2 kwietnia w końcu spełniły się marzenia tysięcy polskich fanów (przede wszystkim fanek). A przynajmniej około 20 tysięcy, gdyż tyle jest w stanie pomieścić krakowska Tauron Arena, gdzie przedwczoraj swój pierwszy koncert w naszym kraju dał Shawn Mendes. 20-letni Kanadyjczyk w ramach tour promującego swój ostatni krążek zatytułowany po prostu Shawn Mendes, obok kilkunastu europejskich stolic uwzględnił również Miasto Królów. I wcale nas ten wybór nie dziwi - to nie tylko potężny, ale przede wszystkim oferujący świetne nagłośnienie obiekt, o czym miało okazję przekonać się już wielu muzyków z najwyższej półki. Jest nim również Shawn Mendes. W 2016 roku magazyn Forbes umieścił go na pierwszym miejscu listy najbardziej wpływowych gwiazd poniżej trzydziestki. Od tamtej pory zdążył zostać również ambasadorem takich marek, jak Emporio Armani, a ostatnio Calvin Klein i najbardziej dochodowej, czyli bieliźnianej linii tego amerykańskiego brandu. Ale jeśli myślicie, że Shawn Mendes to tylko śliczna buźka, pięknie zbudowane ciało i skręt włosów, którym mógłby promować niejedną odżywkę, to jesteście w błędzie. Shawn Mendes to młody, ale bardzo dojrzały muzyk, który śpiewając piosenki o miłości sprawia, że masz ochotę zakochać się tu i teraz.

Zobacz także: Shawn Mendes, Noah Centineo, A$AP Rocky i Kendall Jenner w nowej kampanii Calvin Klein #MyCalvins

Krakowska armia Shawna Mendesa (bo właśnie tak lubią nazywać siebie największe fanki wokalisty) z różami w dłoniach rozświetliła Tauron Arenę dokładnie o 20:30 (wcześniej scenę do dyspozycji miała supportująca Shawna jego o dwa lata starsza rodaczka, Alessia Cara). Właśnie wtedy pojawił się na scenie ich idol, tym samym przekonując nas po raz kolejny o swoim gentlemeństwie, o którym wielokrotnie słyszeliśmy już przecież w piosence Treat You Better. Tego, jednego z największych hitów Kanadyjczyka podczas niespełna 2-godzinnego show oczywiście nie zabrakło. Koncert otworzył bardzo udany kawałek Lost in Japan, ale publiczność (w tym my) oszalała dopiero przy zagranym jako kolejny numerze There’s Nothing Holding Me Back. Mniej więcej w połowie wtorkowego wydarzenia Shawn nagle zbiegł ze sceny, ale bynajmniej nie z powodu zmęczenia czy w celu zmiany outfitu, lecz by zmienić scenę na nieco mniejszą i stworzyć bardziej kameralną atmosferę. Wiedzieliśmy, że coś się kroi, kiedy stojące na płycie fanki nagle tłumnie podbiegły do okrągłego obiektu ustawionego pośrodku Tauron Areny. Obok zwisała ogromna podświetlona róża, będąca graficznym motywem ostatniej płyty Shawna. Stąd właśnie te mniejsze w rękach fanek oraz wianki na ich głowach, które dostrzegliśmy w zasadzie tuż po tym, jak wysiedliśmy z pociągu na Dworcu Głównym, a następnie jedliśmy późny obiad w jednej z restauracji na Kazimierzu. Na drugiej scenie Shawn dał popis swojej gry na pianinie, jak również, że w utworze Like To Be You radzi sobie świetnie także bez towarzyszącej mu na płycie Julii Michaels. Podobnie, jak w przypadku Youth, gdzie z kolei swój gościnny udział w oryginale zaliczył Khalid. Przy okazji wykonania w Krakowie tej piosenki Shawn przypomniał, że młodości nie definiuje wiek, a nasze podejście do wielu kwestii.

Zobacz także: Shawn Mendes w „Carpool Karaoke” gra w hokeja i przebiera się za Harry’ego Pottera - musicie to zobaczyć!

Tymi słowami Shawn Mendes, chłopak z Toronto (choć sam skromie twierdzi, że to miasto Drake’a, a nie jego) już definitywnie zdobył nasze serce. Jego dające się wyczuć na kilometr wrażliwość i naturalność, idące w parze z niekwestionowanym talentem (20-latek na żywo radzi sobie naprawdę dobrze), wystarczą, by porwać tłum. I co z tego, że w większości był to tłum nastolatek? Jeśli takiego idola ma mieć dzisiejsza młodzież, to można spać spokojnie. Zresztą i my sami, stojący pośród tego tłumu rozświetlonego różami, poczuliśmy się, jakbyśmy znowu mieli te 15 lat. I była to zdecydowanie najlepsza rzecz, jaka nam się ostatnio przydarzyła. Dzięki, Shawn!