Koniec z bindżowaniem seriali i scrollowaniem Instagrama. Po latach wróciłam do robienia na drutach i przepadłam
Dotychczas wydawało mi się po prostu, że mam starą duszę, ale ostatnio coraz częściej przekonuję się, że nie tylko ja lubię oddawać się trochę oldskulowym przyjemnościom. Tak narodził się pomysł na cykl „Życie w analogu” – o tym, że najlepsze rzeczy dzieją się, gdy przestajemy scrollować. Zamiast telefonu lepiej do ręki wziąć np. druty.

- Magdalena Matuszek - Redaktorka mody
Ale zacznijmy od telefonu. Bo jeśli – wbrew prognozom analityków trendów – nie zaczęłaś jeszcze onlinowego detoksu i regularnie zaglądasz na Instagram i TikToka, na pewno rzuciło ci się w oczy, że rok 2026 ma być jak 2016 (patrz: #2016challenge). Jaskółką jest repostowanie zdjęć sprzed dekady zniekształconych filtrem Rio de Janeiro i zrobionych spontanicznie, a nie zgodnie z wymaganiami algorytmu. Według przewidywań wkrótce mamy pójść znacznie dalej i smartfon wymienić na ultraprosty telefon dla seniorów. By znów poczuć beztroskę, którą zabrały nam pandemia i późniejsze wydarzenia na świecie. Z niezgody na narzucaną nam przez big techy narrację, ze zmęczenia perfekcją, z tęsknoty za możliwością popełniania błędów i eksperymentowaniem. I pragnieniem bycia częścią wspólnoty for real.
Odłóżmy telefony i sięgnijmy po druty
Odłóżmy więc telefon i sięgnijmy po druty (lub szydełko), które wszystko to zapewniają. Tym bardziej że, jak przypomniała mi Harel, autorka bloga o modzie i podcasterka, one także w 2016 roku miały swój moment. To właśnie wtedy marka Wool and the Gang, oferująca gotowe zestawy do robienia na drutach (lub szydełku), które zawierają wzór, włóczkę, druty oraz instrukcję, co robić krok po kroku, podjęła współpracę z & Other Stories. W efekcie wszystko, co potrzebne, by zacząć przygodę z dzierganiem, można było kupić po prostu w sieciówce! I zamiast wybrać gotowy produkt, przejąć inicjatywę. Ja się wkręciłam, choć skorzystałam z analogicznej oferty marki We Are Knitters. Dzięki niej zrobiłam na drutach pierwszy sweter – biały kardigan. Prosty, bo pozbawiony guzików i wymagający jedynie umiejętności robienia prawych oczek. Dający jednak taką samą satysfakcję jak bardziej skomplikowane modele. Pierwszy sweter Harel powstał w podobnych okolicznościach. „Trafiłam na instagramowy profil @konturek prowadzony przez Alę Szyntor i zostałam wciągnięta przez doskonale przygotowane instrukcje oraz wzory na różnym poziomie” – wspomina podcasterka i dodaje, że dzięki temu nie poprzestała na podstawowych ściegach, których nauczyła się już w dzieciństwie – bo po druty musiała sięgnąć w szkole.

(Tak, kiedyś były z tego zajęcia!) Z pomocą przyszła jej babcia, dla której robótki były sprawą naturalną. „Pamiętałam ją we własnoręcznie dzierganych swetrach oraz – co było jeszcze lepsze – korzystałam z jej umiejętności, składając konkretne zamówienia. Fascynowało mnie, jak doskonale potrafi realizować moje dziecięce fantazje. A byłam wymagająca i często zmieniałam zdanie. Konkretne ułożenie pasków albo kształt dekoltu? Wszystko się dało. Do dziś w dzierganiu właśnie to kręci mnie najbardziej. Możesz wszystko, musisz się tylko nauczyć jak” – opowiada Harel.
Roboty ręczne: zrób to sama
Gotowe wzory z instrukcją są sporym ułatwieniem, ale szczerze mówiąc, nie jestem pewna, czy dałabym radę zrobić wszystko od zera, gdybym wcześniej w ogóle nie miała do czynienia z drutami. Ja także podglądałam przy pracy mamę i babcię, a już będąc dorosłą, postanowiłam zapisać się na warsztaty dziergania. Na pierwsze lekcje chodziłam chyba przed dekadą, ostatnio jednak postanowiłam odświeżyć umiejętności i wybrałam się na zajęcia organizowane przez markę Roboty Ręczne. Odbywają się one w każdą ostatnią sobotę miesiąca (z wyjątkiem grudnia), a prowadzi je mama Marty Iwaniny-Kochańskiej, założycielki Robotów Ręcznych, pani Maria Iwanina, bo to od jej pasji wszystko się zaczęło. I rzeczywiście skutecznie nią zaraża, znakomicie ucząc nie tylko, jak zacząć robótkę i zrobić pierwsze oczka, ale też bardziej skomplikowanych wzorów, jak choćby sploty warkoczowe. Na warsztaty przyjść można więc niezależnie od poziomu umiejętności.
Grupa, do której trafiłam, była bardzo zróżnicowana: singielki i mamy, pracownice korpo i przedstawicielki wolnych zawodów, 50- i 20-latki. Dzierganie nas połączyło. – Idea koła gospodyń wiejskich jest spoko!
Chodzi o budowanie mikrospołeczności, o to, żeby spotkać się z drugim człowiekiem – usłyszałam od jednej z uczestniczek warsztatów. A to tylko jeden z powodów, dla których znów sięgamy po druty.

Roboty ręczne: terapeutyczne działanie
Dzierganie daje poczucie sprawczości. „Wymaga skupienia i uważności, które naturalnie wyciszają. To powtarzalny proces, w którym myśli zwalniają, a ręce prowadzą formę. To moment zatrzymania w świecie nadmiaru, ale i sposób na stworzenie czegoś prawdziwego i trwałego” – mówi Wiktoria Pokora, projektantka, która słynie z torebek zrobionych na szydełku. Na terapeutyczne działanie szydełkowania zwraca też uwagę Filip Borządek, absolwent ASP, który na szydełku zrobił swoją kolekcję dyplomową. „Jest powolne, uważne i bardzo »bliskie ciału«. Pomogło mi przepracować wiele trudności i działa na mnie niezwykle uspokajająco. Kojarzy mi się z domowym ciepłem, bezpieczeństwem i beztroską, którą pamiętam z dzieciństwa. Każde oczko, każdy splot to drobny krok w kierunku odzyskiwania tej dziecięcej części mnie, którą kiedyś odsunąłem na bok” – wyznaje.
Pokolenie Z coraz częściej poszukuje w modzie autentyczności. Rękodzieło oferuje to, czego nie daje produkcja masowa: świadomość, że dana rzecz powstała powoli i z intencją.
To nie tylko technika, ale również forma ekspresji oraz sprzeciwu wobec nadprodukcji. Powrót do pracy rękami, ale opowiedziany w nowym, współczesnym języku.