Reklama

W społecznej narracji matka wciąż bywa niemal świętą figurą. O matkach „nie wolno” mówić źle, a krytyka traktowana jest jak zdrada. Tymczasem gabinety terapeutyczne pełne są dorosłych dzieci, które próbują poskładać się po dzieciństwie spędzonym z mamą emocjonalnie niedostępną, przemocową albo skoncentrowaną przede wszystkim na sobie. Amerykańska terapeutka Susan Forward nazwała skutki takiego doświadczenia „matczyną raną” - wewnętrznym pęknięciem, które nie znika, a wytłumaczenie, że „mama miała ciężko” nie jest wystarczające. Matki, które nie potrafią kochać, nie zawsze są potworami z filmów. Karmią, ubierają, pilnują lekcji, kupują prezenty. Na zdjęciach rodzinnych wszystko wygląda poprawnie. Ale za tym obrazkiem może kryć się depresja, uzależnienie, obsesyjna kontrola, wieczna krytyka, chłód albo przeciwnie - zaborczość, która nie zostawia dziecku miejsca na własne „ja”. W wersji narcystycznej wszystko kręci się wokół jej uczuć, dumy, wstydu, wizerunku. Dziecko, zwłaszcza córka, jest wtedy raczej projektem niż osobą.

Córka jako przedłużenie matki: syndrom pustego lustra

Karyl McBride, terapeutka i autorka książki „Nigdy dość dobra”, pisze, że matka jest dla dziewczynki pierwszym lustrem: to w jej oczach córka uczy się widzieć siebie. W zdrowej relacji to lustro odbija dziecko takim, jakie jest – ze swoimi emocjami, talentami, słabościami. W relacji z matką narcystyczną lustro jest pęknięte albo ustawione tak, by pokazywać głównie matkę. Taka kobieta widzi w córce przede wszystkim przedłużenie siebie: własne ambicje, niespełnione marzenia, lęki o to, jak wypadnie na tle innych. Oczekuje, że dziewczynka będzie reagować na świat tak, jak ona uważa za słuszne. Nagrodą jest chwilowa aprobata, karą - krytyka, milczenie, odrzucenie. W takim układzie na własne potrzeby dziecka zwyczajnie brakuje miejsca. Dziewczynka szybko uczy się, że „być sobą” oznacza ryzyko konfliktu, wstydu, zawodu. Zaczyna więc tłumić swoje pragnienia i emocje, dopasowuje się do oczekiwań, wchodzi w rolę tej, która ma „nie przynosić wstydu” i podnosić matce samoocenę. Jeśli mimo wysiłków wciąż słyszy, że mogłaby bardziej, lepiej, inaczej, łatwo dojść do wniosku, że to z nią jest problem. Skoro nie potrafi zadowolić własnej matki, to musi znaczyć, że nie jest godna miłości.

Jak wygląda narcyzm w wersji matczynej?

Nie każdy rodzic z gorszym dniem czy skłonnością do narzekania jest od razu narcyzem. Chodzi o stały wzorzec osobowości, w którym powtarza się mania wielkości, nienasycony głód uwagi, pragnienie bycia wyjątkowo traktowaną, brak empatii i postrzeganie ludzi głównie przez pryzmat tego, do czego mogą się przydać. W zachowaniu narcystycznej matki dużo jest komunikatu „ja jestem najważniejsza” - nawet jeśli nigdy nie padnie on wprost. To ona ma monopol na rację, na „prawdziwe” przeżywanie, na definiowanie, co jest problemem, a co przesadą. Jej krzywda zawsze waży więcej niż łzy dziecka, jej potrzeby są nadrzędne. Córka w takim świecie uczy się, że jej granice i uczucia można łatwo unieważnić. McBride proponuje pytania, które pomagają się zorientować, z czym mamy do czynienia. Czy matka rywalizuje z tobą zamiast się z tobą cieszyć? Czy woli obwiniać ciebie lub innych niż przyznać, że sama coś zawaliła? Czy długo nosi urazę, zawstydza, podcina skrzydła? Czy ma potrzebę wpływania na wszystkie twoje decyzje i dopina swego za wszelką cenę? Jeśli na większość z nich odpowiadasz „tak”, to może być znak, że w twoim domu centrum wszechświata zajmowała nie potrzeba dziecka, ale zranione ego dorosłej.

Co dzieje się z taką dziewczynką, gdy dorasta?

W pewnym momencie uwagę i osąd trzeba odwrócić od matki i spojrzeć na siebie. Dorośli potomkowie narcystycznych rodziców często rozpoznają u siebie nadwrażliwość, skłonność do wycofania, ogromne trudności w podejmowaniu decyzji. Z jednej strony potrafią być zadaniowi, odnoszą sukcesy, z drugiej - wewnątrz czują się jak ktoś, kto „udaje dorosłego”. Brak im zaufania do własnej intuicji i ocen. Zaburzony zostaje też rozwój emocjonalny. Jeśli od matki słyszysz, że twoje uczucia są „głupie”, „przesadzone” albo kompletnie niewidoczne, trudno nauczyć się je rozpoznawać i regulować. Zamiast tego rozwijasz wewnętrznego krytyka, który wiernie powtarza głos matki. W relacjach łatwo wtedy wpaść w dwa skrajne wzorce: albo obsesyjnie zabiegać o akceptację, albo odruchowo unikać bliskości, bo kojarzy się ona z bólem i oceną. „Ja” takiej kobiety przez długi czas odbija głównie to, co widziała w oczach rodzica. Jeśli w tym lustrze dominowało rozczarowanie, zawód, zazdrość, chłód, trudno zbudować na tym obraz kogoś wartościowego. W dorosłym związku ta matczyna rana może skutkować wybieraniem partnerów, którzy powielają znany schemat: są krytyczni, emocjonalnie niedostępni, skupieni na sobie. Może też objawiać się w postaci wiecznego udowadniania światu - i sobie - że „tym razem zasługuję”.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...