„Ołowiane dzieci” podzieliły Ślązaków! Serial wywołał skrajne emocje: „Totalne kłamstwo!”, „Absolutna bzdura!”
Kaja Gołuchowska zapytała na Instagramie swoich obserwatorów ze Śląska, jakie mają odczucia po obejrzeniu nowego serialu Netfliksa „Ołowiane dzieci”. W komentarzach aż się zagotowało od skrajnych opinii, z których wybrzmiewa mocny podział — od głosów „tak było”, po oskarżenia o krzywdzące uproszczenia i stereotypy...

Jak Ślązacy oceniają serial „Ołowiane dzieci”?
„Ołowiane dzieci” to dziś jeden z najgłośniejszych polskich tytułów Netfliksa. Dotyka zapomnianej historii śląskich Szopienic i ich przemysłowego krajobrazu z lat 70. Serial wywołał dyskusję nie tylko o faktach i fabularnych skrótach, których jak się okazuje, jest naprawdę dużo, ale też o wizerunku regionu: czy to portret uczciwy, czy jednak wygodny skrót myślowy, który „sprzedaje” widzom Śląsk jako czarne, obskurne tło? Kaja Gołuchowska, dziennikarka znana z krytycznej analizy popkultury, postanowiła sprawdzić ten temat u źródła i zapytała na Instagramie swoich obserwatorów, jak odbierają serial „Ołowiane dzieci”. W odpowiedziach dominują skrajne tony: część widzów mówi o wiernym odtworzeniu realiów sprzed kilku dekad, inni zarzucają twórcom przerysowanie biedy i wpychanie Ślązaków w rolę „brudnego i tępego ludu”. Z komentarzy wyłania się też coś jeszcze: opowieść o tym, jak bardzo różny jest Śląsk.
Po pierwsze krzywdzący obraz regionu: „Dzisiaj Śląsk jest niezwykle zróżnicowany”
Część komentujących nie miała wątpliwości, serial pokazuje Śląsk z przeszłości, a nie współczesny region. „Ale Kaja, to nie jest żaden stereotyp. Dokładnie tak wyglądali, zachowywali się i mówili Ślązacy te 50 lat temu. Teraz Śląsk to całkiem inna bajka, ale serial idealnie odwzorował ludzi z tamtego czasu i rejonu” – napisała jedna z internautek pod postem Gołuchowskiej. „Jestem z Rudy Śląskiej i dokładnie taki krajobraz — ludzi, otoczenie, zachowania pamiętam jako element całości” — dodaje kolejna.
Czuję się widziana, myślałam sobie ciągle: o, to moje dzieciństwo i społeczność, w której żyłam.
Dla wielu oglądanie „Ołowianych dzieci” działa więc jak powrót do estetyki i codzienności, która w rodzinnych opowieściach wciąż jest żywa – od mieszkań w familokach po przedmioty, które kojarzą się z konkretną epoką: „Czujemy się normalnie, tak mniej więcej było na Śląsku. (…) Bardzo fajna scenografia, zgadza się to wszystko, sama jeszcze pamiętam takie meble”. W komentarzach regularnie wraca jeden wyraźny motyw: Śląsk nie jest jednolity, a serial pokazuje tylko wycinek: „Śląsk jest niezwykle zróżnicowany. Mamy piękne obiekty takie jak NOSPR czy Muzeum Ślaskie, Nikiszowiec, który jest sztandarem gentryfikacji. Ale też stare kolonie górnicze, że starymi familokami. Dlatego chyba tak lubię tu mieszkać”.
Przede wszystkim pokazany jest Śląsk sprzed lat, dzisiaj to już inne miejsce. Dla mnie to chyba największy stereotyp, każdy myśląc Śląsk, widzi właśnie ciężkie powietrze i sadze, teraz to więcej zieleni, wyjątkowej architektury i kultury, zdecydowanie już nie tylko kopalnie i huty.
To ważny wątek tej dyskusji: dla jednych produkcja jest „prawdą o dawnym Śląsku”, dla innych – utrwaleniem obrazu, który przylgnął do regionu tak mocno, że trudno go odkręcić, nawet jeśli współczesność wygląda inaczej.
