Reklama

Jeśli myślisz o „Mumii” jak o przygodowym filmie z Brendanem Fraserem, ta produkcja szybko wyprowadzi cię z błędu. „Mumia” z 2026 roku to zupełnie nowe, znacznie mroczniejsze odczytanie klasycznego mitu, które stawia na grozę i body horror zamiast na efektowną akcję. Za kamerą stanął Lee Cronin, twórca głośnego „Przebudzenia”, a produkcję firmuje studio Blumhouse, znane z najgłośniejszych horrorów ostatnich lat. Efektem jest opowieść o rodzinie, której powrót zaginionej córki zmienia się w prawdziwy koszmar. Film obejrzysz na HBO Max od 3 lipca 2026 roku.

Zaginęła na pustyni, wróciła jako coś innego. O czym opowiada „Mumia”?

Bohaterami są Charlie i Larissa, małżeństwo, które wraz z dziećmi mieszka w Egipcie. Ich świat rozpada się, gdy córka Katie znika bez śladu na pustyni, a rodzina przez lata nie potrafi otrząsnąć się po tej stracie. Osiem lat później dziewczynka niespodziewanie zostaje odnaleziona, ukryta w tajemniczym sarkofagu, i wraca do najbliższych. To, co powinno być najszczęśliwszym dniem w ich życiu, szybko zmienia się w gehennę, bo Katie przechodzi przerażającą przemianę, a jej ciało i zachowanie stają się coraz mniej ludzkie. W centrum grozy stoi starożytny demon, który opętuje swoje ofiary, przez co film chętnie sięga po motywy egzorcyzmu. To kameralny, duszny horror, w którym rodzinna tragedia miesza się z prawdziwym koszmarem.

Blumhouse i twórca „Przebudzenia”. Kto stworzył „Mumię”?

Reżyserii i scenariusza podjął się Lee Cronin, który wcześniej odświeżył inną kultową markę filmem „Przebudzenie” z serii „Martwe zło”. Tym razem twórca postanowił całkowicie odejść od przygodowej konwencji poprzednich „Mumii” i postawić na intensywny, chwilami wręcz obrzydliwy body horror. Produkcję firmują dwa największe nazwiska współczesnego kina grozy, czyli Jason Blum ze studia Blumhouse oraz James Wan, twórca „Obecności”, ze studia Atomic Monster. W obsadzie znaleźli się Jack Reynor i Laia Costa jako zrozpaczeni rodzice, a w młodą Katie, porównywaną przez recenzentów do Lindy Blair z „Egzorcysty”, wciela się Natalie Grace. Takie połączenie doświadczonego reżysera i potęgi Blumhouse sprawia, że film przyciągnął uwagę fanów gatunku na całym świecie.

Zapomnij o przygodowej „Mumii”. To czysty, brutalny horror

Największą różnicą między nową „Mumią” a jej wcześniejszymi wersjami jest ton. Zamiast lekkiej, przygodowej rozrywki dostajesz mroczny, nieustępliwy horror, który stawia na atmosferę zaszczucia i drastyczne efekty specjalne. Cronin buduje napięcie powoli, bawiąc się rodzinną traumą i strachem przed tym, że ktoś bliski może wrócić jako zupełnie obca istota. Film nie boi się dosadnych, wręcz odpychających scen, co dla jednych będzie największym atutem, a dla innych barierą nie do przejścia. To propozycja przede wszystkim dla widzów, którzy w horrorze cenią gęsty klimat i bezkompromisową grozę.

Jak film przyjęli widzowie i krytycy?

Odbiór „Mumii” jest wyraźnie podzielony, co przy tak radykalnej zmianie tonu nie powinno dziwić. Recenzenci najczęściej chwalą stronę wizualną, pomysłowe efekty i odwagę w budowaniu klaustrofobicznej atmosfery, doceniając, że film naprawdę stara się przestraszyć widza. Z drugiej strony pojawiają się zarzuty o zbyt rozwleczone tempo i przewidywalność niektórych momentów grozy, przez co część widzów wychodzi z seansu z mieszanymi uczuciami. To jeden z tych horrorów, które dzielą publiczność na tych, których wciąga bez reszty, i tych, którym przeszkadza jego intensywność. Właśnie ta polaryzacja najlepiej pokazuje, że „Mumia” nie jest filmem dla każdego.

Czy warto obejrzeć „Mumię” i gdzie ją zobaczyć?

Jeśli lubisz mocne, klimatyczne horrory i nie przeszkadzają ci drastyczne sceny, ten film może okazać się dla ciebie gratką na wieczór. Nastaw się jednak na kino bezkompromisowe, które nie oszczędza widza i stawia grozę ponad rozrywkę, więc nie jest to propozycja na lekki seans. Sprawdzone nazwiska po stronie produkcji dają jednak pewność, że pod względem rzemiosła i budowania napięcia dostajesz horror z najwyższej półki. „Mumię” obejrzysz w ramach abonamentu na HBO Max. To dobry wybór dla wszystkich, którzy szukają czegoś, co naprawdę mrozi krew w żyłach.

fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...