Reklama

Andy Barber ma uporządkowane życie, dobrą posadę i nastoletniego syna, który wydaje się zwyczajnym chłopakiem. Wszystko sypie się w jedną noc, kiedy podejrzenia o morderstwo kolegi z klasy padają na Jacoba. „W obronie syna” to kameralny, duszny thriller sądowy, który pyta o granice rodzicielskiej miłości. Im dłużej oglądasz, tym trudniej odpowiedzieć, po której jesteś stronie.

O czym jest serial „W obronie syna”?

Akcja rozgrywa się w spokojnym miasteczku Newton w stanie Massachusetts. W parku w drodze do szkoły zostaje znaleziony martwy czternastoletni Ben Rifkin. Śledztwo trafia w ręce Andy’ego Barbera, doświadczonego asystenta prokuratora okręgowego, który traktuje sprawę jak każdą inną, dopóki dowody nie zaczynają wskazywać na jego własnego syna. Czternastoletni Jacob zostaje oskarżony o zabójstwo kolegi z klasy. Od tego momentu Andy przestaje być stroną w procesie i staje się ojcem oskarżonego. Zostaje odsunięty od sprawy, a jego rodzina znajduje się pod lupą sąsiadów, mediów i wymiaru sprawiedliwości. Jacob twierdzi, że jest niewinny, ale jego słowa stopniowo tracą na pewności, również w oczach rodziców. Andy i jego żona Laurie muszą zdecydować, jak daleko są gotowi się posunąć, żeby obronić dziecko, i co tak naprawdę o nim wiedzą. Serial nie układa się w prostą opowieść o procesie. Po drodze wychodzą na jaw rodzinne sekrety i sprawy z przeszłości, które rzucają nowe światło na to, kim są Barberowie. Napięcie bierze się tu nie z efektownych zwrotów akcji, tylko z narastającej niepewności i pytania, czy rodzice są w stanie zaufać własnemu synowi.

Kto gra w „W obronie syna”? Chris Evans w roli, której się po nim nie spodziewasz

W głównej roli Andy’ego Barbera występuje Chris Evans, najbardziej znany jako Kapitan Ameryka z filmów Marvela. Tutaj gra postać wyciszoną, spiętą i pękającą od środka, daleką od superbohaterskiej pewności siebie. Żonę Andy’ego, Laurie, gra Michelle Dockery, znana z „Downton Abbey”. W roli oskarżonego Jacoba zobaczymy Jaedena Martella, którego widzowie kojarzą z filmów „To” oraz „Na noże”. Obsadę uzupełniają J.K. Simmons, Cherry Jones, Pablo Schreiber, Betty Gabriel i Sakina Jaffrey. Wszystkie osiem odcinków wyreżyserował Morten Tyldum, twórca „Gry tajemnic”, a scenariusz napisał Mark Bomback. Podstawą jest powieść Williama Landaya pod tym samym tytułem, oparta na sądowej intrydze i moralnym dylemacie rodziców.

Dlaczego „W obronie syna” porównywane jest do „Dojrzewania”?

Serial miał pecha. Premiera odbyła się w kwietniu 2020 roku, w pierwszych tygodniach pandemii, kiedy uwaga widzów była rozproszona, a Apple TV+ dopiero raczkowało na rynku. Tytuł przeszedł wtedy w dużej mierze bez echa. Teraz wraca do obiegu jako propozycja dla osób, które obejrzały „Dojrzewanie” i szukają czegoś o podobnym ciężarze, czyli historii o nastolatku, zbrodni i rodzicach postawionych pod ścianą. Najwięcej mówi się o Chrisie Evansie. Po latach w kostiumie Kapitana Ameryki aktor pokazuje tu zupełnie inny rejestr, oparty na powściągliwości i napięciu, które kumuluje się pod powierzchnią. Drugim często wymienianym nazwiskiem jest J.K. Simmons w roli drugoplanowej, która zostaje w pamięci. Atutem serialu jest też klimat, chłodny i przytłaczający, bliższy skandynawskim kryminałom niż amerykańskim dramatom sądowym. To gęsta, kameralna produkcja, w której więcej dzieje się w spojrzeniach niż w dialogach.

Opinie widzów o serialu „W obronie syna”

Reakcje są mocne, choć niejednoznaczne. Wśród komentarzy nietrudno znaleźć zachwyty: „Jeden z najlepszych seriali, jaki oglądałam”, „Genialny serial, wciąga od początku”. Sporo osób podkreśla wrażenie, jakie robi sama oprawa, bo zdarzają się głosy w stylu: „Czołówka tego serialu to mistrzostwo świata”. Najwięcej emocji budzi rola Chrisa Evansa: „To, co zrobił Evans w tym serialu... och jakże się myliłam”. Pojawiają się też skojarzenia z innymi tytułami, jak choćby uwaga, że „Simmons w roli ojca głównego bohatera bardzo skojarzył mi się z postacią Shillingera”. Nie brakuje jednak głosów rozczarowanych. Część widzów uważa, że „serial jest przereklamowany”, a tempo bywa zbyt rozwlekłe.

Czy warto obejrzeć „W obronie syna”?

„W obronie syna” to propozycja dla widzów, którzy lubią powolne, psychologiczne thrillery skupione na bohaterach, a nie na akcji. Jeśli odpowiadał ci ton „Dojrzewania” albo skandynawskich kryminałów, gdzie napięcie narasta scena po scenie, ten serial trafi w gusta. Osoby oczekujące szybkiego tempa i częstych zwrotów mogą poczuć, że niektóre odcinki ciągną się dłużej, niż musiały. Nie jest to serial, który na nowo wymyśla gatunek thrillera sądowego. Z pewnością jednak chętnie sięgniesz po niego na weekendowy wieczór, jeśli szukasz solidnej, dobrze zagranej historii o rodzinie postawionej w sytuacji bez dobrego wyjścia. Ośmioodcinkowa forma sprawia, że całość ogląda się jednym tchem, a finał daje sporo do myślenia. „W obronie syna” znajdziesz na Apple TV+.

Zwiastun:

fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...