Pandemia koronawirusa okazała się dla tak mocnym gospodarki ciosem, że niektórzy przedsiębiorcy nie byli wstanie podnieść się nawet po stosunkowo szybkim zniesieniu obostrzeń. Wyjątkowo dotkliwie skutki lockdownu odczuli właściciele lokali gastronomicznych. Ci, którzy mogli sobie pozwolić na dostarczanie jedzenia na wynos, przeżyli te dwa ponad ciężkie miesiące. Inni, zwłaszcza ci, którzy już wcześniej radzili sobie gorzej, musieli zamknąć swoje lokale na dobre. Mówi się, że z powodu COVID-19 może zostać zamkniętych nawet 40 procent miejsc. Inne liczby też nie są zbyt różowe. Właściciele lokali wyznają, że ich przychody zmniejszyły się nawet o 90 procent. 

18 maja restauracje znowu zostały otwarte i działają na zupełnie nowych zasadach, dostosowanych do tzw. nowej normalności. Przed zajęciem stolika w restauracji należy oczywiście zdezynfekować dłonie, a żele antybakteryjne i antywirusowe powinny być dostępne przy wejściu nie tylko do lokalu, ale i do toalety. Oprócz tego stoliki muszą być odpowiednio przygotowywane i nie mogą stać zbyt blisko siebie. Niestety, na tych zasadach nie będzie już funkcjonować wiele miejsc w Warszawie, Krakowie czy we Wrocławiu. Gdzie juz nie zjemy śniadania, sushi i nie wyskoczymy na drinka? Sprawdźcie >>>