Pharrell Williams „Girl”
Płyta wielu zastosowań. Możecie zatańczyć do „Come Get It Bae”, nakręcić swoją własną walentynkową wersję teledysku do „Happy” (sekstaśmy znów w modzie) albo poprzytulać się na „Know Who You Are”, w którym Pharrellowi Williamsowi partneruje Alicia Keys. Zeszłoroczne wydawnictwo Williamsa ma jeszcze jedną zaletę. „Girl” - zgodnie z tytułem – to hołd złożony kobietom, każdej bez wyjątku („brunetki, blondynki, ja wszystkie was dziewczynki...”). Gdyby więc z jakiegoś powodu randka okazała się niewypałem, wystarczy posłuchać Pharrella śpiewającego o tym, że jesteśmy najlepsze. Pomoże.

Posłuchaj tu.


Inc. „No World”
Kilka lat amerykańscy producenci przypomnieli sobie o takich gwiazdach z zamierzchłych czasów jak  Prince i Janet Jackson. Powstał dziwny sojusz alternatywnej muzyki elektronicznej i przebojowego r'n'b ze złotych czasów MTV. Mezalians jest sexy! Inc., czyli dwaj bracia z Los Angeles, idealnie wpisali się w trend, a ich debiutancki album „No World” (szumy, westchnienia, falsety) idealnie sprawdzi się na każdym etapie randki. Bo i podkręci apetyt, i pięknie uzupełni konsumpcję.

Posłuchaj tu.

She & Him „Volume One”
Załóżmy, że to wasza druga randka, niekoniecznie skończy się w pościeli. A nikt nie nagrywa lepszego soundtracku do początku znajomości niż ten damsko-męski duet. Ona, obdarzona głosem rasowego niewiniątka, księżniczka  stylu retro. I on, mistrz dyskretnego popfolkowego refrenu. Zooey Deschanel i M.Ward łączą siły w przebojowych piosenkach stylizowanych na hity z połowy ubiegłego wieku. Nieśmiałych i skromnych jak pierwsze odchody.

Posłuchaj tu.


Beyonce „Beyonce”
Tak nabuzowanej aluzjami do sypialni płyty nie było od czasu drugiego albumu Justina Timberlake'a. Okej, czasem nie kończy się na aluzjach i nie zawsze chodzi o sypialnię, bo robią to też na kuchennej podłodze. Jeśli wersja audio niewystarczająco rozbudzi wyobraźnię, zawsze można wspomóc się wersją wideo (to album multimedialny, z dodatkowym dyskiem z teledyskami) i Beyonce paradującą w koronce po plaży. Hot.


Posłuchaj tu.


Air „The Virgin Suicides”
To przy tej muzyce Kirsten Dunst straciła dziewictwo. Drugi album francuskiego duetu był ścieżką dźwiękową do „Przekleństw niewinności” Sofii Coppoli (jeden z najbardziej kultowych soundtracków w historii). Jest i romantycznie, i duszno – czyli tak jak powinno być na idealnej randce. Sprawdza się też jako muzyczna ilustracja do poranka po.

Posłuchaj tu.

Blood Orange „Cupid Deluxe”
Płyta z amorem w tytule. Blood Orange to kolejny projekt Deva Hynesa, najlepszego bieżącego producenta (pracował m.in. z Solange i Sky Ferreirą). Hynes grał już indie rocka i nowy folk, gdzieś po drodze wyspecjalizował się w elektronice na zwolnionych obrotach, w której słychać trochę r'n'b i trochę popu z lat 80. Brzmi jak gra wstępna. Można też posłuchać zamiast.

Posłuchaj tu. 

Robbie Williams „Swing When You're Winning”
Jeszcze kilka lat wcześniej balował na backstage'u festiwalu Glastonbury w asyście gwiazd brytyjskiego rocka, a wyskoki niegodne lalusia z boybandu sprawiły, że wyleciał z Take That. Gdy jego solowa kariera rozkręciła się na dobre, wyprasował białą koszulę, zatrudnił orkiestrę i nagrał płytę z coverami swingowych klasyków. Ale wciąż pozostał niegrzecznym chłopcem. Nikt nie śpiewa Sinatry tak jak ten łobuz Robbie Williams. „Swing When You're Winning” sprawdzi się zawsze: na pierwszej randce, na dziesiątej, a nawet na waszym ślubie.

Posłuchaj tu.

tekst: Angelika Kucińska