Reklama

W epoce Tindera, Instagrama i randek na czacie, stereotypowy „zły chłopak” w skórzanej kurtce przesunął się na dalszy plan. Jego miejsce zajął ktoś pozornie zupełnie inny. Zamiast zdjęć z siłowni pokazuje półkę z książkami, zamiast filmików z driftu wrzuca relacje z wystaw i demonstracji. Na pierwszy rzut oka wygląda jak spełnienie marzenia: wrażliwy, refleksyjny facet, który „nie jest jak inni”. Właśnie na ten obraz pracuje softboi. W wiadomościach sprawia wrażenie głębokiego, skomplikowanego i kompletnie nietypowego. W praktyce często okazuje się chłopakiem, który ubrał klasyczną grę w nową estetykę. Zamiast otwarcie „bajerować”, robi to za pomocą wierszy, filozofii i deklarowanej empatii. Warto wiedzieć, jak rozpoznać ten mechanizm.

Softboi, czyli wrażliwość jako strategia

Softboi to przede wszystkim określony styl bycia. Łatwo go wypatrzeć na ulicy czy w feedzie. Czapka beanie, luźne spodnie, Vansy albo inne „kultowe” trampki, sweter z second-handu, delikatna biżuteria. Do tego wiecznie zamyślony wzrok i postawa kogoś, kto właśnie rozważa sens istnienia. Ten obraz nie jest przypadkowy. W social mediach układa z tego całe uniwersum. Wraca z wernisażu i wrzuca story, dzieli się kadrami z małych koncertów, poleca niszowe filmy. Między nimi pojawiają się screeny wierszy, fragmenty esejów, długie opisy o wrażliwości i samotności. W tle powtarza się jeden komunikat: on czuje więcej, widzi więcej, rozumie głębiej. Często dochodzi jeszcze wizerunek dobrotliwego filantropa, który działa „po cichu”. Pisze o tym, że pomaga słabszym, wspiera różne inicjatywy i nie potrzebuje za to uznania. Z jego profilu wyłania się ktoś o nieskończonych pokładach empatii. Idealny kandydat dla kogoś, kto marzy o partnerze nastawionym na bliskość, a nie pokazówki. Problem w tym, że w wielu przypadkach to jedynie kostium. Pod nim kryje się zwykły podrywacz, tylko że w poetyckiej wersji.

Jak internet zdemaskował „wrażliwego manipulatora”?

Termin „softboi” przebił się do szerszej świadomości między innymi dzięki kontom w mediach społecznościowych, które zaczęły archiwizować rozmowy z tego typu facetami. Jednym z najbardziej znanych jest instagramowe „@beam_me_up_softboi”. Na screenach widać powtarzalny wzór: długie tyrady o sztuce i emocjach, przeplatane nagłym znikaniem, robieniem z siebie ofiary i próbami wywołania poczucia winy u dziewczyny, która „nie docenia jego głębi”. Te wiadomości pokazują, że wrażliwość w wydaniu softboia rzadko jest autentyczna. To raczej zestaw dobrze dobranych fraz. On nie napisze wprost, że „chce się tylko przespać”. Zamiast tego opowie, jak bardzo jest zmęczony powierzchownymi relacjami i jak pragnie prawdziwego połączenia na każdym poziomie. W praktyce to połączenie kończy się zazwyczaj, kiedy dostanie to, na czym mu zależało.

Wieczny outsider: zawsze pod prąd, zawsze ponad tłumem

Jedną z najmocniejszych czerwonych flag jest jego obsesja na punkcie bycia innym niż wszyscy. Softboi nigdy nie przyzna, że podoba mu się coś popularnego. Jeśli film jest hitem, natychmiast nazwie go banalnym. Jeśli zespół zdobywa listy przebojów, z miejsca traci w jego oczach wartość. Wybiera to, co niszowe, ale bardziej po to, by się odróżnić, niż z autentycznej miłości. Spotkasz go raczej w małej galerii niż w sieciówce z burgerami. W sklepie z antykami, na wieczorku poetyckim, w skateparku, na mikro-festiwalu, o którym wiedzą tylko „swoi”. Sama w sobie taka mapa miejsc brzmi atrakcyjnie. Kluczowe jest to, jak on o tym mówi. Zazwyczaj podkreśla, że tylko tam może „odetchnąć od plastiku tego świata”. To nie jest po prostu facet z alternatywnym gustem. To ktoś, kto buduje na tym swoją rzekomą wyższość.

