Reklama

Niepublikowany rękopis, milcząca pisarka po wypadku i jej mąż, który podejmuje decyzję otwierającą drzwi do prywatnej tajemnicy. Tak w skrócie wygląda punkt wyjścia „Verity”, najnowszej adaptacji prozy Colleen Hoover. Po pierwszym teaserze film zapowiada się jako jeden z najbardziej wyczekiwanych thrillerów psychologicznych roku. Premiera 2 października.

O czym jest „Verity”? Fabuła, która robi się niepokojąca z każdą minutą

Punkt wyjścia w „Verity” brzmi jak zawodowa szansa, która zdarza się raz w życiu. Lowen Ashleigh, początkująca pisarka, dostaje propozycję dokończenia bestsellerowej serii książek po Verity Crawford, autorce thrillerów, która po wypadku nie może już pracować. Decyzję podejmuje Jeremy, mąż Verity. To on zaprasza Lowen do domu Crawfordów, gdzie znajdują się notatki, materiały i niedokończone wątki potrzebne do napisania kolejnego tomu. Już po pierwszych dniach pracy Lowen orientuje się, że dom Crawfordów nie jest neutralnym miejscem. Każde pomieszczenie wydaje się mieć drugie dno, a obecność Verity, choć ta nie kontaktuje się z otoczeniem, jest bardzo wyraźnie odczuwalna. Kiedy Lowen znajduje rękopis, którego nie miała znaleźć, wszystko zaczyna się komplikować. Niepublikowane wcześniej zapiski Verity podważają jej obraz w oczach męża i czytelników, a Lowen staje przed pytaniem, co właściwie z tą wiedzą zrobić. Równolegle rozwija się napięcie między nią a Jeremym. Twórcy nie ukrywają, że to nie jest tylko thriller o sekretach pisarki. „Verity” opowiada o tym, jak rodzi się zależność między ludźmi w sytuacji ekstremalnej i jak cienka bywa granica między bliskością, fascynacją i manipulacją.

Kto gra w „Verity”? Obsada, która sama w sobie jest wydarzeniem

W rolach głównych „Verity” zobaczysz trzy nazwiska, które od razu robią z tej produkcji medialne wydarzenie. Dakota Johnson wciela się w Lowen Ashleigh, początkującą pisarkę. Anne Hathaway gra Verity Crawford, autorkę thrillerów po wypadku. Josh Hartnett w roli Jeremy’ego, męża Verity, jest postacią, wokół której rozkręca się większość emocjonalnych konfliktów filmu. Obsadę uzupełniają Ismael Cruz Córdova, Brady Wagner, Irina Dvorovenko, K. K. Moggie oraz Michael Abbott Jr. Reżyserii podjął się Michael Showalter, znany z kilku precyzyjnie poprowadzonych filmów obyczajowych i thrillerów. Scenariusz napisał Nick Antosca, jeden z bardziej cenionych autorów współczesnego horroru psychologicznego w amerykańskiej telewizji. Za dystrybucję w Stanach Zjednoczonych odpowiada Amazon MGM Studios, a poza USA filmem zajmuje się Sony Pictures Releasing International.

Dlaczego o „Verity” mówi cały Hollywood jeszcze przed premierą?

„Verity” nie jest pierwszą ekranizacją prozy Colleen Hoover, ale ma być najbardziej drapieżną. Po wcześniejszych adaptacjach, w tym „It Ends with Us”, ta historia uchodzi za najmroczniejszą książkę autorki. Zamiast romantycznej osi w centrum stoi pytanie o prawdę, manipulację i o to, kim naprawdę jest osoba, którą znamy tylko z jej książek. To ten typ thrillera psychologicznego, w którym napięcie nie wybucha jednym zwrotem akcji, tylko narasta z każdą sceną. Dla fanów Colleen Hoover „Verity” jest też testem. Adaptacja powieści, która już na papierze rozbiła czytelników, w wersji filmowej musi udźwignąć więcej niż wierne odwzorowanie fabuły. Producenci nie ukrywają, że robili film z myślą o widzu, który dobrze zna gatunek. Stąd budżet 40 milionów dolarów, gęsty kalendarz festiwalowy i nazwiska, które same w sobie wystarczą, żeby zainteresowanie utrzymywało się długo przed premierą. Kobieca perspektywa odgrywa tu rolę pierwszoplanową. Lowen, Verity i ich relacje z Jeremym to nie dekoracja dla męskiej akcji, tylko silnik całej historii. Twórcy „Verity” trzymają się prostej zasady: napięcie powstaje wtedy, kiedy przestajesz wiedzieć, której z bohaterek możesz zaufać.

Czy warto obejrzeć „Verity”?

„Verity” jest filmem dla widzów, którzy lubią thrillery z dyskomfortem zaszytym w detalach. Jeśli wciągnęły cię „Gone Girl”, „Sharp Objects” albo wcześniejsze ekranizacje Colleen Hoover, jest duża szansa, że ten tytuł trafi w twoje oczekiwania. Tu nie ma tanich efektów ani pościgów. Wszystko rozgrywa się w jednym domu i głównie w napięciu między trzema osobami. To produkcja dla widza, który nie boi się powolnego budowania historii i woli, żeby thriller pracował na nerwach przez cały seans, a nie tylko w finale. Jeśli oczekujesz akcji rozłożonej na duże sceny, kino superbohaterskie albo szybkiego horroru, „Verity” raczej cię nie kupi. Ale jeśli szukasz filmu, do którego można wrócić w pamięci jeszcze długo po seansie i przyłapać się na rozkminianiu, kto w tej historii naprawdę mówił prawdę, premiera 2 października warta jest zarezerwowania w kalendarzu.

fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...