Reklama

Złota Palma, Nagroda FIPRESCI, wyróżnienie jury ekumenicznego i owacje na stojąco. „Fjord” wyszedł z Cannes obwieszony nagrodami, choć recenzenci wcale nie mówią jednym głosem. Cristian Mungiu opowiada o rodzinie, sąsiadach i wartościach, które nagle przestają do siebie pasować. To historia, w której każdy ma trochę racji i nikt nie wygrywa.

O czym jest „Fjord”? Jedno podejrzenie, które wywraca życie całej rodziny

Mihai i Lisbet Gheorghiu (Sebastian Stan i Renate Reinsve) to głęboko wierzące, ewangeliczne małżeństwo. Przeprowadzają się z gromadką dzieci do niewielkiej wioski nad norweskim fiordem, rodzinnych stron Lisbet. Chcą spokojnego, poukładanego życia z dala od wielkiego świata, blisko natury i wspólnoty. Na początku wszystko się układa. Rodzina zaprzyjaźnia się z sąsiadami, Halbergami, ich dzieci szybko się dogadują, mimo że wychowywano je w zupełnie inny sposób. Codzienność toczy się spokojnie do dnia, w którym nauczycielka zauważa u jednego z dzieci siniaki. Pojawia się pytanie o kary cielesne i o to, gdzie kończy się surowe wychowanie, a zaczyna przemoc. Norweskie służby socjalne reagują błyskawicznie. Dzieci zostają odebrane rodzicom, zanim ktokolwiek cokolwiek udowodni. Mihai i Lisbet z dnia na dzień tracą nie tylko dom, ale i zaufanie społeczności, w której dopiero zaczęli się zakorzeniać. Resztę historii lepiej zobaczyć samemu, bo Mungiu konsekwentnie odbiera widzowi pewność, po której stronie powinien stanąć.

Oto oficjalny zwiastun:

Kto gra w „Fjord”? Sebastian Stan po rumuńsku i Renate Reinsve znów w Cannes

Sebastian Stan, znany szerokiej publiczności z kina superbohaterskiego, wciela się w Mihaia i po raz pierwszy w karierze gra w języku rumuńskim. To jego rola na zupełnie innych zasadach niż te, do których przyzwyczaił widzów Marvela. Renate Reinsve gra Lisbet, matkę, która walczy o dzieci i o własne przekonania. Norweska aktorka wraca do Cannes po latach, kiedy odebrała tam nagrodę dla najlepszej aktorki za rolę w „Najgorszym człowieku na świecie”. W obsadzie znaleźli się też między innymi Lisa Loven Kongsli jako adwokatka Frida, a także Ellen Dorrit Petersen, Lisa Carlehed i Markus Tønseth. Za kamerą stanął Cristian Mungiu, rumuński reżyser i scenarzysta, który napisał także scenariusz. Zdjęcia kręcono wiosną 2025 roku w Ålesund w Norwegii, a za zdjęcia odpowiadał Tudor Vladimir Panduru. Film trwa 146 minut i powstał w międzynarodowej koprodukcji Rumunii, Francji, Norwegii, Szwecji, Danii i Finlandii.

Dlaczego o „Fjord” mówi cały festiwal w Cannes?

Dla Cristiana Mungiu to druga Złota Palma. Pierwszą odebrał w 2007 roku za „4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni”, co w historii festiwalu udało się nielicznym reżyserom. „Fjord” dołożył do tego jeszcze Nagrodę FIPRESCI, wyróżnienie jury ekumenicznego, Nagrodę François Chalais oraz nagrodę obywatelską, czyli komplet, jakiego w Cannes prawie się nie widuje. Mungiu nie opowiada się po żadnej ze stron. Z jednej strony pokazuje rodzinę przywiązaną do tradycji i religii, z drugiej liberalne społeczeństwo, które uważa, że wie lepiej, jak wychowywać dzieci. Reżyser pyta, ile tolerancji zostaje w świecie, który deklaruje otwartość, a w praktyce potrafi brutalnie wykluczyć tych, którzy myślą inaczej. To kino, które nie daje gotowych odpowiedzi i nie zostawia bohaterów bez skazy. Racja przesuwa się ze sceny na scenę, a widz raz po raz musi rewidować swoje sympatie. Właśnie z tej niejednoznaczności bierze się siła filmu i powód, dla którego po seansie ciężko od razu przejść do porządku dziennego.

Owacje, ale i podzielone głosy. Jak przyjęto „Fjord”?

Premierowy pokaz w Cannes zakończył się długą owacją na stojąco, a film od razu trafił na listę faworytów do głównej nagrody. Część krytyków uznała go za inteligentne, trzymające w napięciu kino o zderzeniu wartości, które nie ucieka od trudnych pytań i nie podsuwa łatwych rozwiązań. Nie zabrakło jednak głosów chłodniejszych. Niektórzy recenzenci pisali o zakończeniu pozostawiającym niedosyt i o tym, że przy całej powadze tematu finałowi brakuje emocjonalnego ciężaru. Średnie ocen w branżowych zestawieniach pozostają wysokie, ale rozpiętość pojedynczych recenzji pokazuje, jak bardzo „Fjord” dzieli odbiorców. Jedni wychodzą z kina poruszeni, drudzy z poczuciem, że film obiecał więcej, niż ostatecznie dał. Tym, co łączy oba obozy, jest gra aktorska. Duet Sebastiana Stana i Renate Reinsve wymieniany jest niemal w każdej recenzji, niezależnie od tego, jak surowo ktoś ocenia całość. To na ich relacji opiera się napięcie, które popycha historię do przodu.

Czy warto obejrzeć „Fjord”?

„Fjord” to propozycja dla tych, którzy lubią kino zadające niewygodne pytania i nie boją się wyjść z seansu bez jednoznacznej odpowiedzi. Jeśli szukasz historii, w której można szybko wskazać dobrych i złych, raczej się rozczarujesz. Mungiu celowo miesza karty i każe patrzeć na konflikt oczami obu stron. Film spodoba się widzom, którzy cenią powolne, skupione na bohaterach dramaty obyczajowe oraz tematykę rodziny, wiary i granic ingerencji państwa w prywatne życie. To także pozycja obowiązkowa dla wszystkich, którzy śledzą Sebastiana Stana i chcą zobaczyć go w roli daleko poza kinem rozrywkowym. Złota Palma i komplet nagród z Cannes robią swoje, ale „Fjord” nie jest filmem na bezmyślny wieczór. To kino, które warto obejrzeć wtedy, gdy masz ochotę na rozmowę, spór i powrót myślami do bohaterów jeszcze długo po napisach końcowych. We Francji trafia do kin 19 sierpnia 2026 roku, a kolejne rynki, w tym Polska, poznają datę premiery w najbliższych miesiącach.

fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...