Reklama

Gorące słońce i szybkie samochody

Moja zajawka na F1 zaczęła się od editów na TikToku. Szybko przekonałam się, że F1 jest pełne bromansów, kłótni, rywalizacji, zdrad. To trochę jak miks popularnych motywów książkowo-filmowych, tyle że w prawdziwym życiu i to właśnie je poznałam, zanim włączyłam mój pierwszy wyścig. Większość kierowców jeździła razem za dzieciaka na gokartach, a wielu rodziców musiało dokonać horrendalnych poświęceń, aby umożliwić swoim dzieciom karierę w F1. Na przykład Gabriel Bortoleto, kierowca Audi, wyjechał z rodzinnej Brazylii w wieku 11 lat i zamieszkał w Europie ze swoim trenerem. Jego brat, który też chciał się ścigać, zrezygnował dla niego ze swojego marzenia. Jego siostra porzuciła marzenia o karierze muzycznej. Wszystko po to, aby rodzina mogła zainwestować wszystkie fundusze w przyszłość Gabriela w F1. W 2026 roku drużyn jest jedenaście i w każdej jest dwóch kierowców. Zespoły walczą o mistrzostwa konstruktorów, a na koniec roku jeden kierowca zostaje mistrzem świata. Więc nawet jeśli jesteś już w gronie najlepszych z najlepszych, to dalej możesz skończyć karierę bez mistrzostwa.

Kalendarz F1 liczy 24 wyścigi, każdy w innym miejscu To ogromne przedsięwzięcie logistyczne, co obserwowałam z fascynacją podczas wizyty w Barcelonie. Od razu po przylocie w piątek pojechaliśmy na tor. Po wyjściu z samochodu uderzyła mnie fala gorąca, w tle słychać było kojący dźwięk jeżdżących bolidów, zakłócany przez… Ah, chwilę później zobaczyłam sprawcę zamieszania, czyli wyłaniający się zza drzew helikopter. Wolną praktykę obejrzeliśmy ze strefy Audi, która znajdowała się przy starcie oraz PIT stopach, więc mogliśmy podejrzeć bolidy z naprawdę bliska. Największe emocje przyniosła oczywiście wizyta w padoku oraz garażu Audi. Każdy fan F1 na pewno kojarzy filmiki, na których kierowcy odbijają plakietkę przy obrotowym wejściu, gdzie czekają na nich fotoreporterzy. Tak, my również wchodziliśmy tym samym wejściem! Po drodze nasza opiekunka z teamu Audi opowiedziała nam ciekawostki dotyczące padoku oraz pracy zespołu. Na szlaku minęliśmy legendę sportowego dziennikarstwa, czyli Martina Brundle’a. Padok to miejsce, gdzie każdy zespół ma swój „dom”. To tam kierowcy spędzają czas pomiędzy jazdą, to tam odbywają się wszystkie działania medialne. Kiedy przechadzaliśmy się ścieżkami pomiędzy domami poszczególnych zespołów, nie mogłam uwierzyć, że padok za każdym razem jest budowany całkowicie od zera! Przed wejściem do garażu zostaliśmy poinstruowani, aby zwracać uwagę na to, co dzieje się dookoła, bo podglądamy zespół w trakcie pracy. Bolidy Gabriela Bortoleto i Nico Hülkenberga były oblegane przez mechaników, bolidy F2 śmigały po torze, wielki komputer wyrzucał z siebie setki danych…

fot. Monika Kurek
fot. Monika Kurek
fot. Monika Kurek
fot. Monika Kurek

Autem po Barcelonie, czyli przejażdżka Audi RS 5

Pomiędzy wolną praktyką a kwalifikacjami do wyścigu mieliśmy okazję przetestować nowiutkie Audi RS 5 na ulicach słonecznej Barcelony. Wraz z zaproszonymi dziennikarkami wybrałyśmy trasę obejmującą urokliwy punkt widokowy oraz klasyczne punkty takie jak dom Gaudiego czy Sagrada Familia. Od razu zauważyłyśmy, że przyciągamy spojrzenia! A dokładniej, przyciąga je nasze Audi RS 5. Gdy staliśmy na pasach przy Sagradzie (której budowa w końcu została zakończona), przechodzący mężczyźni normalnie nie mogli się napatrzeć Nie jest to więc na pewno auto, które wtapia się w tłum.

