Reklama

Toksyczny związek to pojęcie szerokie, ale w praktyce często ma bardzo konkretne objawy: kontrolę, presję, brak szacunku i codzienne podcinanie skrzydeł. Ja non stop czułam napięcie, byłam czujna, cały czas myślałam, że zaraz wydarzy się coś, co „zrobię źle”. Mój były partner próbował ograniczać mój kontakt z rodziną i znajomymi, a ja — zamiast czuć się kochana — coraz częściej czułam się oceniana.

Toksyczny związek potrafi wyglądać „normalnie”. Powinnaś uciekać, ale zamiast tego czujesz wdzięczność

W moim przypadku toksyczność nie zaczęła się od jednego spektakularnego zdarzenia, tylko od drobnych przesunięć granic. Najpierw komentarze, potem „dobre rady”, w końcu wymagania. Mój eks nie chciał, żebym spotykała się z kimś „na mieście” bez niego, a kiedy wychodziliśmy razem, i tak zwykle coś mu nie pasowało. Zwracał uwagę na to, co zakładam i bez oporów komentował moje wybory — najczęściej negatywnie.

Jeżeli przez kilka lat regularnie słyszysz, że jesteś głupia, niedojrzała i beznadziejna, że nie jesteś atrakcyjna, a do tego jesteś powodem czy wręcz źródłem problemów swojego partnera (np. finansowych, choć macie osobne konta i oboje macie stałą pracę), że go męczysz, a nawet, że zniszczyłaś mu życie, zaczynasz w to wierzyć. Nie tylko tracisz pewność siebie, ale również, a może nawet przede wszystkim, masz poczucie, że nie zasługujesz na nic (ani nikogo) lepszego. W końcu TA OSOBA jest na tyle dobra i wspaniała, że jest z tobą mimo wspomnianej beznadziejności oraz innych wad. Powinnaś uciekać, ale zamiast tego... jesteś wdzięczna. To nie dzieje się z dnia na dzień. Najpierw próbujesz tłumaczyć partnera stresem, charakterem, trudnym dniem. Potem ograniczasz tematy, unikasz konfliktów, uczysz się przewidywać jego reakcje. W końcu zaczynasz mierzyć swoją wartość tym, czy dziś była awantura, czy nie. I nawet kiedy pojawia się myśl o odejściu, przychodzi druga: że przesadzasz, że nikt cię nie zrozumie, że może naprawdę jesteś „trudna”.

Jak zakończyć toksyczny związek?

Od rozstania minęły dwa lata, a ja dopiero niedawno zaczęłam mówić o tym związku otwarcie. Kiedy opowiadałam bliskim, co się działo, usłyszałam m.in. „wiesz, ja to nigdy nie byłem jego fanem” albo „to dlaczego ty w ogóle byłaś z takim toksycznym facetem?”. To są zdania, które padają często — czasem z troski, czasem z bezradności — ale potrafią zostawić w człowieku dodatkowy wstyd. W toksycznej relacji łatwo jest stracić kontakt ze sobą. Zaczynasz funkcjonować w trybie przetrwania, a nie podejmowania decyzji. Poza tym dochodzą „wspólne sprawy”: mieszkanie, rzeczy, znajomi, plany, przyzwyczajenia. Każdy dzień w takim układzie dokłada kolejną cegiełkę do poczucia, że odejście jest rewolucją, na którą nie masz siły.

Zakończenie toksycznego związku nie jest łatwe. Sama decyzja to jedno, a wdrożenie jej w życie to drugie. U mnie przełomem okazała się terapia — zaczęta z zupełnie innych powodów. Z czasem zaczęłam lepiej widzieć, ile rzeczy znosiłam „bo tak trzeba” i jak bardzo żyłam w napięciu. Poznałam swoją wartość, a razem z tym pojawiło się pragnienie, żeby wreszcie żyć spokojnie. Kiedy zrozumiałam, że chcę odejść, ułożyłam plan. Zależało mi na dwóch rzeczach: zachować spokój i nie dać się wciągnąć w kolejną manipulację.

Plan na odejście z toksycznego związku:

  1. Ustalenie, co dokładnie chcę powiedzieć i czego nie będę tłumaczyć.
  2. Przygotowanie się na różne reakcje: prośby, ataki, obietnice, odwracanie winy.
  3. Wsparcie — tak, żebym po rozmowie nie została z tym sama.

Rozmowy z moim byłym partnerem były najbardziej obciążające. Nie da się przewidzieć wszystkiego, nawet jeśli zna się drugą osobę latami. Ale gdy w końcu ustaliliśmy, co dalej, a rozstanie zaczęło być realne, fizycznie poczułam ulgę. Popłynęły łzy szczęścia.

Wsparcie bliskich i niezależność to coś, co okazało się dla mnie kluczowe

Bez moich bliskich ta historia wyglądałaby inaczej. Rodzice, przyjaciółki i przyjaciel dali mi poczucie bezpieczeństwa, którego wcześniej bardzo mi brakowało. Sama obecność, gotowość do pomocy i brak oceny okazały się ważniejsze niż jakiekolwiek złote myśli. Wiedziałam, że mogę zadzwonić, przyjść, poprosić i nie usłyszę, że przesadzam. Mój związek trwał blisko cztery lata. Mieszkaliśmy razem, mieliśmy wspólne rzeczy, znaliśmy swoje rodziny i znajomych, to wszystko komplikuje odejście. Jednocześnie miałam niezależność finansową, dzięki czemu mogłam wprowadzić realne zmiany, na przykład wynająć mieszkanie tylko dla siebie. Mam świadomość, że to forma uprzywilejowania.

W przestrzeni publicznej coraz częściej mówi się o przemocy fizycznej i psychicznej, ale przemoc ekonomiczna wciąż bywa pomijana. A przecież wiele osób — szczególnie kobiet — trwa w toksycznych relacjach, bo nie ma zasobów, by odejść: pieniędzy, wsparcia, bezpiecznego miejsca, sprawczości. Dlatego tak ważne jest, żeby patrzeć uważnie na ludzi dookoła i nie ferować wyroków, kiedy widzimy, że ktoś nagle wycofuje się z relacji, milknie albo „dziwnie” znika.

Po toksycznym związku można jeszcze zbudować miłość, która nie zabiera tchu

Czy wyniosłam z tej relacji cokolwiek dobrego? Były jasne momenty, jak w wielu związkach, ale nie potrafię ich odseparować od całości. Najważniejsze, co naprawdę zabrałam dla siebie, to wiedza o tym, jaka jestem w relacji i czego nie chcę już nigdy normalizować. Zrozumiałam, czego szukam w miłości: spokoju, szacunku, ciekawości drugiej osoby — nie kontroli. I ostatnio przekonałam się też o czymś jeszcze: że nawet po toksycznej relacji można znowu się zakochać i zbudować coś dobrego. Bez poświęcania się, bez ciągłego napięcia, bez wrażenia, że miłość trzeba „odpracować”. Znowu poczułam, że oddycham.

Reklama
Reklama
Reklama