Reklama

Spacer po Trieście szybko uświadamia, że to nie są Włochy, do których przywykliśmy. Monumentalne kamienice, szerokie place, reprezentacyjne pałace i eleganckie kawiarnie bardziej przypominają Wiedeń niż południe Europy. Nic dziwnego. Przez ponad pięć stuleci Triest należał do monarchii Habsburgów i był najważniejszym portem Cesarstwa Austro-Węgierskiego. To właśnie stąd towary z całego świata trafiały do Wiednia, a cesarze inwestowali w rozwój miasta, pozostawiając po sobie architekturę, która do dziś robi ogromne wrażenie. Najlepiej poczuć to na Piazza Unità d'Italia – jednym z największych placów w Europie otwartych na morze. Z jednej strony otaczają go reprezentacyjne pałace, z drugiej rozciąga się Adriatyk. Trudno o bardziej efektowne miejsce na poranną kawę albo wieczorny spacer.

fot. Materiały prywatne / Katarzyna Martyn
fot. Materiały prywatne / Katarzyna Martyn

Biały zamek w Trieście, który wygląda jak z filmu

Kilka kilometrów od centrum znajduje się miejsce, które mogłoby z powodzeniem stać się scenerią romantycznego filmu kostiumowego. Zamek Miramare wygląda jakby wyłaniał się prosto z morza. Jego białe mury kontrastują z intensywnym błękitem Adriatyku, a otaczający go park pełen egzotycznych roślin zachęca do długich spacerów. Rezydencję wybudowano dla arcyksięcia Maksymiliana Habsburga i jego żony Charlotty Belgijskiej. Wnętrza do dziś zachowały oryginalny wystrój, dzięki czemu można zajrzeć do prywatnych apartamentów cesarskiej pary i zobaczyć, jak wyglądało życie europejskiej arystokracji w XIX wieku. Nawet jeśli ktoś nie przepada za zwiedzaniem pałaców, trudno oprzeć się urokowi tego miejsca. Sam widok zamku odbijającego się w wodzie zostaje w pamięci na długo.

fot. Getty Images
fot. Getty Images

Miasto, które pachnie kawą

Jest jeszcze jeden powód, dla którego Triest wyróżnia się na tle innych włoskich miast. To właśnie tutaj od ponad wieku bije kawowe serce Italii. Do portu w Trieście od dziesięcioleci przypływają ziarna z Ameryki Południowej, Afryki i Azji. Tutaj są selekcjonowane, oceniane i trafiają do palarni, dlatego mówi się, że to właśnie Triest jest włoską stolicą kawy. To tutaj narodziła się marka Illy. Przyznam, że wcześniej traktowałam ją jak jedną z wielu dobrych włoskich kaw. Dopiero w Trieście zrozumiałam, jak ważnym elementem lokalnej kultury jest espresso. Od tamtej podróży w domu parzę już właściwie tylko Illy.

fot. Materiały prywatne / Katarzyna Martyn
fot. Materiały prywatne / Katarzyna Martyn

Jeśli miałabym wskazać jedno miejsce, w którym najlepiej poczułam atmosferę Triestu, byłaby to właśnie kawiarnia Caffè degli Specchi przy Piazza Unità d'Italia. Działa nieprzerwanie od 1839 roku i jest ostatnią z czterech historycznych kawiarni, które kiedyś otaczały główny plac miasta. Przez jej sale przewijali się kupcy, marynarze, artyści i pisarze, wśród nich James Joyce i Italo Svevo. Caffè degli Specchi oznacza dosłownie Kawiarnię Luster. Nazwa nawiązuje do luster i przeszkleń, które od początku odbijały światło wpadające z placu i morza, rozjaśniając wnętrza. Dzięki temu lokal sprawiał wrażenie jeszcze bardziej przestronnego i eleganckiego, co było charakterystyczne dla kawiarni z czasów monarchii habsburskiej. Trudno o lepsze miejsce, by zrozumieć, dlaczego Triest nazywany jest włoską stolicą kawy.

