Niebezpieczne zjawisko, które pojawia się po rozstaniu. Jak wygląda seagulling w praktyce i dlaczego tak mocno rani?
Seagulling coraz częściej pojawia się w relacjach po rozstaniu. Jedna osoba nie chce już związku, ale jednocześnie nie pozwala drugiej naprawdę odejść i ułożyć sobie życia z kimś innym. Efekt przypomina emocjonalne trzymanie „na ławce rezerwowych”. Rozpoznanie seagullingu pomaga nazwać to, co dzieje się w relacji, szybciej dostrzec niezdrowe schematy i podjąć decyzję, która realnie zadba o twoje granice i spokój.

Seagulling to kolejne pojęcie, które trafia do słownika współczesnego randkowania. Opisuje sytuację, w której ktoś nie chce z tobą związku, ale jednocześnie nie pozwala ci spokojnie odejść i ułożyć sobie życia z kimś innym. Ten wzorzec zachowania mocno obciąża psychikę, podcina poczucie własnej wartości i blokuje przed wejściem w zdrową relację. Rozpoznanie seagullingu z wyprzedzeniem pozwala szybciej się odciąć i chronić własne emocje.
Seagulling – co oznacza ten nowy trend randkowy?
Seagulling to zachowanie, w którym jedna osoba nie jest zainteresowana realnym związkiem, ale nie chce stracić wpływu na drugą stronę. Nie deklaruje chęci budowania relacji, nie planuje wspólnej przyszłości, za to reaguje niepokojem i zazdrością, gdy ta druga osoba próbuje iść dalej. To trochę jak trzymanie kogoś „na ławce rezerwowych” bez prawa do zmiany klubu. Nazwa nawiązuje do zachowania mew. Te ptaki potrafią wyrwać jedzenie innym, nawet gdy same nie są głodne. Chodzi o to, by nikt inny nie mógł z tego skorzystać. W relacjach działa to podobnie. Partner lub była partnerka traktuje drugą osobę jak zasób, który ma pozostać dostępny, ale nie może stać się najważniejszy dla kogoś innego.
Seagulling a inne toksyczne zachowania w randkowaniu
W ostatnich latach w rozmowach o relacjach często pojawiają się takie pojęcia jak ghosting, breadcrumbing, future faking czy pocketing. Każde opisuje inny wzorzec unikania odpowiedzialności w relacji. Seagulling ustawia się obok nich, ale ma swoją specyfikę. Przypomina breadcrumbing, bo też polega na dawaniu „okruchów” uwagi. Różnica jest taka, że w seagullingu głównym celem staje się blokowanie drugiej osoby przed wejściem w coś nowego. To już nie tylko flirtowanie, gdy jest nudno. To bardziej aktywne pilnowanie, by były lub potencjalny partner nie poczuł się naprawdę wolny. Blisko mu też do tzw. orbitingu. To sytuacja, w której ktoś znika z relacji, ale „krąży” wokół twojego życia w social mediach tj. obserwuje stories, lajkuje, komentuje. W seagullingu to „krążenie” ma jednak wyraźniejszy cel. Ma utrzymywać przywiązanie i nadzieję, że „może jeszcze kiedyś”, choć takiej realnej intencji nie ma.
Skąd wziął się seagulling i czemu tak łatwo się rozprzestrzenia?
Pierwsze wzmianki o seagullingu pojawiły się w czasie pandemii. Izolacja, ograniczone kontakty społeczne i ogólny lęk sprzyjały odświeżaniu dawnych relacji. Wiele osób pisało do byłych partnerów „z ciekawości”, z potrzeby poczucia, że ktoś znajomy jest po drugiej stronie. Część z tych kontaktów nigdy nie miała stać się prawdziwym powrotem do związku. Dla jednej strony był to sposób na ulgę w samotności, dla drugiej źródło fałszywej nadziei. Ekspertki od relacji zwracają uwagę na jeszcze jedną rzecz. To trudność w domykaniu historii. Rozstanie uruchamia poczucie straty. Pojawiają się żal, smutek, czasem poczucie porażki. Łatwiej bywa nie mówić „to koniec”, tylko zostawić sobie uchyloną furtkę. W praktyce oznacza to, że były partner lub partnerka nigdy nie dostają jasnego sygnału, że mogą ruszyć dalej. Na seagulling mocno wpływa też sposób, w jaki dziś randkujemy. Aplikacje randkowe uczą, że zawsze „coś jeszcze” może się trafić. Z jednej strony pojawia się więc lęk przed zamknięciem starej relacji, z drugiej – chęć sprawdzenia, co jeszcze oferuje rynek. Były partner ma wtedy pełnić rolę emocjonalnej „poduszki bezpieczeństwa”. Jest na miejscu, gdy nowe znajomości się nie udają.
Jak wygląda seagulling w praktyce – realne scenariusze
W praktyce seagulling rzadko jest oczywisty od pierwszego dnia. Na początku przypomina przedłużające się, trudne rozstanie albo „skomplikowaną relację”. Do momentu, gdy zaczynają powtarzać się konkretne schematy.
