Reklama

Lily James i Armie Hammer w jednym z najgłośniejszych romansów ostatnich lat na Netflixie. „Rebeka” przenosi widzów z Monte Carlo do mrocznego Manderley, gdzie tajemnice pierwszej żony bohatera nie chcą zostawić nikogo w spokoju.

O czym jest „Rebeka”? Historia, w której zakochanie szybko zamienia się w niepokój

Akcja zaczyna się we francuskim Monte Carlo. Młoda, nieśmiała bohaterka, której imienia nie poznajemy, pracuje jako towarzyszka starszej damy. Tam poznaje charyzmatycznego wdowca, Maximiliana de Wintera. Uczucie rodzi się szybko, a para pobiera się niemal z dnia na dzień. Po ślubie kobieta przyjeżdża do imponującej posiadłości Manderley w Kornwalii i od razu zaczyna czuć, że nie jest tam w pełni mile widziana. Choć Rebecca, pierwsza żona Maxima, od dawna nie żyje, jej obecność jest niemal namacalna. Wyznacza rytm domu, kierunki rozmów i emocje samego Maxima. Najbardziej oddaną pamięci poprzedniczki osobą w posiadłości jest pani Danvers, gospodyni, która traktuje nową panią de Winter z chłodem i ledwo skrywaną niechęcią. Im głębiej bohaterka wchodzi w sekrety Manderley, tym bardziej rozumie, że Rebecca skrywała coś, czego nikt w tym domu nie chce wypowiedzieć na głos.

Obsada „Rebeki” - Lily James, Armie Hammer i Kristin Scott Thomas

W rolę nowej pani de Winter wciela się Lily James, znana z musicalu „Mamma Mia! Here We Go Again” i serialu „Downton Abbey”. Aktorka zwróciła na siebie uwagę także rolą w „Pam & Tommy”, za którą otrzymała nominację do nagrody Emmy. Maxim de Winter to Armie Hammer, którego widzowie pamiętają z „Call Me by Your Name” i „The Social Network”. Bohater jest tu zamknięty, chłodny i pełen tajemnic, a aktor pokazuje to oszczędnymi gestami i krótkimi spojrzeniami. Postacią, która zostaje z widzem najdłużej, jest pani Danvers grana przez Kristin Scott Thomas. Brytyjska aktorka była nominowana do Oscara za rolę w „The English Patient” i przez lata budowała mocną pozycję w europejskim kinie. W „Rebece” tworzy jedną z najbardziej niepokojących postaci całej historii. W obsadzie znalazł się również Sam Riley w roli Jacka Favella.

Reżyseria „Rebeki”. Ben Wheatley i klasyk Daphne du Maurier w nowej odsłonie

Za kamerą stanął Ben Wheatley, brytyjski reżyser znany z odważnych projektów. Jego wcześniejsze filmy, takie jak „High-Rise” czy „Free Fire”, zdobyły uznanie za styl wizualny i specyficzny klimat. W „Rebece” Wheatley sięga po klasyczny materiał literacki, ale opowiada go w bardziej nowoczesny, eleganckim sposób. Manderley wygląda u niego jak osobny bohater filmu. Powieść Daphne du Maurier z 1938 roku to jeden z najważniejszych tytułów w historii brytyjskiej literatury XX wieku. Pierwsza ekranizacja, ta z 1940 roku, była dziełem Alfreda Hitchcocka i zdobyła Oscara dla najlepszego filmu. Wheatley nie próbuje konkurować z tamtą wersją, raczej proponuje własne, bardziej zmysłowe spojrzenie na tę samą historię.

Co wyróżnia „Rebekę”? Atmosfera, którą czuć z każdej sceny

Największą siłą filmu jest atmosfera. Kamera długo trzyma się w jednym miejscu, pokazuje monumentalne Manderley, wzburzone morze i puste korytarze, w których cisza mówi więcej niż dialogi. Kostiumy są bogate w detale, scenografia oddaje przepych Manderley, a światło stopniowo wprowadza widza w stan niepokoju. Historia rozwija się powoli i wymaga cierpliwości. To nie jest film, który gna do przodu zwrotami akcji. Bardziej skupia się na psychologii bohaterki i na nieuchwytnym poczuciu zagrożenia. Część widzów może porównać go z wersją Hitchcocka, jednak nowa interpretacja broni się przede wszystkim rolą Kristin Scott Thomas oraz wyrazistą chemią między Lily James i Armie Hammerem.

Czy warto obejrzeć „Rebekę” na Netflixie?

Film jest skierowany przede wszystkim do tych, którzy lubią gotyckie thrillery, kostiumowe produkcje i kino stawiające na atmosferę bardziej niż na akcję. Sprawdzi się w wieczór z herbatą, kiedy chcesz obejrzeć coś eleganckiego, ale jednocześnie niepokojącego. Fani „The Haunting of Bly Manor”, „Crimson Peak” czy „The Woman in the Window” mogą czuć się tu jak u siebie. Osoby, które wolą szybkie, dynamiczne kryminały, mogą mieć z „Rebeką” problem. Tempo jest powolne, a większa część napięcia wynika z tego, czego nie widać, a nie z efektów. To film, w którym warto skupić się na detalach: spojrzeniach, kostiumach, kolejności, w jakiej bohaterowie wchodzą do pokoju.

fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...