Reklama

Bez wątpienia „Diabeł ubiera się u Prady” jest jednym z moich najważniejszych modowych filmów. Obejrzałam go jeszcze zanim zostałam redaktorką mody i już wtedy fascynował mnie nie tylko świat mediów, ale też i środowisko twórców haute couture. Bohaterka tego filmu zdecydowanie przypomina mi siebie z początków kariery zawodowej. Każda z nas była kiedyś taką Andy. Jej stylizacje wydawały mi się takie „normalne”, nie rozumiałam, dlaczego Miranda tak dosadnie skrytykowała jeden z najważniejszych zestawów Andy. Dziś już wiem, że nie chodziło po prostu o sweter, ale o samą ideę.

Kultowa stylizacja Anne Hathaway w „Diabeł ubiera się u Prady”

Dwadzieścia lat temu stylizacja Andy należała do typowych dla tej dekady zestawów. Klasyczny sweter, wystająca spod niego elegancka koszula, spódnica przed kolano i czółenka na obcasie. Współcześnie, to właśnie ta kompozycja pojawia się w kreacjach najważniejszych modowych twórców. Tego pamiętnego dnia w redakcji „Runway” Andy miała na sobie cerulejski sweter (daję głowę, że tak jak ja, właśnie od wtedy znacie tę nazwę), błękitną koszulę, spódnicę w romby, czarne rajstopy i czółenka. Teraz dokładnie takie stylizacje można zobaczyć na ulicach Kopenhagi czy w Paryżu. Jesteśmy zachwycone tym, jak wyglądała bohaterka filmu nie tylko po „przemianie”, ale też w momencie, gdy była „zwykłą” dziewczyną. Odtworzenie jej stylizacji okazało się zaskakująco proste!

Odtworzyłam stylizację Andy Sachs z „Diabeł ubiera się u Prady”!

Teoretycznie to nie było wcale takie trudne, jednak warto było przyjąć zasadę, że stylizacja Andy jest inspiracją, a nie jej wierną kopią czy repliką. Dzięki czemu, w takim zestawie mógł pojawić się współczesny wątek.

fot. Katarzyna Martyn / materiały prywatne
fot. Katarzyna Martyn / materiały prywatne

Andy miała na sobie sweter o warkoczowym splocie. Ja do swojego zestawu wybrałam gładki model. Zależało mi na tym, żeby znaleźć jak najbardziej wierny odcień koloru niebieskiego oraz na jakości swetra. Dlatego też postawiłam na model z Reserved, który wykonany został w 100% z wełny. Podoba mi się w tym swetrze to, że nie jest „ciężki”, doskonale sprawdzi się w wiosennych stylizacjach.

Idąc dalej, zamiast spódnicy w romby (które swoją drogą mają obecnie drugie życie), wybrałam lekką spódniczkę w kratkę przed kolano. Styl i kolorystyka zostały zachowane, jedynie wzór wygląda na bardziej współczesny. Spódniczka też wykonana jest z lżejszych materiałów, tak, by pasowała do wiosenno-letniej aury. Kupiłam ją jeszcze w ubiegłym sezonie w Sinsay na wyprzedaży, za uwaga… 6,90 zł! Obecnie dokładnie tego modelu już nie ma, dlatego znalazłam dla was podobny, również z Sinsay.

Do swojej stylizacji nie wybrałam koszuli. Zdecydowałam, że moja wersja będzie nieco inna. Ale w sieciówkach królują obecnie błękitne klasyczne koszule, które sprawdzą się w wielu modowych zestawach. Idealnie pasującą do tego połączenia znalazłam w Zarze.

fot. Materiały prasowe / Zara
fot. Materiały prasowe / Zara

W przypadku butów ja zdecydowałam się na zamszowe czółenka. Model, który założyłam mam już w swojej szafie dobrych parę lat i kupiłam je w H&M. Zajrzałam do szwedzkiej sieciówki i wybrałam podobny model, tym razem slingback, ponieważ to właśnie te buty są absolutnym trendem tej dekady i zdecydowanie nadają lekkości i współczesności stylizacji. Zamiast czarnych rajstop wybrałam transparentny brąz. W końcu jest wiosna!

Reklama
Reklama
Reklama