Fani Michaela Jacksona wściekli na nowy serial Netfliksa. „Oczerniają zmarłego”
Netflix sięgnął po jedną z najgłośniejszych spraw sądowych w historii popkultury i od razu wywołał burzę. „Michael Jackson: Werdykt” to trzyodcinkowy dokument o procesie z 2005 roku, w którym artysta usłyszał zarzuty molestowania, a po miesiącach przesłuchań został uniewinniony. Twórcy oddają głos uczestnikom tamtych wydarzeń. Część widzów odebrała to jako próbę ponownego osądzenia kogoś, kto już został oczyszczony.

Trzy odcinki, dziesiątki godzin archiwaliów i głosy uczestników procesu sprzed dwóch dekad. „Michael Jackson: Werdykt” to próba uporządkowania sprawy, która do dziś dzieli opinię publiczną. Netflix pokazuje ją z perspektywy oskarżenia i obrony, zostawiając widzowi miejsce na własne wnioski. Dla wielu fanów Jacksona to za dużo.
O czym jest „Michael Jackson: Werdykt”? Proces, który wstrząsnął popkulturą
Serial skupia się na procesie karnym z 2005 roku. Michael Jackson usłyszał wtedy szereg zarzutów, w tym siedem dotyczących molestowania nieletniego oraz dwa związane z podaniem dziecku środka odurzającego. Oskarżenia odnosiły się do wydarzeń w jego posiadłości Neverland. Sprawa ciągnęła się przez kilka miesięcy i była relacjonowana przez media na całym świecie. Dokument prowadzi widza chronologicznie. Pierwszy odcinek cofa się do roku 2003 i do telewizyjnego materiału, który uruchomił lawinę podejrzeń wobec artysty. Drugi przenosi się przed gmach sądu w 2005 roku, gdzie codziennie gromadziły się tłumy reporterów, fanów i protestujących, a obrona próbowała podważyć narrację prokuratury. Trzeci dotyczy najtrudniejszego etapu procesu, zeznań byłych pracowników Neverland i świadków, którzy ostatecznie przechylili szalę. 13 czerwca 2005 roku ława przysięgłych uniewinniła Jacksona ze wszystkich zarzutów. Serial nie kończy się jednak na ogłoszeniu wyroku. Twórcy pokazują też, jak proces odbił się na życiu artysty i jak długo ciągnęły się jego konsekwencje, zarówno dla niego, jak i dla osób związanych ze sprawą.
Kto opowiada o sprawie w „Michael Jackson: Werdykt”? Głosy z sali sądowej
To dokument oparty na rozmowach z ludźmi, którzy znali tamten proces od środka. Przed kamerą wypowiadają się między innymi prokurator Ron Zonen i obrońca Mark Geragos, czyli osoby stojące po dwóch stronach sporu. Swoją perspektywę przedstawiają także ławnicy, świadkowie oraz oskarżyciele, których relacje twórcy zestawiają ze sobą. Głos zabierają również dziennikarze, którzy śledzili sprawę na bieżąco. Wśród nich są Martin Bashir, autor telewizyjnego materiału z 2003 roku, dziennikarka śledcza Diane Dimond oraz biograf Jacksona J. Randy Taraborrelli. Ich wypowiedzi uzupełniają liczne materiały archiwalne z czasu procesu. Za serial odpowiada reżyser Nick Green, a funkcję showrunnerki, reżyserki i producentki wykonawczej pełni Fiona Stourton. Przy projekcie pracował też David Herman. Produkcję przygotowało studio Candle True Stories.
Oficjalny zwiastun:
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Dlaczego „Michael Jackson: Werdykt” wywołał taką burzę?
Serial budzi skrajne emocje, zanim jeszcze zdążył na dobre zagościć w rankingach Netfliksa. Po premierze na platformę spłynęła fala niskich ocen, a w serwisach filmowych dokument zebrał noty mocno odbiegające od typowych premier true crime. Na IMDb po kilku dniach miał zaledwie 4,2 na 10, przy ponad dwóch tysiącach głosów. Powód jest jasny. Duża część widzów odebrała serial jako próbę ponownego rzucenia cienia na osobę, którą sąd oczyścił z zarzutów. Pojawiły się głosy, że Netflix uderza w kogoś, kto nie może się już bronić. Część fanów uznała, że produkcja podaje się za bezstronną analizę, a w praktyce przechyla się na stronę oskarżenia. Recenzenci patrzą na to inaczej. Zwracają uwagę, że serial nie prowadzi widza za rękę i pozwala mu samodzielnie wyciągać wnioski, co w dzisiejszych dokumentach kryminalnych zdarza się coraz rzadziej. Nie odkrywa przy tym nieznanych faktów ani nie zmienia tego, co wiadomo o sprawie. Jest raczej uporządkowanym, rzetelnie zrealizowanym spojrzeniem na jeden z najbardziej kontrowersyjnych procesów w historii rozrywki.
Co o serialu mówią widzowie?
Reakcje publiczności są ostre i w większości krytyczne. Widzowie zarzucają twórcom, że pod pozorem chłodnej analizy serwują jednostronny obraz całej sprawy: „Ten dokument prezentuje się jako obiektywna analiza zarzutów wobec Michaela Jacksona, ale działa raczej jak jednostronny atak”. Najwięcej emocji budzi sam pomysł powrotu do sprawy zakończonej uniewinnieniem: „Dlaczego istnieje tak silne pragnienie, aby ponownie postawić go przed sądem opinii publicznej”? W podobnym tonie utrzymanych jest wiele głosów, które uznają decyzję platformy za niesprawiedliwą wobec zmarłego artysty. Część komentarzy uderza wprost w Netfliksa: „Absolutnie oburzające i nikczemne ze strony Netfliksa, który, mimo że film o Michaelu został dobrze przyjęty przez publiczność, wypuścił ten paszkwil”. To właśnie z takich reakcji wziął się masowy protest w postaci najniższych możliwych ocen.
Dla kogo jest „Michael Jackson: Werdykt”?
Po serial sięgną przede wszystkim widzowie, którzy lubią dokumenty true crime budowane na kontekście, a nie na efekciarstwie. „Michael Jackson: Werdykt” stawia na spokojną rekonstrukcję procesu i zestawienie różnych perspektyw, więc sprawdzi się dla tych, którzy chcą prześledzić sprawę krok po kroku i sami ją ocenić. Trzy odcinki dają na to czas, bez przeciągania i bez sensacji na siłę. Trzeba jednak wiedzieć, na co się piszesz. To temat, który u części widzów wywołuje sprzeciw już na poziomie samego pomysłu. Jeśli jesteś fanem Michaela Jacksona i powrót do oskarżeń odbierasz jako krzywdzący, ten dokument może cię zwyczajnie zirytować. Serial jest dostępny na Netfliksie od 3 czerwca 2026 roku.
