Znalazłam spodnie, które wyszczuplają sylwetkę i optycznie odejmują przynajmniej 5 kg! Kupisz je nawet za 30 zł!
Nie pamiętam, kiedy ostatni raz jakiś element garderoby tak zmienił mój sposób myślenia o własnej sylwetce. Legginsy flare odkryłam trochę przez przypadek – szukałam czegoś wygodnego „na home office”, co nie będzie kolejną parą dresów ani obcisłymi legginsami, w których czuję każdy milimetr swojego ciała. Kiedy wyświetliło mi się zdjęcie czarnych spodni, dopasowanych w udach i rozszerzających się lekko od kolan w dół, stwierdziłam, że muszę je natychmiast przetestować. Teraz wiem, że zostaną ze mną już na zawsze!

Moje idealne legginsy flare wyglądają jak spodnie, o których mówią wszystkie poradniki sylwetkowe, tylko w wersji, w której naprawdę chce się chodzić na co dzień. Materiał jest elastyczny, ale dobrze kryjący – to nie jest ta cienka dzianina, która zdradza każde załamanie skóry. Bardziej przypomina mieszankę sportowych legginsów i miękkich, prążkowanych spodni w stylu lat 70. Talia sięga trochę powyżej pępka, dzięki czemu brzuch ma swoje bezpieczne miejsce, a cała sylwetka od razu układa się inaczej: prostuje się, wydłuża, wygląda smuklej. Dlaczego tak mnie zachwyciły?
Legginsy flare to najlepsze spodnie modelujące sylwetkę
Najważniejsza jest nogawka. Przy biodrach i udach legginsy flare leżą jak klasyczne legginsy – przylegają, delikatnie opinają, ale bez przesadnego efektu, który sięga pamięcią dwóch dekad wstecz. Od mniej więcej połowy uda zaczynają powoli odsuwać się od ciała, aż od kolana w dół przechodzą w subtelne rozszerzenie. Nie są to jednak dzwony z początku lat 2000., a raczej swobodne rozchylenie materiału, które tworzy pionową linię od biodra aż po ziemię.

Kiedy patrzę na siebie w lustrze w tych legginsach, widzę, jak nogi optycznie się wydłużają. Sylwetka nie kończy się na najszerszym punkcie bioder, tylko płynnie „spływa” w dół. Rozszerzenie przy kostce równoważy wizualnie to, co dzieje się wyżej. Jeśli ktoś ma mocniejsze uda, szersze biodra, pełniejsze pośladki (czyli większość z nas), dokładnie wie, jak wiele potrafi zmienić taki detal. Ja naprawdę mam wrażenie, że te spodnie wizualnie odejmują mi co najmniej pięć kilogramów. Sylwetka nie wygląda w nich na wydłużoną, bardziej proporcjonalną. Dużą rolę odgrywa też kolor. Moje ulubione legginsy flare są głęboko czarne, czasem sięgam ciemne bordo. Ten mrok na dole sylwetki chowa to, co chcę ukryć, a rozszerzający się dół tworzy wrażenie, jakbym miała naturalnie dłuższe nogi. Do tego wysoka talia, która delikatnie zbiera okolice brzucha i boczków. Nie miałam tego uczucia ani w klasycznych rurkach, ani w typowych legginsach, które zaznaczały wszystko aż za bardzo.

Dlaczego uważam je za najlepsze spodnie na cały rok?
Legginsy flare mają w sobie coś, co rzadko się spotyka: są jednocześnie wygodne jak dres, wysmuklające jak dobrze skrojone cygaretki i dość „neutralne”, żeby udawać różne rodzaje spodni w zależności od tego, z czym je połączę. Zimą traktuję je jak idealną bazę dla grubych swetrów. Kiedy zakładam czarne legginsy flare, ciężki, oversize’owy golf w kolorze kremowym albo czekoladowym i masywne, skórzane botki na lekkiej platformie, mam wrażenie, że moja sylwetka zupełnie inaczej się prezentuje. Wiosną te same legginsy zakładam do trencza, prostego T-shirtu i tenisówek. Wtedy nagle zyskują bardziej miejski charakter. Przy każdym kroku nogawka lekko falująca wokół kostki sprawia, że czuję się jak w wygodnych spodniach garniturowych, a nie w legginsach. Latem łączę je z krótszym topem, czasem z luźną, wiązaną koszulą i sandałami na lekkiej platformie. W upalne dni wybieram modele z cieńszej dzianiny, ale konstrukcja zawsze pozostaje ta sama: dopasowany górny odcinek nogi, rozszerzenie w dół, wysoka talia.
Jak stylizować legginsy flare, żeby maksymalnie wysmuklały sylwetkę?
Najważniejsza jest długość nogawki. Legginsy flare dobrze wyglądają wtedy, kiedy delikatnie nachodzą na buty albo kończą się tuż nad nimi, prawie dotykając podłogi. Kiedy zestawiam je z butami na obcasie – to mogą być klasyczne czółenka na słupku, masywne sandały, a zimą botki – efekt jest niesamowity: nogi wyglądają, jakbym nagle urosła o kilka centymetrów. Przy płaskim obuwiu – trampkach, mokasynach, balerinach – rozszerzenie na dole nadal robi swoje, tylko w bardziej codziennym wymiarze.
Górę dobieram tak, żeby nie zatrzymywać oka w najszerszym miejscu sylwetki. Jeśli zakładam krótszy top, dopełniam go narzutką, marynarką albo koszulą, która sięga mniej więcej do połowy biodra albo trochę niżej. Jeśli decyduję się na dłuższy sweter czy bluzę, pilnuję, żeby ich dół kończył się albo powyżej najszerszego punktu ud, albo zdecydowanie poniżej, już na linii, gdzie noga zaczyna się zwężać. Dzięki temu legginsy flare mogą spokojnie „zrobić swoje”: ściągnąć wzrok w dół, w stronę lekkiego rozszerzenia przy kostce, które równoważy wszystko, co dzieje się wyżej. Uwielbiam też łączyć je z dużymi marynarkami. Legginsy pełnią wtedy rolę cygaretek, tylko są bardziej przyjazne dla sylwetki, bo nie zatrzymują się na kostce ostrą linią, tylko płynnie rozszerzają w dół.
Jeśli więc szukacie spodni, które możecie nosić przez cały rok, które dostosują się do waszego nastroju, stylu i kalendarza, a przy tym wizualnie odejmą wam kilka kilogramów, to naprawdę polecam przyjrzeć się legginsom flare. Dla mnie to nie jest już tylko trend. To stały element mojej garderoby, który pasuje nie tylko do wszystkiego, ale przede wszystkim do mnie! I za to je kocham.