Spodnie kuloty na lato ratują każdą moją stylizację! To nie prawda, że niskie osoby nie mogą ich nosić!
Pamiętam dzień, w którym zmierzyłam pierwszą parę kulotów. Szeroka nogawka, długość za kolano, wysoki stan. To był dokładnie ten fason, którego brakowało w mojej letniej garderobie. Od tamtej pory kuloty są podstawą moich wakacyjnych stylizacji. I choć może zabrzmi to „dziwnie”, kuloty to naprawdę uniwersalne spodnie, które można łączyć z różnego typu estetykami. Współcześni projektanci faworyzują ten model w swoich kolekcjach, a ja wam powiem dlaczego warto mieć je w swojej szafie!

Zanim współczesne kuloty pojawiły się na Instagramie, miały już za sobą naprawdę długą historię. Ja lubię patrzeć na nie jak na symbol kobiecej niezależności w modzie. Na przełomie XIX i XX wieku pojawiły się pierwsze „rational dress” – rozszerzane spodnie, które „udawały” spódnicę, żeby kobiety mogły jeździć konno, na rowerze czy po prostu swobodniej się poruszać, nie rezygnując oficjalnie z etykiety. Wtedy miały bardzo „spódnicowy” charakter, ale zasada była ta sama co dziś: dużo swobody ruchu i elegancji. W latach 60. i 70. kuloty idealnie wpisały się w estetykę nowoczesnej kobiety. W modzie pojawiły się zestawy garniturowe ze skróconymi, szerokimi nogawkami, projekty inspirowane estetyką safari i francuską bohemą. Potem przyszły lata 90. i wczesne 2000., które my – milenialki – pamiętamy bardzo dobrze: do gry weszły plisowane „spódnico-spodnie” do kolan, często noszone z krótkimi żakietami. A potem zniknęły z modowej areny.
Spodnie kuloty w kolekcjach projektantów
Na wybiegach widziałam je u Hermèsa w wersji safari-chic – z miękką skórą, karmelowymi odcieniami, sandałami na płaskiej podeszwie. Celine wzięło je na warsztat w garniturowej odsłonie: szorstka wełna na lato, skrócona nogawka, do tego loafersy i skórzana torba. U Miu Miu pojawiły się bardziej nieoczywiste modele za kolano, z bardzo wysokim stanem i paskami podkreślającymi talię, łączone z balerinami i mikrotopami. To, co zauważyłam na pokazach, to odejście od „sztywnej” wersji na rzecz hybrydy: pomiędzy spodniami garniturowymi, bermudami a spódnicą midi.

Jak stylizować spodnie kuloty latem?
Zawsze jak widzę jakiś element garderoby, od razu mam milion pomysłów, z czym go połączyć. Z kulotami jest tak, że naprawdę trudno mi znaleźć sytuację, w której się nie sprawdzą. Pokażę wam, jak je noszę na co dzień. W pracy najczęściej sięgam po czarne lub szare kuloty w kant, za kolano lub do połowy łydki. Łączę je z białą koszulą z nieco sztywniejszym kołnierzem. Na wierzch dorzucam czarną skórzaną kurtkę. Do tego czółenka slingback na średnim obcasie z ostrym noskiem – mam model inspirowany latami 2000. (kupiony lata temu w Dolce&Gabbana). Kiedy wychodzę na kolację w upalne wieczory, zamieniam stonowane kolory na mocniejsze. Czerwone kuloty w kant (moje są z Zary) łączę z czarnym topem na cienkich ramiączkach i czarnymi kitten heels.

Na weekend w mieście wyciągam z szafy lniane, beżowe kuloty z wysokim stanem (wypatrzyłam je w Reserved). Do tego prosty, biały tank top i skórzane klapki w kolorze khaki – wyglądam, jakbym właśnie wróciła z włoskiej wyspy. Na wakacje nad morzem zabieram kuloty z lekkiej wiskozy albo bawełnianej popeliny. Białe, szerokie, kończące się w połowie łydki, noszę z lnianą koszulą narzuconą na kostium kąpielowy. Do tego japonki na niskim obcasie albo płaskie sandały z cienkimi paseczkami. Ten look widziałam w kampaniach marek premium, ale naprawdę bez problemu odtwarzam go z rzeczy z H&M i Stradivariusa.

Jak dobrać kuloty do sylwetki i co robi różnicę w stylizacji?
Jako stylistka wiem jedno: w kulotach diabeł tkwi w szczegółach. U mnie na pierwszym miejscu zawsze stoi wysoki stan – dzięki niemu talię mam mocniej zaznaczoną, a nogi „wydłużone” optycznie, nawet jeśli nogawka kończy się w mało łaskawej dla większości osób połowie łydki. Jeśli boicie się, że kuloty „skrócą” wam nogi, postawcie na modele tuż za kolano i połączcie je z butami na obcasie – nawet niewielkim. Czółenka kitten heels, slingbacki, sandały na koturnie albo espadryle robią ogromną różnicę. Ja przy moim średnim wzroście widzę, że 2–4 cm obcasa to już inne proporcje w lustrze.