Reklama

O monogamii mówimy z przyzwyczajenia, jakby była oczywista i jednolita. Tymczasem współczesne badania i doświadczenia par pokazują zupełnie inny obraz. Rozbrojenie kilku mocno zakorzenionych mitów może być pierwszym krokiem do zdrowszej relacji. Monogamia zwykle pojawia się w rozmowie dopiero wtedy, gdy coś zaczyna się psuć. Kiedy pojawiają się zazdrość, podejrzenie zdrady albo poczucie, że „powinno być inaczej”. Zanim jednak zaczniemy oceniać siebie i partnera, warto przyjrzeć się samym przekonaniom na temat wierności. Antropolodzy zwracają uwagę, że tam, gdzie brakuje wiedzy, wkraczają mity. Dotyczy to także miłości, a zwłaszcza tego, jak rozumiemy tworzenie par. Pojęcia w rodzaju „bratnich dusz” mają swoją funkcję, dają ukojenie i porządkują emocje. Inaczej jest z uproszczonymi wyobrażeniami o monogamii, które często nie przystają do realnego życia i potrafią skutecznie utrudnić budowanie relacji opartej na bliskości i zaufaniu.

Jedną z osób, które rozbierają te wyobrażenia na czynniki pierwsze, jest dr Justin R. Garcia, biologiczny antropolog związany z Instytutem Kinseya. W książce „The Intimate Animal” opisuje, skąd bierze się nasze pragnienie miłości i dlaczego właśnie nauka może wiele wyjaśnić w temacie związków, zamiast je odbierać romantyzmowi.

Monogamia to nie jeden model. Dwa różne znaczenia jednego słowa

W codziennych rozmowach mówimy „monogamia”, jakby to był jeden, prosty pakiet. Tymczasem badacze rozróżniają dwie różne kwestie. Pierwsza to monogamia społeczna, czyli tworzenie stałej pary, dzielenie życia, odpowiedzialności, często też wychowanie dzieci i wspólne gospodarstwo. Druga to monogamia seksualna, rozumiana jako wyłączność w sferze intymnej. Te dwa porządki mogą iść ze sobą w parze, ale nie zawsze tak jest. Z perspektywy ewolucyjnej ludzie są raczej przystosowani do tego, aby łączyć się w trwałe duety dla przetrwania i opieki nad potomstwem. Stabilna więź zwiększała szanse na przeżycie, dawała wsparcie w zdobywaniu pożywienia czy ochronie przed zagrożeniami. To właśnie nazywamy monogamią społeczną. Statystyki pokazują, że takie długotrwałe „parowanie się” jest rzadkością w świecie ssaków. Szacuje się, że około 3 procent wszystkich gatunków i około 15 procent naczelnych tworzy relacje przypominające trwałe związki. Człowiek jest tu wyjątkiem, bo dołożył do tego cały system instytucji, norm i oczekiwań wobec par.

Dr Garcia zwraca uwagę, że więzi międzyludzkie były dla naszych przodków czymś więcej niż tylko romantycznym dodatkiem. Stanowiły zabezpieczenie na trudne czasy, formę społecznego „ubezpieczenia” na wypadek choroby, głodu czy konfliktu. Dziś warunki życia się zmieniły, ale ten dawno ukształtowany mechanizm wciąż wpływa na to, jak myślimy o byciu razem.

Kto naprawdę pragnie „odmiany”? Potrzeba różnorodności nie ma płci

Przez lata utrwalano obraz mężczyzny, który „z natury” potrzebuje więcej przygód, i kobiety, która marzy tylko o stabilności. Najnowsze badania nad relacjami znacznie ten obraz komplikują. Wskazują, że zarówno kobiety, jak i mężczyźni odczuwają jednocześnie potrzebę bezpieczeństwa i potrzebę nowości. Te dwa głody współistnieją bez względu na płeć, a także bez wyraźnego związku z wiekiem. Dr Garcia opisuje, że w danych z ostatnich lat wyraźnie widać zacieranie się różnic między płciami w kwestii sięgania po relacje poza stałym związkiem. Częściowo wiąże to z przemianami społecznymi: zmianą ról płciowych, większą samodzielnością ekonomiczną kobiet oraz łatwiejszym dostępem do nowych form kontaktu, jak portale społecznościowe czy aplikacje randkowe. To wszystko tworzy przestrzeń, w której tradycyjny model monogamii coraz częściej bywa poddawany w wątpliwość. W praktyce kobiety częściej opowiadają, że zmagają się z pokusą głębokiego zaangażowania emocjonalnego poza związkiem, a mężczyźni częściej deklarują epizody o charakterze głównie fizycznym. To nie znaczy, że jedna forma jest „bardziej zdradliwa” od drugiej. Raczej pokazuje, jak różnie może wyglądać poszukiwanie odmiany, gdy podstawowe potrzeby w związku nie są zaspokojone.