Scenariusz pierwszy: para rozstaje się po dłuższym związku. Jedna strona twierdzi, że „nie jest gotowa na związek”, „potrzebuje pobyć sama”, „nie chce nikogo ranić”. Zrywa, ale po kilku tygodniach zaczyna regularnie pisać. Wysyła wspólne wspomnienia, piosenki „które przypominają nas”, emoji z serduszkami. Gdy druga osoba zaczyna spotykać się z kimś nowym, pojawia się: „serio tak szybko?”, „a ja myślałem, że może jeszcze spróbujemy”. Deklaracji brak, za to emocjonalny haczyk znów się pojawia.
Scenariusz drugi: ktoś mówi wprost: „nie chcę związku”, „nie szukam niczego poważnego”. Mimo to utrzymuje stały kontakt, pisze późno w nocy, dzieli się osobistymi historiami, okazuje czułość na spotkaniach. Gdy padnie pytanie: „czy jesteśmy razem?”, pada odpowiedź typu: „nie chcę się etykietować”, „jest mi z tobą dobrze, po co to nazywać”. Gdy druga strona próbuje się odsunąć, pojawiają się sygnały zazdrości, wyrzuty, a czasem dramatyczne wiadomości w stylu: „bez ciebie moje życie nie ma sensu”.
Scenariusz trzeci: to wariant po rozstaniu. Były partner twierdzi, że „chce zostać przyjacielem”. Pisze, gdy jest mu źle, pyta o radę, dzwoni po nocach „bo tylko ty mnie rozumiesz”. Gdy słyszy, że jego była spotyka się z kimś nowym, bagatelizuje to, podważa, żartuje z nowej osoby. Nie mówi: „wróćmy do siebie”, ale robi wiele, by kolejny związek się nie rozwinął. We wszystkich tych historiach powtarza się jedno. Druga osoba ma pozostać emocjonalnie dostępna, ale nie może dostać jasnej deklaracji „tak, chcę z tobą być”.
Po czym poznać, że ktoś stosuje wobec ciebie seagulling?
Seagulling często odkrywa się dopiero wtedy, gdy uda się spojrzeć na relację z dystansu. Pomaga zwrócenie uwagi na kilka charakterystycznych elementów. Pierwszy sygnał to rozjazd między słowami a zachowaniem. Ktoś powtarza, że „nie chce związku”, ale zachowuje się jak partner, gdy grozi, że możesz zniknąć. Pojawiają się czułość, wspomnienia, plany wspólnych wyjazdów „kiedyś”. Gdy pytasz o konkrety tu i teraz, temat się rozmywa. Drugi element to reakcje na twoją próbę pójścia dalej. Seagulling ujawnia się najmocniej wtedy, gdy zaczynasz budować coś nowego. Nagle osoba, która miesiącami była niepewna, pisze codziennie, proponuje spotkania, wysyła sygnały zazdrości. Związek dalej nie jest proponowany, ale nacisk, byś jednak „nie szła tak szybko w coś nowego”, rośnie.
Trzeci znak to nieustanne przyciąganie i odpychanie. Gdy się oddalasz, druga strona robi wszystko, by cię zatrzymać. Gdy wracasz emocjonalnie, znów się wycofuje. Tworzy się huśtawka, która przypomina emocjonalny rollercoaster. Po fazie intensywnego kontaktu przychodzi cisza lub chłód. Po twojej próbie odcięcia – gwałtowny powrót zainteresowania. Czwarty element dotyczy twojego samopoczucia. Jeśli relacja sprawia, że ciągle czekasz na sygnał, stale analizujesz, co „naprawdę” miał na myśli, śledzisz jego aktywność online, a jednocześnie nie umiesz odpowiedzieć na pytanie: „czy jesteśmy razem?”, to mocny sygnał ostrzegawczy.
Dlaczego seagulling tak mocno uderza w psychikę?
Długotrwałe trwanie w takim układzie przypomina życie w stanie przedłużonego napięcia. Układ nerwowy jest stale pobudzony. Oczekujesz wiadomości, interpretujesz każdy znak, przeżywasz wzloty i upadki w zależności od tego, czy dziś jest dzień „bliskości”, czy „dystansu”. To trochę jak uzależnienie od nieregularnej nagrody. Nigdy nie wiesz, kiedy dostaniesz dawkę czułości, więc myślisz o tym cały czas. Z czasem podupada samoocena. Skoro ktoś nie potrafi się zdecydować, zaczynasz szukać winy w sobie. Pojawiają się myśli: „gdybym była ciekawsza, odważyłby się na związek”, „gdybym była spokojniejsza, nie bałby się zobowiązań”. To klasyczny schemat, który zdejmuje odpowiedzialność z osoby, która korzysta z twojej dostępności, nie dając jasnej decyzji. Takie doświadczenia zapisują się też jako wzorzec relacji. Zaczynasz nieświadomie uznawać, że miłość zawsze wiąże się z niepewnością, czekaniem i bólem. W kolejnych związkach możesz mieć trudność z zaufaniem nawet wtedy, gdy trafisz na osobę, która komunikuje się uczciwie. Twój wewnętrzny „radar” jest już ustawiony na chaos.