Po drugie siła „śląskich bab”: „Kulturowo rządzą tu kobiety”
Nawet wśród krytycznych głosów wobec „Ołowianych dzieci” pojawia się coś wspólnego, przekonanie, że umiejętnie ukazują wątek siły kobiet w śląskich domach: „Jestem ze Śląska: kobiety, które tam mieszkały w latach 80. i 90. to silne babki, przedsiębiorcze, mądre i bardzo zaradne. To one trzymały rodzinę w ryzach. Moja babcia mówiła: »facet jest głową rodziny, ale to kobieta jest szyją, która kręci tą głową« i miejmy taką myśl zawsze”. W podobnym, dumnym tonie wypowiada się kolejna osoba: „Jako hanyska z dziada pradziada mam w rzici, co reszta Polski o mnie myśli. (…) Jedno, co się nie zmieniło, to rodzinne wartości wśród Ślązaków oraz to, że kulturowo rządzą tu kobiety. (…) Do tańca i do różańca. Nie boję się złamać paznokcia, ale też wiem, jak się wysztiglować na wieczór”. Dla części odbiorców to właśnie ten element — kobieca sprawczość — jest w serialu najmocniejszy i najbardziej „ich”.

Po trzecie krzywdzące stereotypy: „Mogło być ubogo, ale było czysto”
W komentarzach widać też wyraźny sprzeciw wobec tego, co niektórzy uznają za przejaskrawienie biedy i „upiększanie” dramaturgii kosztem godności postaci: „Jeśli chodzi o obraz familoków, huty itd. to jak najbardziej tak to wyglądało, ale pokazanie Ślązaków jako brudny i tępy lud tubylczy, do tego chamski, pełen alkoholu i prostactwa, to jest absolutna bzdura. Kobiety brudne, z czarnymi zębami i u***erdolonymi od stóp do głów ciuchami? Totalne kłamstwo. W Śląskim, robotniczych domach mogło być ubogo, ale było czysto na tyle, że mógłbyś jeść obiad z podłogi”.
Natomiast jeżeli chodzi o obraz Śląska, to dla mnie jest to powielanie krzywdzących stereotypów, jakoby mieszkali tam tylko prostacy i półgłówki. (…) Pamiętam mieszkania kolegów w familokach. W środku zawsze było czysto. Mogło być biednie, ale nigdy brudno. Wszystko wykrochmalone, czyściutkie
Do tego dochodzi zarzut, że serial buduje kontrast „oświecona bohaterka kontra zacofane otoczenie”: „Obejrzałam dwa odcinki, jako Ślązaczka nie jestem w stanie oglądać tego dalej na poważnie. Pani doktor przedstawiona jako światła inteligentka spoza tej czarnej zacofanej krainy prostaków. (…) Tym bardziej że Wadowska-Król urodziła się i spędziła całe życie na Śląsku”. Powstaje zatem pytanie, gdzie jest granica między realiami a uproszczeniem fabularnym, które ma „robić efekt”.
„Ołowiane dzieci” to serial fabularny i tak powinien być traktowany
Przewijają się również głosy przypominające o tym, że ostatecznie to serial fabularny i nie powinien być traktowany jak reportaż, czy dokument wiernie oddający wydarzenia z przeszłości: „Bez przesady, to były po prostu inne czasy. I pewnie część tamtego społeczeństwa tak żyła i tak myślała, a część nie. Ten serial to nie dokument”. Opinie widzów pod postem Kai Gołuchowskiej pokazują jedno: „Ołowiane dzieci” uruchomiły emocje, bo dotykają nie tylko historii o zatruciu i walce o zdrowie dzieci, ale też tego, jak we współczesnych produkcjach tworzona jest narracja o danym regionie i kto ma prawo decydować, co jest „prawdą”, a co „krzywdzącą kliszą” i uproszczeniem fabularnym. Dla jednych ten serial jest lustrem przeszłości. Dla innych po prostu kolejną przerysowaną opowieścią o Śląsku.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Instagram i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.