fot. Materiały prywatne / Katarzyna Martyn
fot. Materiały prywatne / Katarzyna Martyn
fot. Materiały prywatne / Katarzyna Martyn
fot. Materiały prywatne / Katarzyna Martyn

Styl Triestu – bardziej włoskiego charakteru nie widziałam nigdzie wcześniej

Triest przypomniał mi również, że włoska moda nie zaczyna się w luksusowych butikach. Zaczyna się znacznie wcześniej – od jakości materiałów i rzemiosła. Podczas spaceru po bocznych uliczkach trafiłam do niewielkich sklepów z tkaninami. W oknach piętrzyły się bele kolorowego lnu, bawełny i jedwabiu. W środku starsze sprzedawczynie z ogromną wprawą doradzały klientom, które materiały najlepiej sprawdzą się na letnią sukienkę albo lnianą koszulę. To zupełnie inny świat niż sieciówki. Widać, że szycie ubrań na zamówienie czy przerabianie rzeczy wciąż jest tutaj czymś naturalnym.

IMG_7735
fot. Materiały prywatne / Katarzyna Martyn

Podobne wrażenie zrobiły na mnie same mieszkanki Triestu. Ich styl trudno zamknąć w jednym określeniu. Dominują naturalne tkaniny, dobre skórzane dodatki, okulary przeciwsłoneczne i apaszki przewiązane wokół szyi lub torebki. Nie ma przesady ani ostentacyjnych marek. Jest za to coś, co Włoszki mają od lat – umiejętność wybierania ubrań, które wyglądają dobrze niezależnie od sezonowych trendów. Być może właśnie dlatego Triest wydaje się tak inspirujący. Zamiast pogoni za nowościami przypomina, że prawdziwy styl buduje się latami.

fot. Materiały prywatne / Katarzyna Martyn
fot. Materiały prywatne / Katarzyna Martyn
fot. Materiały prywatne / Katarzyna Martyn
fot. Materiały prywatne / Katarzyna Martyn

Włochy, na które nie trzeba wydawać fortuny

Największym zaskoczeniem w Trieście okazały się jednak ceny. W czasach, gdy weekend w Wenecji czy Mediolanie potrafi mocno obciążyć budżet, Triest pozostaje przyjemnym wyjątkiem. Kawa w historycznej kawiarni kosztuje znacznie mniej niż w Polsce, za obiad w dobrej restauracji zapłacimy nawet połowę tego, co w najbardziej turystycznych częściach Italii, a noclegi poza ścisłym sezonem wciąż można znaleźć w bardzo rozsądnych cenach. To sprawia, że łatwiej zwolnić tempo. Zamówić kolejne espresso. Usiąść na nabrzeżu i patrzeć na morze. Nie planować każdej godziny, tylko pozwolić sobie na zwykłe bycie w mieście.

IMG_7741
fot. Materiały prywatne / Katarzyna Martyn
fot. Materiały prywatne / Katarzyna Martyn
fot. Materiały prywatne / Katarzyna Martyn

Dlaczego warto odwiedzić Triest?

Mam wrażenie, że Triest jest dziś dokładnie w tym momencie, w którym kilka lat temu były Bari czy Bolonia. Coraz więcej osób zaczyna o nim słyszeć, ale nadal nie ma tu tłumów, które potrafią odebrać przyjemność zwiedzania. Wyjeżdżałam z przekonaniem, że odkryłam jedno z tych miejsc, do których chce się wracać nie dla kolejnej listy atrakcji, ale dla atmosfery. Dla spacerów wzdłuż Adriatyku, filiżanki doskonałego espresso, architektury pamiętającej czasy Habsburgów i ulic, na których wciąż można znaleźć sklepy z pięknymi włoskimi tkaninami. W Trieście wystarczy jeden dzień, by zrozumieć, dlaczego tak łatwo się w nim zakochać.

fot. Materiały prywatne / Katarzyna Martyn
fot. Materiały prywatne / Katarzyna Martyn
fot. Materiały prywatne / Katarzyna Martyn
fot. Materiały prywatne / Katarzyna Martyn
fot. Materiały prywatne / Katarzyna Martyn
fot. Materiały prywatne / Katarzyna Martyn
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...