To włoskie miasto ma cesarski zamek, kawę Illy i ceny niższe niż w Wenecji. Mało kto je wybiera, a ja spędziłam tam weekend
Są takie miejsca, które trudno porównać z czymkolwiek innym. Triest nie przypomina obleganej przez turystów Wenecji, pełnego energii Mediolanu, ani rozgrzanych słońcem miasteczek Apulii. To włoskie miasto z duszą Europy Środkowej, gdzie można poczuć historię Habsburgów nad spokojnym Adriatykiem. Choć leży zaledwie kilka kilometrów od granicy ze Słowenią, wciąż pozostaje jednym z najmniej oczywistych kierunków we Włoszech. A szkoda, bo zachwyca architekturą, atmosferą i cenami, które w porównaniu z najpopularniejszymi włoskimi miastami potrafią naprawdę zaskoczyć. Odwiedziłam Triest wracając z Chorwacji do Polski, wystarczył jeden dzień, by moje dotychczasowe wyobrażenie o Włoszech się zmieniło.

Spacer po Trieście szybko uświadamia, że to nie są Włochy, do których przywykliśmy. Monumentalne kamienice, szerokie place, reprezentacyjne pałace i eleganckie kawiarnie bardziej przypominają Wiedeń niż południe Europy. Nic dziwnego. Przez ponad pięć stuleci Triest należał do monarchii Habsburgów i był najważniejszym portem Cesarstwa Austro-Węgierskiego. To właśnie stąd towary z całego świata trafiały do Wiednia, a cesarze inwestowali w rozwój miasta, pozostawiając po sobie architekturę, która do dziś robi ogromne wrażenie. Najlepiej poczuć to na Piazza Unità d'Italia – jednym z największych placów w Europie otwartych na morze. Z jednej strony otaczają go reprezentacyjne pałace, z drugiej rozciąga się Adriatyk. Trudno o bardziej efektowne miejsce na poranną kawę albo wieczorny spacer.

Biały zamek w Trieście, który wygląda jak z filmu
Kilka kilometrów od centrum znajduje się miejsce, które mogłoby z powodzeniem stać się scenerią romantycznego filmu kostiumowego. Zamek Miramare wygląda jakby wyłaniał się prosto z morza. Jego białe mury kontrastują z intensywnym błękitem Adriatyku, a otaczający go park pełen egzotycznych roślin zachęca do długich spacerów. Rezydencję wybudowano dla arcyksięcia Maksymiliana Habsburga i jego żony Charlotty Belgijskiej. Wnętrza do dziś zachowały oryginalny wystrój, dzięki czemu można zajrzeć do prywatnych apartamentów cesarskiej pary i zobaczyć, jak wyglądało życie europejskiej arystokracji w XIX wieku. Nawet jeśli ktoś nie przepada za zwiedzaniem pałaców, trudno oprzeć się urokowi tego miejsca. Sam widok zamku odbijającego się w wodzie zostaje w pamięci na długo.

Miasto, które pachnie kawą
Jest jeszcze jeden powód, dla którego Triest wyróżnia się na tle innych włoskich miast. To właśnie tutaj od ponad wieku bije kawowe serce Italii. Do portu w Trieście od dziesięcioleci przypływają ziarna z Ameryki Południowej, Afryki i Azji. Tutaj są selekcjonowane, oceniane i trafiają do palarni, dlatego mówi się, że to właśnie Triest jest włoską stolicą kawy. To tutaj narodziła się marka Illy. Przyznam, że wcześniej traktowałam ją jak jedną z wielu dobrych włoskich kaw. Dopiero w Trieście zrozumiałam, jak ważnym elementem lokalnej kultury jest espresso. Od tamtej podróży w domu parzę już właściwie tylko Illy.

