty i odpoczynek, żeby zadbać o zdrowie psychiczne i fizyczne. Bez wypoczętych i usatysfakcjonowanych życiowo kobiet, gospodarka nie będzie dalej funkcjonować.

 

Źródła:

Raport „Time to care” organizacji Oxfam

Raport ONZ Kobiety

Postulaty pracownicze Rady Konsultacyjnej przy OSK