Trendy we fryzurach zmieniają się jak w kalejdoskopie. Czasem tak szybko, że gdy wreszcie odważymy się czegoś spróbować (tak było np. z różowym blondem) okazuje się, że wybrany trend od dawna jest w tyle za czymś całkiem nowym. Na szczęście z coconut blond nam to nie grozi – to coś więcej, niż chwilowa moda czy nawet najgorętszy temat w koloryzacji, choć prawdą jest, że opanował Instagram deklasując wszystkie inne.

Obcinanie włosów – 7 sygnałów, że to najwyższy czas

Co to jest toasted coconut?

To przede wszystkim sposób na to, by możliwie bezboleśnie (a właściwie całkiem zgrabnie) przejść od od ciemnych włosów do blondu. Bez niepotrzebnego obciążania włosów, kamuflowania, ukrywania i udawania, że to nasz naturalny kolor. I bez martwienia się o odrosty. Dlaczego? Bo coconut blond pozwala współistnieć różnym odcieniom w całkiem przyjemnej symbiozie – obok kokosowych, czyli niemal białych pasemek (wcześniej odbarwione włosy farbuje się na maksymalnie chłodny odcień), ładnie prezentują się także te w cieplejszych odcieniach blondu, a nawet te ciemne. Zasada jest prosta - im większy kontrast, tym lepiej. Bo kolor coconut nie pokrywa całej głowy, ale pojawia się w wybranych miejscach, dając fryzurze trójwymiaru i życia.

Na czym polega toasted coconut?

Pomysł na takie ożywienie fryzury nie wziął się znikąd – jego poprzednikiem jest bronde (połączenie słów brunette i blonde) czyli pomysł stopniowego przechodzenia pasemek w coraz jaśniejsze odcienie w gamie od brązu bo blondu. Toasted coconut to coś na kształt nowego ombre – włosy pozostają ciemniejsze u nasady i stopniowo rozjaśniają się ku końcom (w przypadku ombre różnica w rozpiętości tonalnej nie była aż tak drastyczna). Z tego powodu dedykowany jest raczej brunetkom, choć jego wielbicielek nie brakuje także wśród posiadaczek jasnych włosów, mimo że te ostatnie muszą farbować włosy u nasady na ciemniejszy kolor.

Co myślicie o toasted coconut? Odważyłybyście się na taką zmianę?

Jak dobrać kolor włosów do karnacji?