„Zdradzają tylko źli ludzie”? Niewierność jest o wiele bardziej złożona

Przekonanie, że zdrada jest domeną „złych” czy „moralnie gorszych” osób, daje złudne poczucie bezpieczeństwa. Jeśli myślimy o sobie jako o kimś „porządnym”, łatwiej uwierzyć, że problem nas nie dotyczy. Tymczasem dane z badań nad zachowaniami w związkach są bezlitosne. Oszacowanie skali niewierności okazuje się wyjątkowo trudne. Wszystko zależy od tego, jak zdefiniujemy zdradę, jaki okres obejmują pytania i na ile respondenci są szczerzy. W literaturze naukowej pojawiają się wyniki rozciągające się od kilkunastu do nawet około 80 procent osób, które przyznają, że przynajmniej raz w życiu przekroczyły granice ustalone w związku. Bardziej ostrożne, a jednocześnie uznawane za wiarygodne analizy, wskazują, że około jedna czwarta badanych ma na koncie takie doświadczenie. Warto też pamiętać o parach, które oficjalnie nazywają swój związek monogamicznym, ale nie wchodzą głęboko w temat tego, co jest, a co nie jest dozwolone. Funkcjonuje w nich nieformalna zasada „nie pytaj, nie mów”. Taki rodzaj cichego porozumienia może zmniejszać poczucie winy, ale sprawia, że statystyki jeszcze bardziej się rozmywają. Jednocześnie pokazuje, że granice monogamii bywają negocjowane, choć często bez jasno wypowiedzianych zasad.

„Monogamia jest wbrew naturze”? Ewolucja wspiera dwa sprzeczne pragnienia

Kolejnym popularnym hasłem jest stwierdzenie, że monogamia jako idea stoi w sprzeczności z „prawami natury”, a ewolucja miała rzekomo premiować jak największą liczbę partnerek i partnerów. Historia gatunku ludzkiego wygląda znacznie subtelniej. Mechanizmy, które odziedziczyliśmy, wspierają zarówno poszukiwanie nowości, jak i potrzebę stabilnej więzi. Dr Garcia opisuje, że współczesne pary funkcjonują pod wpływem dwóch przeciwnych sił. Z jednej strony istnieje głęboka potrzeba bezpieczeństwa, przewidywalności i bliskości z jedną, szczególnie ważną osobą. Z drugiej strony mózg lubi bodźce, świeżość, poczucie „pierwszego razu”. Ten konflikt sam w sobie nie jest patologią. Raczej stanowi element ludzkiej kondycji, który każdy musi jakoś ułożyć z własnymi wartościami, granicami i możliwościami relacji. To właśnie ścieranie się tych potrzeb często stoi za kryzysami intymności, spadkiem pożądania czy poczuciem „utknięcia” w rutynie. Zamiast więc traktować je jako dowód na „nienaturalność” monogamii, można spojrzeć na nie jak na informację. Pokazują, że związek potrzebuje uwagi, rozwoju, czasem redefinicji zasad czy formy zaangażowania, a nie tylko kolejnego moralnego zakazu.

„Gen zdrady” istnieje? Biologia to tylko część układanki

Narracja o „genie zdrady” bywa wygodnym usprawiedliwieniem albo powodem do paniki. Tymczasem badania nad genetycznymi uwarunkowaniami zachowań seksualnych są dużo bardziej ostrożne. Rzeczywiście, udało się zidentyfikować pewne warianty genów związane z poszukiwaniem silnych wrażeń, większym skłonieniem do ryzyka czy impulsywnością. U niektórych osób te cechy mogą zwiększać prawdopodobieństwo przekraczania granic w związku. To jednak nie jest wyrok. Człowiek dysponuje rozwiniętym płatem czołowym, który odpowiada między innymi za planowanie, przewidywanie konsekwencji i samokontrolę. Ten element naszej neurobiologii umożliwia świadome wybory, nawet wtedy, gdy pojawia się silna pokusa. W praktyce wygląda to tak, że część osób z określonym wariantem genu nigdy nie zdradzi partnera, a inni dopuszczą się niewierności bez takiej predyspozycji. Geny są więc jednym z wielu czynników, obok historii życia, doświadczeń z dzieciństwa, norm kulturowych, jakości relacji czy aktualnej sytuacji emocjonalnej. Zrzucanie odpowiedzialności na biologię odbiera sprawczość. Z kolei całkowite ignorowanie biologicznych uwarunkowań prowadzi do nierealistycznych oczekiwań wobec siebie i innych. Zdrowa perspektywa uwzględnia oba wymiary: to, z czym przychodzimy na świat, i to, jak uczymy się z tym funkcjonować.

Co nam dają obalone mity o monogamii?

Rozmontowanie mitów nie odbiera związkowi romantyzmu, tylko zabiera z niego zbędne ciężary. Kiedy przestajemy traktować monogamię jak jednolity, sztywny konstrukt, łatwiej rozmawiać o konkretnych oczekiwaniach i granicach. Gdy wiemy, że potrzeba odmiany i jednoczesna tęsknota za bezpieczeństwem to doświadczenie wspólne dla ludzi, mniej w tym wstydu i samotności. Świadomość, że niewierność jest zjawiskiem powszechnym, choć złożonym i bolesnym, pomaga lepiej zrozumieć jej przyczyny zamiast sprowadzać ją wyłącznie do „złego charakteru”. Z kolei wiedza o tym, jak działają nasze mózgi i geny, przypomina, że pragnienia nie muszą rządzić naszym życiem, jeśli umiemy je nazywać i brać pod uwagę konsekwencje swoich decyzji.

Monogamia nie jest ani przymusem, ani wrogiem. To jedna z możliwych form budowania bliskości, która wymaga świadomego wyboru i rozmowy, a nie automatycznego powtarzania scenariuszy zasłyszanych z kultury. Im mniej mitów, tym więcej miejsca na realny związek z realnym człowiekiem, z jego mocnymi stronami, słabościami i całym bagażem historii, z którym przychodzi.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...