To pierwsza hybryda plug-in od Audi Sport (dostępna w wersjach limousine oraz avant) i musimy przyznać, że to absolutny duet idealny. Ten samochód ma niesamowite dwa oblicza. Jeździłyśmy po mieście, ciesząc się absolutną ciszą i totalnym komfortem – w trybie w pełni elektrycznym, czując się niesamowicie z klasą. Ale kiedy wyjechałyśmy na autostradę... wow! Auto natychmiast pokazało swój drapieżny, sportowy pazur. Jeśli tak jak my nie lubicie kompromisów i szukacie luksusowego, wygodnego auta na co dzień, które w sekundę potrafi zamienić się w sportową bestię – to jest dokładnie to! Oczywiście, Audi RS 5 towarzyszyło nam nie tylko podczas przejeżdżki, ale w ogóle podczas całego pobytu w Barcelonie, gdy przemieszczaliśmy się pomiędzy torem, hotelem i restauracjami.

fot. Monika Kurek
fot. Monika Kurek
fot. Monika Kurek
fot. Monika Kurek

Po przejażdżce nowiutkim Audi RS 5 przyszedł czas na powrót na tor oraz kwalifikacje do Barcelona Grand Prix 2026. Zmagania kierowców oglądaliśmy z trybuny, która dawała nam świetny widok na zakręt numer 10. Na przód stawki nieoczekiwania powrócił George Russell, który przez wielu kibiców został spisany na straty po kiepskim początku sezonu. Wielkie emocje nie opuściły nas nawet podczas kolacji w urokliwej restauracji na wzgórzu Tibidao, skąd mieliśmy piękny widok na miasto. Trudno wymarzyć sobie lepsze okoliczności do burzliwych dyskusji na temat przetasowań w stawce i zbliżającego się wyścigu. Kolejny dzień zaczęliśmy bardzo wcześnie, podobnie zresztą jak inni kibice. Po drodze mijaliśmy ludzi, którzy z hamakami i mini lodówkami zmierzali na wzgórze, skąd rozciąga się piękny widok na tor. Jeśli ktoś szuka więc niskobudżetowego rozwiązania, to proszę bardzo! Nas tymczasem czekała przemiła niespodzianka w postaci spotkania kierowców przyjeżdżających do padoku. Przyzwyczajeni do stałej obecności kibiców, chętnie pozowali do zdjęć, zbijali piony i rozdawali autografy na czapkach czy koszulkach. Ekscytacja w powietrzu była wręcz wyczuwalna. Choć każdy kibicował innej drużynie, wszyscy byli niesamowicie serdeczni i przepełnieni zajawką do sportu. Fun fact: widzieliśmy również tenisistę Novaka Djokovića, który wpadł w niedzielę, aby pomachać flagą i odwiedzić garaże!

Wygrana, która wzruszyła wszystkich. Historia pisze się na naszych oczach

W końcu jednak nadszedł czas na długo wyczekiwany wielki finał, czyli wyścig. Jak na prawdziwych kibiców przystało, mieliśmy dobrze przemyślany plan, skąd najlepiej go obejrzeć. Start zobaczyliśmy więc ze strefy Audi, by na pozostałą część przenieść się do wspomnianej wcześniej trybuny z widokiem na zakręt numer 10. Pierwsza część przebiegła bez większych zaskoczeń, no bo przecież wszyscy oczekiwaliśmy bratobójczych potyczek pomiędzy kierowcami Mercedesa. Prawdziwe zwroty akcji przyniosła dopiero druga część, gdy na skutek problemów technicznych w innych samochodach prowadzenie nieoczekiwanie objął Lewis Hamilton. To właśnie on dojechał do mety jako pierwszy, a my byliśmy świadkami jego pierwszej, historycznej wygranej w barwach Ferrari. A co jeszcze nas zaskoczyło? No zdecydowanie to, że największą prędkość osiągnął w ten weekend Gabriel Bortoleto, kierowca Audi, który śmigał po torze w Barcelonie z zawrotną prędkością 360 km/godzinę. Wow!

Artykuł powstał na zaproszenie marki Audi, która umożliwiła nam udział w wydarzeniu. Marka nie ingerowała w żaden sposób w ocenę wydarzenia ani produktu.

fot. Monika Kurek
fot. Monika Kurek
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...