Jeśli miałabym wskazać jedno miejsce, w którym najlepiej poczułam atmosferę Triestu, byłaby to właśnie kawiarnia Caffè degli Specchi przy Piazza Unità d'Italia. Działa nieprzerwanie od 1839 roku i jest ostatnią z czterech historycznych kawiarni, które kiedyś otaczały główny plac miasta. Przez jej sale przewijali się kupcy, marynarze, artyści i pisarze, wśród nich James Joyce i Italo Svevo. Caffè degli Specchi oznacza dosłownie Kawiarnię Luster. Nazwa nawiązuje do luster i przeszkleń, które od początku odbijały światło wpadające z placu i morza, rozjaśniając wnętrza. Dzięki temu lokal sprawiał wrażenie jeszcze bardziej przestronnego i eleganckiego, co było charakterystyczne dla kawiarni z czasów monarchii habsburskiej. Trudno o lepsze miejsce, by zrozumieć, dlaczego Triest nazywany jest włoską stolicą kawy.


Styl Triestu – bardziej włoskiego charakteru nie widziałam nigdzie wcześniej
Triest przypomniał mi również, że włoska moda nie zaczyna się w luksusowych butikach. Zaczyna się znacznie wcześniej – od jakości materiałów i rzemiosła. Podczas spaceru po bocznych uliczkach trafiłam do niewielkich sklepów z tkaninami. W oknach piętrzyły się bele kolorowego lnu, bawełny i jedwabiu. W środku starsze sprzedawczynie z ogromną wprawą doradzały klientom, które materiały najlepiej sprawdzą się na letnią sukienkę albo lnianą koszulę. To zupełnie inny świat niż sieciówki. Widać, że szycie ubrań na zamówienie czy przerabianie rzeczy wciąż jest tutaj czymś naturalnym.

Podobne wrażenie zrobiły na mnie same mieszkanki Triestu. Ich styl trudno zamknąć w jednym określeniu. Dominują naturalne tkaniny, dobre skórzane dodatki, okulary przeciwsłoneczne i apaszki przewiązane wokół szyi lub torebki. Nie ma przesady ani ostentacyjnych marek. Jest za to coś, co Włoszki mają od lat – umiejętność wybierania ubrań, które wyglądają dobrze niezależnie od sezonowych trendów. Być może właśnie dlatego Triest wydaje się tak inspirujący. Zamiast pogoni za nowościami przypomina, że prawdziwy styl buduje się latami.


Włochy, na które nie trzeba wydawać fortuny
Największym zaskoczeniem w Trieście okazały się jednak ceny. W czasach, gdy weekend w Wenecji czy Mediolanie potrafi mocno obciążyć budżet, Triest pozostaje przyjemnym wyjątkiem. Kawa w historycznej kawiarni kosztuje znacznie mniej niż w Polsce, za obiad w dobrej restauracji zapłacimy nawet połowę tego, co w najbardziej turystycznych częściach Italii, a noclegi poza ścisłym sezonem wciąż można znaleźć w bardzo rozsądnych cenach. To sprawia, że łatwiej zwolnić tempo. Zamówić kolejne espresso. Usiąść na nabrzeżu i patrzeć na morze. Nie planować każdej godziny, tylko pozwolić sobie na zwykłe bycie w mieście.


Dlaczego warto odwiedzić Triest?
Mam wrażenie, że Triest jest dziś dokładnie w tym momencie, w którym kilka lat temu były Bari czy Bolonia. Coraz więcej osób zaczyna o nim słyszeć, ale nadal nie ma tu tłumów, które potrafią odebrać przyjemność zwiedzania. Wyjeżdżałam z przekonaniem, że odkryłam jedno z tych miejsc, do których chce się wracać nie dla kolejnej listy atrakcji, ale dla atmosfery. Dla spacerów wzdłuż Adriatyku, filiżanki doskonałego espresso, architektury pamiętającej czasy Habsburgów i ulic, na których wciąż można znaleźć sklepy z pięknymi włoskimi tkaninami. W Trieście wystarczy jeden dzień, by zrozumieć, dlaczego tak łatwo się w nim zakochać.


