Reklama

„Brzydkie buty” w ostatniej dekadzie wyszły na pierwszy plan. Od masywnych sneakersów przez klapki Birkenstock, po ortopedyczne sandały. Przestały być „powodem do wstydu”, a zaczęły sygnalizować pewną świadomość trendów. Mechanizm jest prosty: kiedy moda ma przesyt wyidealizowanej „ładnej” estetyki, szuka przeciwwagi w tym, co celowo nieoczywiste, czasem wręcz kanciaste i wyjęte z przeszłości. New Balance od dawna grał w tej lidze, zanim zrobiło się o niej głośno. Modele biegowe marki nosili ojcowie, wujkowie, biegacze-amatorzy i ci, którzy po prostu cenili wygodę. Było w nich coś rozbrajająco „niemodowego” – przynajmniej do momentu, kiedy świat streetwearu i high fashion postanowił spojrzeć na nie inaczej. Zaczęły się kolaboracje, kampanie, powroty archiwalnych modeli. I nagle te same buty, które kojarzyły się z zakupami w hipermarkecie, pojawiły się na wybiegach i w modowych editorialach.

Dlaczego wszyscy chcą nosić sneakersy New Balance 530?

Model 530 to ucieleśnienie tej przemiany. Klasyczne, biegowe sneakersy z przełomu lat 90. i 2000., z siateczką, wstawkami z syntetycznej skóry, z charakterystycznym logotypem „N” i podeszwą, która wygląda jak wyciągnięta z katalogu sportowego z 2003 roku. Czyli dokładnie to, co jeszcze niedawno wielu z nas odrzucało. A jednak w tym momencie 530 trafił w sam środek tęsknoty za „prawdziwymi” przedmiotami. Do gry weszła też nostalgia. Milenialki doskonale pamiętają takie buty z dzieciństwa: rodziców, nauczycieli WF-u, pierwszych biegowych kampanii.

fot. Jeremy Moeller / Getty Images
fot. Jeremy Moeller / Getty Images

Gen Z odkrywa to wszystko na nowo, już bez bagażu skojarzeń, widząc w 530 autentyczność. Do tego dochodzi wyraźne zmęczenie ciężkimi, przerysowanymi „chunky sneakers”, które opanowały ulice kilka sezonów temu. 530 oferuje coś pośredniego: nadal mają sportowy rodowód, ale są lżejsze wizualnie, bardziej proporcjonalne, łatwiejsze do „oswojenia”. W tle jest też rosnąca popularność normcore’u. New Balance 530 idealnie wpisuje się w ten klimat: neutralne kolory, fason, który wygląda, jakby w modzie był od zawsze. W stylówkach influencerek i redaktorek mody często pojawiają się w zestawieniu z luksusowymi płaszczami, kaszmirowymi swetrami, dobrze skrojonymi spodniami.

fot. Jeremy Moeller / Getty Images
fot. Jeremy Moeller / Getty Images

Jak New Balance 530 zmieniają stylizacje?

530 mają jedną niezwykłą cechę: potrafią natychmiast „odpiąć” stylizację od zbyt eleganckiego, przewidywalnego toru. Sukienka midi, która w zestawie z balerinami wyglądałaby bardzo grzecznie, z tymi sneakersami nabiera miejskiego charakteru. Garniturowe spodnie i koszula? W połączeniu z 530 wyglądają tak, jakby wyszły prosto z paryskiego biura kreatywnej agencji, gdzie dress code istnieje tylko na papierze. Świetnie odnajdują się w duecie z dżinsami – zwłaszcza prostymi, lekko szerokimi lub typu „dad jeans”. Tworzą wtedy spójną całość: trochę retro, trochę „niewymuszoną”, jakby ktoś wyszedł z domu w tym, co akurat miał pod ręką, a jednak efekt jest bardzo świadomy. W letnich stylizacjach można je zobaczyć z szortami garniturowymi, białym t-shirtem i marynarką oversize – to połączenie, które sprawia, że nawet bardzo proste ubrania wyglądają jak zdjęcie wycięte z magazynu street style.

fot. Jeremy Moeller / Getty Images
fot. Jeremy Moeller / Getty Images

Ważny jest też kolor. Kultowa wersja biała z szarymi i srebrnymi wstawkami niesie w sobie esencję estetyki Y2K. Neutralne beże i odcienie off-white wpisują się w garderoby zdominowane przez len i bawełnę. Czarne lub ciemniejsze warianty wprowadzają lekki, sportowy styl, idealny do total black looków. W każdym z tych przypadków model 530 nie próbuje być „ładny” w klasycznym sensie – bardziej intrygujący, charakterystyczny, trochę przekorny.

fot. Materiały prasowe / Modivo
fot. Materiały prasowe / Modivo

Dlaczego „ugly” tak bardzo kusi?

Obsesja na punkcie New Balance 530 zdradza coś istotnego o dzisiejszej modzie. „Brzydkie” buty pozwalają złamać zasady, które przez lata były wpisane w kobiecą garderobę: że elegancja wymaga obcasów, że sportowe buty nadają się tylko na siłownię. 530 wchodzą do biura, na spotkania, na randki – i robią to bez przeprosin, z pełną świadomością swojego nieoczywistego uroku. W świecie, który coraz bardziej docenia komfort i autentyczność, taki model staje się czymś więcej niż chwilową modą. To sygnał: można kochać modę, mieć oko do detalu, a jednocześnie wybierać coś, co pierwotnie wydawało się nieatrakcyjne. Można przewartościować własne przyzwyczajenia, zakochać się w fasonie, który jeszcze wczoraj wydawał się nie do przyjęcia. Dla wszystkich fanów estetyki „ugly shoes” znalazłam równie intrygujące modele, jak New Balance 530!

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...