Reklama

Tropea to miasto, które Włosi długo trzymali dla siebie. Kalabria jeszcze niedawno kojarzyła się z emigracją, a nie z wakacyjnymi moodboardami. Zmieniło się to w ciągu kilku ostatnich sezonów. Została uznana za jedną z najpiękniejszych włoskich wsi, plaże Costa degli Dei („Wybrzeża Bogów”) trafiły do rankingów najlepszych plaż w Europie, a Instagram odkrył zdjęcia sanktuarium Santa Maria dell'Isola. Weekend w tej uroczej, włoskiej wsi zaplanowałam po tym, jak zobaczyłam, że w Positano płaci się 300 euro za dobę w tej samej scenografii. W Tropei zapłaciłam 75 euro.

Dlaczego Tropea to nowa Amalfi?

Tropea leży na cyplu skalnym nad Morzem Tyrreńskim, w regionie Kalabria, w samym „nosku” włoskiego buta. Stare miasto stoi na klifie, jakby ktoś wyciął je z jednego kawałka skały. W dole ciągnie się plaża z białym piaskiem i turkusową wodą, płytką jak na Karaibach. To skojarzenie z Amalfi jest uzasadnione: to samo dramatyczne wybrzeże, te same pastelowe kamienice, ta sama scenografia zachodu słońca. Różnica jest w plażach, cenach i tłumach. Wybrzeże Amalfi ma kamieniste plaże i tysiące turystów w kolejce do autobusu; Tropea ma miękki piasek, dwie długie zatoki i klimat mniejszego, bardziej lokalnego miejsca.

W 2016 roku Tropea została wybrana „najpiękniejszą włoską wsią” w rankingu włoskich mediów, a od tamtej pory sukcesywnie trafia do zestawień najlepszych europejskich destynacji plażowych. Włosi jeżdżą tu na wakacje od dekad.

Klasztor na skale, który widziałaś na wszystkich zdjęciach

Symbol Tropei to Sanktuarium Santa Maria dell'Isola, mały klasztor stojący na skalistym cyplu tuż przy plaży. Jego historia jest długa: pierwsze budynki wznieśli mnisi bazyliańscy między VI a IX wiekiem, od XI wieku klasztor podlegał opactwu benedyktynów z Montecassino. Przetrwał trzęsienia ziemi z 1783 i 1905 roku, a dziś jest jednym z najczęściej fotografowanych miejsc w Kalabrii.

Wchodzi się na niego wąskimi kamiennymi schodami wykutymi w skale. Na górze jest kościół, tarasy z widokiem na miasto i morze oraz jedno konkretne okno z zielonymi okiennicami, które ustawia się do kadru wszystko, co można zobaczyć w Tropei. Wejście jest darmowe. O zachodzie słońca cyplem chodzą turyści i pielgrzymi, więc jeśli chcesz swojego kadru bez tłumu, przyjdź o poranku albo w ciągu dnia w tygodniu.

Stare miasto na klifie i deptak, którym będziesz przechodzić codziennie

Centro storico Tropei stoi na urwisku nad plażą. Chodzi się po nim wąskimi uliczkami, między pałacykami z XVIII i XIX wieku, których granitowe portale mają dekorację renesansową, a na fasadach zachowały się mascheroni, kamienne maski, które miały odstraszać złe duchy. Główny deptak to Corso Vittorio Emanuele, na którym wieczorem odbywa się passeggiata, spacer, po którym rozpoznasz Włochy od Neapolu po Palermo. Corso kończy się na Piazza del Cannone, naturalnym balkonie nad morzem, z którego w pogodne dni widać wulkan Stromboli i Wyspy Liparyjskie. Za rogiem stoi normańska katedra z XII wieku (Cattedrale di Maria Santissima di Romania), z dwiema kwadratowymi wieżami i barokowym wnętrzem. To ta sama architektoniczna szkoła co katedry Sycylii, dziedzictwo normańskich królestw, które rządziły południem Włoch w średniowieczu.

Co zjeść w Tropei i skąd bierze się słynna czerwona cebula?

Tropea ma jedną obowiązkową przekąskę: cipolla rossa di Tropea, słodką czerwoną cebulę z chronionym oznaczeniem geograficznym IGP od 2008 roku. Rośnie tylko w wąskim pasie wybrzeża między Nicoterą a Campora San Giovanni, gdzie klimat i gleba dają jej charakterystyczny słodki smak, bez cierpkości, z tak niską zawartością kwasu pirogronowego, że lokalni jedzą ją prawie jak jabłko. Znajdziesz ją we wszystkim: w focacciach, w konfiturach, w carpaccio z tuńczyka. Do tego dochodzi 'nduja, ostra kalabryjska pasta z wieprzowiny i papryczek chili, oraz owoce morza z porannego połowu, surowe krewetki, sardele, tuńczyk. Restauracja Vecchio Forno, prowadzona przez rodzinę De Vita od 1936 roku, robi tradycyjną pizzę z pieca opalanego drewnem w cenach, na które w Warszawie nie masz szans. Da Ribaudo, w dawnym pałacu w centrum, serwuje pizzę „made in Tropea” z 'ndują ze Spilingi i skarmelizowaną czerwoną cebulą. Kalavrì Tropea zbiera co roku najlepsze recenzje za primi z owocami morza. Kolacja z winem rzadko przekracza 18 euro od osoby, czyli ok. 78 zł.

