Długo wyczekiwany polski film z Ireneuszem Czopem zadebiutował w kinach. Ciało na Helu i zagadka bez prostych odpowiedzi...
Na plaży na Helu zostaje znalezione ciało mężczyzny, który przyjechał tu, by odebrać sobie życie. Nie zdążył. „Zapiski śmiertelnika” to polski film, który łączy opowieść o śmiertelności z kryminalną zagadką i można go już zobaczyć w kinach.

Na plaży na Helu morze wyrzuca ciało mężczyzny, który, jak szybko się okazuje, przyjechał tu, by odebrać sobie życie. Nie zdążył, bo ktoś go zabił. A może to był wypadek? „Zapiski śmiertelnika” próbują połączyć metafizyczną opowieść o sensie istnienia z kryminalną zagadką. Problem w tym, że te dwa porządki nie zawsze chcą ze sobą współpracować.
Mężczyzna, który przyjechał umrzeć i śledztwo, które nie do końca ma sens
F.P., w tej roli Ireneusz Czop, przyjeżdża do nadmorskiego pensjonatu z jednym, bardzo konkretnym planem. Jest zmęczony życiem, obciążony przeszłością i przekonany, że to najlepszy moment, by zakończyć swoją historię. Zanim jednak zdąży zrealizować swój zamiar, jego ciało zostaje wyłowione z morza. Film prowadzi narrację dwutorowo. Z jednej strony cofamy się do ostatnich godzin życia bohatera. Słuchamy jego monologów, obserwujemy rozmowy z duchem ojca, granego przez Marian Dziędziel, oraz spotkania z recepcjonistką, która okazuje się lokalnym medium, w tej roli Agata Turkot. Z drugiej strony śledzimy wydarzenia po odnalezieniu ciała. W sprawę angażuje się policjant z wyraźną intuicją, którego gra Paweł Tomaszewski, oraz prokuratorka, w tej roli Magdalena Boczarska, przekonana, że sprawa jest oczywista i nie ma potrzeby jej komplikować. W teorii brzmi to jak intrygująca mieszanka metafizyki, absurdu i kryminału. W praktyce te elementy nie zawsze chcą się ze sobą połączyć.
Duch ojca, recepcjonistka-medium i czarny humor
Reżyser Maciej Żak próbuje opowiadać o ciężarze życia, o traumach i decyzjach ostatecznych, ale robi to w tonie, który często skręca w stronę czarnego humoru. Rozmowy F.P. z duchem ojca potrafią być zaskakująco zabawne, a postać recepcjonistki wnosi do filmu lekkość i naturalny urok. To właśnie te fragmenty ogląda się najlepiej. Problem polega na tym, że nie mają one realnego wpływu na rozwój historii. Sprawiają wrażenie ciekawych pomysłów, które zostały wrzucone do scenariusza, ale nie zostały do końca wykorzystane.
Piękne kadry, dopracowany klimat i wrażenie, że forma zaczyna wygrywać z treścią
Ogromnym atutem filmu są zdjęcia autorstwa Jakub Stolecki. Symetryczne kadry, przemyślane wnętrza pensjonatu, światło, kolory i kompozycja sprawiają, że na film patrzy się z dużą przyjemnością. Klimat jest dopracowany i momentami hipnotyzujący. Równocześnie śledztwo, które powinno budować napięcie, nie angażuje tak, jak mogłoby. Widz od początku zna zamiary bohatera, dlatego kolejne tropy nie wywołują większych emocji. Finał, który powinien być najmocniejszym punktem filmu, okazuje się zaskakująco płaski. Aktorzy poruszają się między powagą a lekką teatralnością. Ireneusz Czop gra bardzo serio, Paweł Tomaszewski wnosi element komediowy, a Magdalena Boczarska musi odnaleźć się pomiędzy tymi stylami. Postacie przez to wydają się bardziej symboliczne niż realistyczne, a relacje między nimi nie wybrzmiewają tak mocno, jak powinny.
Gdzie obejrzeć „Zapiski śmiertelnika”?
„Zapiski śmiertelnika” są obecnie dostępne w kinach w całej Polsce. Film nie trafił jeszcze na platformy streamingowe ani do oferty VOD. Najpierw odbywa się pełna dystrybucja kinowa, a dopiero później tytuł pojawi się online.

