Reklama

Pierwsze sygnały przemocy psychicznej potrafią być niemal niewidoczne. Niby rozmawiacie jak zwykle, ale po takiej rozmowie zostaje wstyd, zamęt i myśl: „może to ja przesadzam?”. Właśnie na tym polega problem — osoba stosująca manipulację krok po kroku odbiera pewność siebie, a potem łatwiej steruje twoimi decyzjami, relacjami i zachowaniem.

Zdanie, które powinno zatrzymać cię w miejscu

„Chyba masz coś z głową, idź się leczyć” - tę frazę często słyszą osoby, które zaczynają zauważać u partnera coś niepokojącego i próbują to nazwać. Zamiast rozmowy pojawia się etykietka: sugerowanie choroby psychicznej, wmawianie „wypaczonego” postrzegania świata i podważanie twojej zdolności do oceny faktów. To nie jest przypadkowa uszczypliwość, tylko jeden z klasycznych sygnałów gaslightingu — bardzo niebezpiecznej formy manipulacji. „Gaslighterzy często zdradzają, nadużywają różnorakich substancji, mają konflikty z prawem. Z jednej strony nie chcą odejść od partnerów, a z drugiej nie potrafią ich szanować. Jako psychopaci nie szanują nikogo, ludzie są im potrzebni tylko do zaspokajania własnych potrzeb. Ofiarami gaslighterów są zazwyczaj osoby, które nie wierzą w siebie i mają niskie poczucie własnej wartości” – piszą Joanna Helios i Wioletta Jedlecka w książce „Współczesne oblicza przemocy”.

W praktyce bywa też tak, że na początku relacji wszystko wygląda, jak spełnienie marzeń: czułość, prezenty, szybkie deklaracje i poczucie, że „wreszcie trafiłaś na kogoś wyjątkowego”. To etap, w którym manipulator potrafi cię mocno do siebie przywiązać, a później łatwiej mu przestawić granice i tłumaczyć, że problem leży w tobie. Najczęściej stosowane przez gaslighetrów triki: zaprzeczanie temu, co mówi ofiara i opowiadanie kłamstw na jej temat najbliższemu otoczeniu, izolowanie od rodziny i najbliższych, podważanie uczuć, uderzanie w czułe punkty, wzbudzanie poczucia winy, wprowadzanie w dezorientację poprzez zaprzeczanie rzeczywistym informacjom czy zdarzeniom.

Na czym polega gaslighting i dlaczego tak łatwo w niego wpaść?

Gaslighting jest podstępny, bo rzadko wygląda jak jednorazowy „atak”. To raczej systematyczne przesuwanie odpowiedzialności i rozmywanie faktów, aż zaczynasz kwestionować własne wspomnienia, reakcje i intuicję. Partner może mówić, że „źle pamiętasz”, „zmyślasz”, „histeryzujesz”, a kiedy próbujesz się bronić — sugeruje, że to dowód twojej „niestabilności”. Efekt jest taki, że zamiast oceniać jego zachowanie, zaczynasz kontrolować siebie. Wiele osób zostaje w takiej relacji dłużej, niż myślałyby, że to możliwe, bo w tle działa nadzieja na powrót „tej dobrej wersji” partnera z początku znajomości. To mechanizm, który potrafi trzymać bardzo mocno: pamiętasz czułość i obietnice, więc chcesz wierzyć, że wystarczy „lepiej się starać”, „mniej przesadzać”, „bardziej panować nad emocjami”. Tyle że w zdrowej relacji nie musisz zasługiwać na szacunek.

Skąd wzięła się nazwa i co mówi o tej manipulacji?

Określenie „gaslighting” ma swoje korzenie w kulturze i od lat dobrze opisuje schemat, który dziś bywa spotykany w różnych relacjach. W przedwojennej sztuce Patricka Hamiltona „Gas light": toksyczny mąż wmawia żonie chorobę psychiczną, sugeruje, że słyszy ona dźwięki, które nie docierają do nikogo z otoczenia, lub że widzi rzeczy, które nie istnieją. Stopniowo kobieta staje się coraz bardziej wystraszona, stłamszona, a w końcu popada w obłęd. To ważne, bo pokazuje dynamikę: nie chodzi o jedną kłótnię czy trudny charakter, tylko o proces rozbijania poczucia rzeczywistości. Kiedy ktoś stale podważa twoje doświadczenie, łatwiej jest cię izolować, zawstydzać i ustawiać w pozycji osoby „niewiarygodnej”. A wtedy każdy kolejny problem partner może zbyć jednym ruchem: „to z tobą jest coś nie tak”.

Co możesz zrobić, kiedy widzisz czerwone flagi?

W pierwszej kolejności warto wsłuchać się w to, jak partner mówi do ciebie w napięciu i w konflikcie — bo wtedy wychodzą mechanizmy. Pomocne bywa też nazywanie faktów (co się stało, co zostało powiedziane, co poczułaś) i trzymanie się swojego prawa do emocji, bez tłumaczenia się z nich. Jeśli słyszysz, że „reagujesz na wyrost” albo że „wymyślasz”, potraktuj to jako sygnał ostrzegawczy, nie jako informację o twojej wartości. „Jednocześnie nie zawsze da się z tego wyjść samodzielnie, zwłaszcza jeśli manipulacja trwa długo i podkopała twoją pewność siebie.Bardzo potrzebna jest pomoc osoby z zewnątrz. Może to być rozmowa z kompetentnym specjalistą, pracownikiem socjalnym, psychologiem, pedagogiem, która pozwoli uświadomić sobie i zrozumieć mechanizmy przemocy. Najtrudniejsze to uświadomić sobie, że jesteśmy ofiarami przemocy – że nie jest to ani norma, ani naturalny porządek świata” – wyjaśnia dr Kowalczyk cytowany w artykule SWPS „Nie tylko siniaki na ciele. Przemoc w związku” Ewy Pluty.

Jeśli podobne sytuacje wracają, nie wchodź w rolę osoby, która ma udowadniać, że „nie jest przewrażliwiona”. Długotrwałe życie w takim napięciu potrafi skończyć się poważnym kosztem psychicznym. Szukaj wsparcia w zaufanych osobach i w miejscach, które pomagają osobom doświadczającym przemocy. Najważniejsze: nie musisz czekać, aż będzie „wystarczająco źle”, żeby uznać, że to już przekracza twoje granice.

Reklama
Reklama
Reklama