Nowy dramat o najgłośniejszej zbrodni w West Cork. 12 przysięgłych, 1 tajemnicza zbrodnia i pytania, które wracają po 27 latach
W grudniu 1996 roku w West Cork zginęła Sophie Toscan du Plantier. Trzydzieści lat później Jim Sheridan zamyka dwunastu przysięgłych w jednej sali i pyta o to, czego irlandzki wymiar sprawiedliwości nigdy nie rozsądził. „Werdykt” wchodzi do polskich kin w piątek 22 maja i już zbiera mocne reakcje widzów.

Sprzeczne zeznania, podgrzane emocje, zaciemniona sala i jedna latarka w ręku Vicky Krieps. „Werdykt” rozkłada na czynniki pierwsze morderstwo Sophie Toscan du Plantier i sadza widza w ławie przysięgłych, którą Irlandia mogła powołać, ale tego nie zrobiła.
O czym jest „Werdykt”? 12 przysięgłych, 1 nierozwiązana zbrodnia i pytania, które wracają po 27 latach
„Werdykt” w całości rozgrywa się w jednej sali, w jednym dniu, wokół ławy przysięgłych, której w prawdziwym życiu Irlandia nigdy nie powołała. Jim Sheridan i David Merriman pytają wprost: co by było, gdyby Ian Bailey, główny podejrzany w sprawie zabójstwa Sophie Toscan du Plantier, stanął przed sądem w kraju, w którym zginęła ofiara? Dwunastu przysięgłych dostaje akta, zeznania świadków, sprzeczne wersje wydarzeń i 89 minut na podjęcie decyzji. Vicky Krieps jako Przysięgła nr 8 od początku nie głosuje z resztą. Pozostali chcą skończyć i wrócić do swoich spraw, ona zmusza ich do zatrzymania się przy szczegółach, które nie pasują do prostej tezy. Konstrukcja przypomina „Dwunastu gniewnych ludzi” Sidneya Lumeta, ale „Werdykt” idzie krok dalej. W kluczowej sekwencji przysięgli gaszą światło, biorą latarkę i odgrywają sceny z nocy zbrodni, próbując zrozumieć, co fizycznie mogło się wtedy wydarzyć. To nie jest klasyczny thriller sądowy z efektowną mową końcową. To kameralne, gęste spotkanie w jednej sali, w którym każdy argument waży tyle samo, co cisza między pytaniami.
Obsada od Vicky Krieps i Colma Meaneya po samego Jima Sheridana w ławie przysięgłych
Vicky Krieps, znana z „Fantomowej nici” i „Korsażu”, gra Przysięgłą nr 8, czyli oś całej narady. To na niej trzyma się 89 minut filmu i to ona prowadzi ostatnią rekonstrukcję wydarzeń. Colm Meaney wcielił się w Iana Baileya, czyli postać, którą prawdziwe irlandzkie tabloidy opisywały przez 27 lat. Aidan Gillen, znany z „Gry o tron”, zagrał Hamiltona Barnesa. John Connors dostał rolę Przysięgłego nr 3, najbardziej zaciętego w swojej wersji wydarzeń. W ławie usiadł też sam Jim Sheridan w roli Przysięgłego nr 1. Za zdjęciami stoi Rich Gilligan, którego kadry z sali narad krążyły po festiwalowych portalach od premiery w Tribece. Reżyserię Sheridan podzielił z Davidem Merrimanem, swoim wieloletnim współpracownikiem. Producentami są Fabrizio Maltese i Tina O'Reilly.