Jak reagować na seagulling – co możesz zrobić krok po kroku?
Pierwszym ważnym etapem jest nazwanie tego, co się dzieje. Samo uświadomienie sobie: „to nie jest wyjątkowa, trudna miłość, tylko seagulling”, pomaga odzyskać kawałek sprawczości. Przenosi historię z obszaru romantycznego dramatu do obszaru konkretnego wzorca zachowania. Kolejny krok to spojrzenie na fakty. Warto dosłownie odpowiedzieć sobie na kilka pytań na kartce. Czy ta osoba jasno mówi, że chce być w związku – tu i teraz, nie „kiedyś”? Czy umawiacie się na konkretne rzeczy, czy raczej wszystko jest w przyszłościowym trybie: „zobaczymy”, „może”? Czy twoje potrzeby bliskości i bezpieczeństwa są realnie brane pod uwagę? Taka „inwentaryzacja” usuwa mgłę z oczu.
Potem przychodzi moment decyzji o granicach. Dla wielu osób najbardziej skuteczne okazuje się ograniczenie kontaktu do minimum albo całkowite wyłączenie komunikacji na jakiś czas. To wymaga odwagi, bo wiąże się z lękiem przed pustką. Równocześnie dopiero cisza pozwala organizmowi się uspokoić. Nie każdy może zupełnie zniknąć z życia byłego partnera, szczególnie gdy łączą was dzieci lub praca. W takiej sytuacji pomaga jasne zawężenie tematyki rozmów, bez wracania do spraw sercowych.
Ogromnym wsparciem bywa też rozmowa z kimś spoza układu. Przyjaciółka, która zna cię od lat, często widzi rzeczy, których ty w środku historii nie dostrzegasz. Gdy opowiadasz konkrety, a nie tylko swoje nadzieje, łatwiej złapać dystans. Czasem wystarczy jedno zdanie z zewnątrz w stylu: „on chce, żebyś była, ale nie chce być z tobą”, żeby szeroko otworzyć oczy.
Kiedy to już za dużo i warto poszukać profesjonalnego wsparcia
Sygnałem alarmowym jest moment, w którym ta relacja zaczyna przysłaniać całe życie. Gdy trudno ci się skupić na pracy, rezygnujesz z planów dla jednego spotkania, nie śpisz, bo czekasz na wiadomość. Gdy kolejne miesiące mijają na analizowaniu czyjegoś nastroju, a nie na własnych decyzjach. To znak, że ten układ kosztuje cię za dużo. W takiej sytuacji rozmowa ze specjalistą może być realnym oddechem. Pozwala zobaczyć, jaką cenę płacisz za trwanie w zawieszeniu. Ułatwia też dotarcie do źródła tego, dlaczego taki wzorzec w ogóle jest dla ciebie znajomy. Często wiąże się to z wcześniejszymi doświadczeniami – w domu, z rodzicami, w poprzednich relacjach. To nie jest „twoja wina”, ale ważna informacja o tym, czego nauczyłaś się na temat bliskości. Świadome przepracowanie tego schematu sprawia, że kolejnym razem szybciej wychwycisz pierwsze symptomy seagullingu. Nie będziesz już tłumaczyć cudzego niezdecydowania jako „trudnej przeszłości” czy „wrażliwości”. Zobaczysz, że masz prawo oczekiwać jasnego „tak” lub „nie”.
Seagulling jako przypomnienie, że twoje granice są ważne
Seagulling jest jednym z wielu współczesnych zjawisk randkowych, które mają wspólne jądro: ktoś chce czerpać korzyści z twojej obecności, nie biorąc odpowiedzialności za konsekwencje. Niezależnie od nazwy, sedno pozostaje podobne – jedna strona blokuje drugiej wolność emocjonalną. W świecie, w którym randkowanie coraz częściej odbywa się online, a relacje łatwo się zaczyna i równie łatwo kończy bez słowa, umiejętność stawiania granic przestaje być dodatkiem. Staje się podstawowym narzędziem dbania o siebie. Jasne „nie chcę takiej relacji” nie jest przejawem bycia „zbyt wymagającą”. Jest znakiem, że traktujesz poważnie własny czas, emocje i energię. Seagulling może boleć. Jednocześnie bywa momentem przebudzenia. Pokazuje jasno, że bycie „w rezerwie” nie jest twoim życiowym zadaniem. Relacja ma cię wspierać i rozwijać, a nie trzymać w zawieszeniu. Jeśli ktoś krąży wokół ciebie jak mewa nad plażą, warto przypomnieć sobie, że nie jesteś ani okruchem, ani resztką do podbierania. Jesteś osobą, która ma prawo do pełnego, a nie połowicznego „bycia z kimś”.