Ile realnie kosztuje weekend w Tropei w 2026 roku?

Sprawdziłam ceny na czerwiec i wrzesień 2026 (mogą się zmienić, warto zweryfikować przed wyjazdem). Lot Wizz Air Warszawa-Lamezia Terme w obie strony to 300-600 zł, jeśli rezerwujesz z wyprzedzeniem; Ryanair z lotniska Warszawa-Modlin uruchamia latem 2026 tę trasę w niższej cenie. Z lotniska do Tropei jedzie się autem lub pociągiem ok. 65 km (ok. 1h20 pociągiem, 1h autem). Nocleg w trzygwiazdkowym hotelu w Tropei kosztuje średnio 60-120 euro za dobę (270-540 zł), czterogwiazdkowy 130-180 euro. Boutique hotele z widokiem na morze bywają w cenie 200 euro, ale bez zwariowania. Kolacja z widokiem, o której w Positano zapłaciłabyś 60 euro, w Tropei kosztuje 15-18 euro. Aperol Spritz na Corso Vittorio Emanuele to 5-6 euro. Cały czterodniowy weekend, jeśli nie zaszalejesz w luksusach, mieści się w 2200-2800 zł od osoby, wliczając wynajem leżaka na plaży (ok. 15-20 euro za dobę).

Kiedy najlepiej pojechać do Tropei?

Sezon zaczyna się w maju i trwa do października. Najlepsze miesiące to czerwiec i wrzesień. Wtedy morze jest już (lub jeszcze) ciepłe, temperatury oscylują wokół 25-28°C, a tłumy są dużo mniejsze niż w lipcu i sierpniu. Wysoki sezon (koniec lipca i cały sierpień) to czas włoskich wakacji rodzinnych: plaże zapełniają się parasolami do granic wytrzymałości, restauracje wymagają rezerwacji dwa tygodnie wcześniej, a ceny hoteli rosną o 40-60%. Październik jest cieplejszy niż większość jesiennych kierunków w Europie (do 22°C na plaży), tylko mniej gwarantowany słonecznie. Zima w Tropei to sezon zamknięty: większość restauracji i hoteli działa od Wielkanocy do końca października.

Gdzie się zatrzymać w Tropei?

Jeśli to twój pierwszy pobyt, wybierz nocleg w Centro Storico. Wszystko na piechotę, deptak pod oknem, widok albo na morze, albo na katedrę. Wada: schody do plaży (kilkadziesiąt) trzeba pokonać w każdą stronę. Alternatywa to hotele przy plaży Passo Vetere albo Marina del Convento, tam masz dostęp bezpośredni do morza, ale tracisz klimat starego miasta. Osobna opcja to villa w okolicznym Capo Vaticano (15 minut samochodem), gdzie plaże są jeszcze bardziej dzikie i taniej. Boutique hotele z tarasami na klifie (typu B&B Al Vecchio Frantoio) mają najlepsze widoki na Santa Maria dell'Isola, ale rezerwacja z wyprzedzeniem trzech-czterech miesięcy jest obowiązkowa.

Czy Tropea to dobre miejsce na solo trip?

Tak, i to jedno z lepszych, jakie znam we Włoszech. Kalabria ma opinię regionu bezpieczniejszego, niż jej reputacja sugeruje, a Tropea to miasteczko wakacyjne, w którym pełno jest par, rodzin, przyjaciółek jadących razem oraz kobiet samotnie. Nikt nie patrzy dziwnie na to, że siedzisz sama przy stoliku z pastą i kieliszkiem białego wina; obsługa proponuje zwykle miejsce z widokiem. Wieczorna passeggiata na Corso Vittorio Emanuele to najbezpieczniejsza i najprzyjemniejsza codzienna aktywność, jaką sobie wyobrażasz. Dwie zasady, które mają sens wszędzie w południowych Włoszech: nie zostawiaj rzeczy bez opieki na plaży (drobne kradzieże się zdarzają) i unikaj godzin 14-17, kiedy większość sklepów i restauracji zamyka się na sjestę.

Dla kogo jest Tropea?

Do Tropei przyjedziesz dla kombinacji plaży, architektury i cen niższych niż na Amalfi. Dobry wybór, jeśli szukasz włoskiego kierunku z krystaliczną wodą i piaskiem, którego w większości turystycznych Włoch nie znajdziesz. Świetny na solo trip, na wyjazd z przyjaciółką albo z partnerem, mniej idealny dla imprezowego weekendu. Tropea jest cicha, bez klubów, wieczory kończą się na tarasie z winem, nie na dyskotece. Nie pojedziesz tu dla wielkomiejskiego klimatu ani zabytkowej skali Rzymu czy Florencji. Tropea jest mała, kameralna i zamknięta w sobie. Tak jak Amalfi trzydzieści lat temu, zanim Instagram odkrył Positano.

O to właśnie chodzi. Tropea to Włochy, które nie wiedziały jeszcze, że powinny być drogie.

Getty Images / maudanros
Getty Images / maudanros
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...