Indywidualista, którego świat kręci się głównie wokół niego

Softboi lubi narrację „nikt mnie nie rozumie”. W rozmowach często wspomina, że w liceum czy na studiach czuł się obcy, że zawsze był „za bardzo”, za wrażliwy, za skomplikowany. Taki wizerunek błyskawicznie przyciąga osoby, które same nie czuły się do końca dopasowane do grupy. Łatwo wtedy uwierzyć, że wreszcie trafiłaś na bratnią duszę. Przy dłuższym kontakcie wychodzi na jaw, że jego indywidualizm bywa bardzo szczelny. Ma swój świat, do którego wpuszcza cię tylko na warunkach, jakie sam ustala. Rozmowy krążą wokół jego przeżyć, jego twórczości, jego planów. Kiedy próbujesz wnieść własne tematy, płynnie wraca do siebie. W praktyce to nie tyle „niezrozumiany artysta”, ile egocentryk w romantycznej oprawie.

„Dobry chłopak”, który świetnie wygląda na papierze

Kolejnym rozpoznawalnym elementem jest jego zaangażowanie w sprawy społeczne. Softboi bardzo chętnie deklaruje wsparcie dla ruchów równościowych, w tym feministycznych. Udostępnia posty o prawach kobiet, mówi o terapii, zdrowiu psychicznym, toksycznej męskości. Na poziomie słów brzmi jak idealny sojusznik. Tyle że często wszystko kończy się na deklaracjach. On wie, jakich haseł użyć, żeby zbudować wizerunek „dobrego chłopaka”, który jest lepszy od „typowych facetów”. Rzadko jednak idzie za tym realna konsekwencja w prywatnych relacjach. W social mediach potępia przemoc i manipulację, a w wiadomościach do ciebie potrafi stosować emocjonalne szantaże i odwracanie kota ogonem. Aktywistyczne hasła stają się częścią gry, a nie wyrazem wartości.

Delikatne ego, ogromna potrzeba podziwu

Softboi nie epatuje muskułami ani drogimi gadżetami. Jego próżność działa inaczej. Potrzebuje, żebyś zachwycała się jego gustem, wiedzą, artystycznymi wyborami. Chętnie podsuwa ci nazwiska twórców, których „powinnaś znać”. Jeśli czegoś nie czytałaś albo nie słuchałaś, zyskuje pretekst, by „wprowadzić cię w ten świat”. Z poziomu równej rozmowy szybko robi się wykład. Przy znajomych lubi błyszczeć opowieściami o tym, co przeczytał, kogo zna, jakie projekty robił „dawno temu, zanim to było modne”. Niby się z tego śmieje, ale uważnie obserwuje reakcje. Potrzebuje poklasku, choć udaje, że go nie interesuje opinia innych. W relacji z nim łatwo stracić poczucie, że twoje doświadczenia są równie ważne jak jego.

Empatia jako narzędzie. Jak działa emocjonalny manipulator?

Najbardziej niebezpieczna cecha softboia to sposób, w jaki obchodzi się z cudzymi emocjami. Na początku jest niezwykle uważny. Zadaje głębokie pytania, delikatnie zachęca do zwierzeń, tworzy poczucie bezpiecznej przestrzeni. Opowiada o własnych zranieniach, o trudnym dzieciństwie, toksycznych byłych. Łatwo wtedy uwierzyć, że wreszcie trafiłaś na kogoś, kto nie boi się mówić o uczuciach. Równolegle buduje mapę twoich wrażliwych punktów. Wie, co cię boli, czego się boisz, na czym ci zależy. Potem zaczyna tym grać. Raz zasypuje cię czułością, innym razem nagle znika. Raz mówi, że jesteś jedyną osobą, która go naprawdę rozumie, a chwilę później sugeruje, że „go zawodzisz”, bo nie reagujesz tak, jak oczekiwał. To klasyczne techniki manipulacji: idealizowanie, dewaluowanie, wzbudzanie winy.

Fot. Getty Images / Maskot
Fot. Getty Images / Maskot
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...