„Granny sandals” to buty, które będziemy nosiły przez całe lato! Wyglądają jak pożyczone z garderoby babci, a są trendem sezonu!
„Granny sandals” to buty, które nie tylko ja będę wkrótce miała w swojej garderobie! Zamiast „gonić” tylko to, co nowe i „świeżo wyjęte” z wybiegów, wracamy pamięcią do szaf naszych babć i mam. Kochamy retro, kochamy vintage, kochamy rzeczy, które wyglądają jak znalezione w starym pudełku na strychu – trochę sentymentalne, ale przez to wyjątkowe. Trend grandmacore wzbudza coraz większe zainteresowanie w sieci. Dlatego wybrałam 5 „babcinych sandałów”, które idealnie wpisują się w tę estetykę!

Grandmacore to świadome docenienie wszystkiego, co w babcinych stylizacjach było genialne już wtedy, tylko nie umiałyśmy tego jeszcze nazwać. Stabilny obcas zamiast 12-centymetrowej szpilki, szerokie paski, które naprawdę trzymają stopę, pełniejsze cholewki, w których dało się przejść pół miasta. Dzisiaj, kiedy ważny jest dla nas komfort, nagle okazuje się, że sandały inspirowane garderobą babci mają w sobie wszystko: wygodę, charakter i ten cudowny vintage’owy vibe, którego nie da się podrobić.
„Granny sandals” – te buty to wielki trend lata 2026!
Kiedy patrzę na „granny sandals”, widzę mieszankę kilku estetyk naraz. Z jednej strony jest tu klimat letnich wakacji w uzdrowisku, spacerów po deptaku w Ustce w latach 90. Z drugiej – bardzo mocne nawiązanie do estetyki retro z filmów: proste, szerokie paski, zaokrąglone noski, lekkie, czasem aż „niepozorne” obcasy. I to jest właśnie to, co mnie w nich najbardziej przyciąga. Po latach dominacji sandałów na cienkiej szpilce, te babcine modele wnoszą do garderoby mnóstwo świeżości! Zobaczcie 5 modeli „babcinych sandałów”, na które warto zwrócić uwagę w tym sezonie!
„Granny sandals”, H&M
Pierwszy model, który przychodzi mi do głowy, to sandały z H&M, które spokojnie mogłabym znaleźć w szafie mojej babci obok wyszywanej chustki i lnianej sukienki. Mają ten charakterystyczny, pełniejszy przód, szerokie paski, delikatnie podwyższoną podeszwę. Czuję w nich zapowiedź letniego popołudnia spędzonego na balkonie z książką i herbatą w szklance z koszyczkiem. Wyobrażam sobie je zestawione z białą sukienką w drobne hafty, z koszulową tuniką, ale też z bardzo współczesnymi jeansami 7/8 i prostym t-shirtem. To jest właśnie magia „granny sandals”: przenoszą każdy look o krok bliżej retro, nawet jeśli cała reszta garderoby jest zupełnie współczesna.
Plecione sandały, Zara
Zupełnie inną wersję tego trendu widzę w sandałach z Zary – tych z plecionką i odkrytą piętą. One wyglądają trochę jak hybryda sandałów plażowych z dawnych zdjęć rodzinnych i butów, które widuje się w małych włoskich miasteczkach. Pleciony przód sprawia, że stopa jest osłonięta, z kolei odkryta pięta dodaje lekkości. Gdy patrzę na ten model, od razu widzę go w połączeniu z sukienką w kratkę, słomkowym kapeluszem i wiklinową torebką. To jest grandmacore w najczystszej postaci – trochę nostalgicznym, trochę wakacyjnym, ale totalnie gotowy na współczesne ulice.

Babcine sandały, Reserved
Reserved serwuje z kolei wersję „granny sandals”, która idzie w stronę „babcinej elegancji”. Skórzane sandały z owczej skóry przypominają mi buty, które moja babcia zakładała na ważniejsze wyjścia. Tutaj czuć jakość materiału, miękkość skóry, która z czasem będzie tylko lepiej układać się na stopie. Mamy tu konstrukcję, która nie ściska, tylko naprawdę pracuje z nogą. Widzę je z rozkloszowaną spódnicą midi, jedwabną koszulą, ale też z prostą letnią garniturową stylizacją.
Sandały babci, Mohito
W Mohito natomiast wypatrzyłam czółenka na szpilce. Mają smuklejszy obcas, ale ich forma, zaokrąglone kształty, sposób zabudowania przodu – znów przywodzą mi na myśl styl starszych pokoleń. Czółenka, które mogłyby stać na toaletce obok puderniczki i buteleczki perfum z atomizerem. Ja takie buty widzę w połączeniu z sukienką w groszki, ołówkową spódnicą, kardiganem zarzuconym na ramiona.
„Granny sandals”, Renee
No i wreszcie odkryłam w Renee brązowe sandały Vices ozdobione cienkimi paskami. To dla mnie najbardziej „współczesna” interpretacja „granny sandals”. Mają w sobie coś z babcinych sandałów – szczególnie w kolorze, który od razu kojarzy mi się z brązową skórą z dawnych lat – ale jednocześnie projektant wyraźnie poszedł w stronę bardziej modowego wyrazu. Cienkie paski przeplatają się wokół stopy, tworząc delikatną „pajęczynę”, która w połączeniu z niskim, wygodnym obcasem daje mieszankę retro i nowoczesności. Ten model najchętniej zestawiłabym z dżinsami typu wide leg i prostą białą koszulą – nic więcej nie trzeba, bo sandały same opowiadają historię.