John Cena zamienia kino akcji na komedię. Nowość Netfliksa dla widzów, którzy lubią zabawne filmy o rodzinnych katastrofach
John Cena zamienia kino akcji na komedię, w której nie wygrywa walk, tylko próbuje odzyskać kontrolę nad własnym domem. W „Braciszku” gra Rudda, agenta nieruchomości z życiem jak z katalogu. Wszystko zmienia jeden telefon od człowieka, którego ledwo pamięta.

Najdziwniejszy duet komediowy tego lata zamieszka pod jednym dachem. W „Braciszku” John Cena gra poukładanego agenta nieruchomości, a Eric André jego „młodszego brata” z dawnego programu mentorskiego, który po wypadku wprasza się do jego życia. To komedia o rodzinie, której się nie wybiera, i o tym, jak trudno odesłać kogoś, kto już zajął miejsce na kanapie.
O czym jest „Braciszek”? Jeden telefon i poukładane życie agenta nieruchomości się sypie
Rudd (John Cena) ma życie, które wygląda jak z katalogu. Jest cenionym agentem nieruchomości, mieszka w domu, w którym wszystko stoi na swoim miejscu, i u boku żony, z którą trzyma równy poziom. Lata wcześniej, jako wolontariusz programu mentorskiego dla dzieci, został „starszym bratem” małego Marcusa. Potem ich drogi się rozeszły. Dorosły Marcus (Eric André) wraca po jednym telefonie. Po wypadku samochodowym dzwoni do Rudda z prośbą o pomoc, a ten przyjmuje go pod swój dach. Marcus zostaje dłużej, niż ktokolwiek planował, i wprowadza do uporządkowanego domu swój własny porządek, czyli jego brak. Im dłużej tam jest, tym mniej z dawnego spokoju Rudda zostaje na swoim miejscu.
Kto gra w „Braciszku”? John Cena i Eric André w duecie, jakiego się nie spodziewasz
W „Braciszku” spotyka się dwóch aktorów z zupełnie innych światów. John Cena, znany z kina akcji i z „Peacemakera”, gra Rudda, faceta, który nad wszystkim panuje, dopóki nie musi zapanować nad bratem. Eric André, komik kojarzony z absurdalnego „The Eric Andre Show”, wciela się w Marcusa Pinchela, czyli żywioł chodzący własnymi ścieżkami. W obsadzie są też Michelle Monaghan jako Deirdre, Christopher Meloni jako Josh, a także Ego Nwodim, Sherry Cola, Caleb Hearon, Ben Ahlers, Bryce Gheisar i Pilot Bunch. Za kamerą stanął Matt Spicer, reżyser „Ingrid jedzie na Zachód” z Aubrey Plazą. Scenariusz napisali Jarrad Paul i Andrew Mogel. Za produkcję odpowiadają Ruben Fleischer i David Bernad, którego nazwisko widzowie kojarzą z „Białego Lotosu”.
Dlaczego o „Braciszku” mówi się jeszcze przed premierą?
To zderzenie dwóch energii. Cena przez większość kariery grał twardzieli, którzy rozwiązują problemy siłą, a tu dostaje rolę człowieka, który im bardziej się stara, tym szybciej traci grunt pod nogami. André wnosi swój styl humoru, w którym nic nie idzie zgodnie z planem. Pomaga sam pomysł na bohaterów. Rudd i Marcus nie są braćmi z krwi, połączył ich program, w którym dorosły miał być wsparciem dla dziecka. Po latach role się odwracają, bo to poukładany Rudd musi nauczyć się żyć z kimś, kogo nie rozumie. Zwiastun zapowiada komedię, w której jeden bohater chce świętego spokoju, a drugi raz po raz mu go odbiera. Zobaczysz w nim Marcusa w aparacie ortopedycznym na szyi, wspólne treningi na siłowni i sceny, w których dom Rudda przestaje przypominać wzorowy salon.
Czy warto obejrzeć „Braciszka”? Dla kogo będzie ten film?
„Braciszek” celuje w widzów, którzy lubią komedie o rodzinie i o tym, jak trudno dogadać się z kimś, kogo nie da się odesłać. Jeśli bawią cię filmy, w których jeden bohater zachowuje kamienną twarz, a drugi rozkłada jego życie na czynniki pierwsze, znajdziesz tu swój klimat. To propozycja na lekki, wakacyjny wieczór i na komedię, przy której nie trzeba się specjalnie skupiać. John Cena znów gra przeciwko swojemu wizerunkowi siłacza, a Eric André dostaje przestrzeń na swój rodzaj humoru. Premiera 26 czerwca na Netfliksie, akurat na początek wakacji.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.