„Werdykt” a prawdziwa historia Sophie Toscan du Plantier. Najgłośniejsza nierozwiązana zbrodnia West Cork
Sophie Toscan du Plantier była francuską producentką filmową. W grudniu 1996 roku znaleziono ją martwą tuż przed jej wakacyjnym domem w Schull, w hrabstwie Cork. Sprawa od początku ciągnęła za sobą sprzeczne tropy, błędy śledczych i jednego głównego podejrzanego, na którym przez prawie trzy dekady skupiała się uwaga lokalnej i międzynarodowej prasy. Tym podejrzanym był Ian Bailey, angielski dziennikarz osiadły w okolicy. Irlandzka prokuratura nigdy nie postawiła mu zarzutów. Francja w 2019 roku skazała go zaocznie na 25 lat więzienia, ale on sam do końca życia mieszkał w hrabstwie Cork. Zmarł w styczniu 2024 roku, nim cokolwiek zostało prawomocnie rozstrzygnięte. Rodzina Sophie do dziś walczy o oficjalną prawdę. Sheridan zna to dossier od lat. Dla niego „Werdykt” nie jest dziennikarskim śledztwem ani próbą wskazania winnego. Jest pytaniem o to, co irlandzki sąd mógł zrobić, gdyby zechciał.
Dramat sądowy na miarę „Dwunastu gniewnych ludzi”
Po premierze w Tribece „Werdykt” otworzył Galway Film Fleadh, a Irlandia obejrzała go w kinach jesienią 2025 roku. Krytycy zgodnie pisali, że to najmocniejszy projekt Sheridana od lat, choć część z nich spierała się o to, czy fikcyjny sąd nad prawdziwą sprawą jest etycznie do udźwignięcia. Tym, co najbardziej wybrzmiewa w recenzjach, jest sekwencja rekonstrukcji. Przysięgli gaszą światła, sięgają po latarkę i wchodzą w ostatnie minuty życia Sophie. Trudna, nieefektowna w klasycznym sensie scena, w której kamera ani razu nie próbuje wycisnąć emocji na siłę. Działa właśnie dlatego, że nikt jej nie podgrzewa. Drugim mocnym punktem jest sama formuła. Cały dramat dzieje się w jednej sali, w jednym dniu, z dwunastoma głosami, które niemal nigdy nie milkną. „Werdykt” trwa 89 minut i nie ma w sobie ani jednej sceny tranzytowej.
„Werdykt” według widzów: co mówią pierwsze recenzje po projekcjach?
Irlandzkie opinie są wyraźnie pochwalne i w większości wracają do tego samego: filmu nie da się oglądać jednym okiem. Jedna z widzek tłumaczy, dlaczego zatrzymał ją tak mocno: „Ponoć prawda leży zawsze pośrodku i broni się sama. Ale nie w tej historii. Tutaj trzeba się jej dokopywać z mozołem, nieustępliwie obalając własne przekonania, skrywane żale, poczucia winy i podszepty intuicji. Ten film, jak każde dobre kino nie daje prostych odpowiedzi. Skłania do refleksji nad tym, co chcemy osiągnąć, ślubując mówienie całej prawdy, tylko prawdy i szczerej prawdy. Dla tych, którzy próbują zobaczyć prawdę bez siebie samego w środku”. Inna widzka rezygnuje z analiz i streszcza wszystko w dwóch zdaniach: „Bardzo wciągnęła mnie ta historia. Bardzo dobre kino”. Ten ton dobrze oddaje atmosferę pierwszych projekcji, na których ludzie wychodzili z sali pochłonięci samą sprawą, a nie tym, jak została sfilmowana.
„Werdykt” w kinie. Dla kogo to będzie film roku, a kto może odpuścić?
Jeśli ktoś szuka klasycznego kryminału z gwałtownym zwrotem na koniec, „Werdykt” trzyma się od takiego schematu z daleka. To dramat sądowy w starym stylu, w którym wszystko dzieje się w słowach, mowie ciała i powracających zeznaniach. Trzeba lubić ten gatunek i zaakceptować, że film nie wyjmie widzowi z głowy żadnej z wątpliwości. Najbardziej ucieszą się fani „W imię ojca” i wszyscy, którzy w ostatnich latach sięgali po „Anatomię upadku” czy „Dwunastu gniewnych ludzi”. Widzowie zainteresowani prawdziwymi historiami i sprawą Sophie Toscan du Plantier znajdą w „Werdykcie” rzadko spotykane studium tego, jak bardzo wymiar sprawiedliwości potrafi zostawić rodzinę ofiary z niczym.
Polska premiera kinowa wypada w piątek 22 maja 2026 roku. Czas trwania 89 minut.


