Polacy pokochali nowy film z Madsem Mikkelsenem. „Ostatni wiking” wskoczył na pierwsze miejsce HBO Max w jeden weekend
Brutalny Anker wychodzi z więzienia po czternastu latach z jednym celem, czyli odzyskaniem fortuny z dawnego napadu. Kłopot w tym, że łup zakopał jego brat Manfred, który od tamtej pory żyje we własnym świecie i jest przekonany, że jest Johnem Lennonem. „Ostatni wiking” właśnie wskoczył na pierwsze miejsce najpopularniejszych tytułów HBO Max w Polsce. To czarna komedia, po której śmiech miesza się ze wzruszeniem.

Czasem najlepsze kino rodzi się z zupełnie absurdalnego pomysłu. Mężczyzna, który zakopał skradzioną fortunę, wmawia sobie, że jest Johnem Lennonem, a jego brat musi go jakoś sprowadzić na ziemię, zanim pieniądze przepadną. „Ostatni wiking” to czarna komedia z Madsem Mikkelsenem, która właśnie została numerem 1 na HBO Max w Polsce. Pod warstwą humoru kryje się znacznie poważniejsza historia.
O czym jest „Ostatni wiking”? Zakopana fortuna i brat, który myśli, że jest Lennonem
Anker po czternastu latach odsiadki za napad na bank wychodzi na wolność. Ma jeden plan, czyli odkopać pieniądze z dawnego skoku i wreszcie ułożyć sobie życie. Problem polega na tym, że łup ukrył jego brat Manfred, a ten od lat zmaga się z zaburzeniem tożsamości i jest przekonany, że jest Johnem Lennonem. Manfred nie pamięta, gdzie zakopał fortunę, a momentami nie pamięta nawet, kim naprawdę jest. Bracia ruszają w podróż, której prawdziwą stawką nie są tylko pieniądze. Pomysł na odzyskanie wspomnień jest tak absurdalny, że mógł narodzić się tylko w głowie skandynawskiego scenarzysty, bo psychiatra proponuje, by Manfred wystąpił w zespole grającym piosenki The Beatles razem z innymi pacjentami. Im dalej, tym bardziej historia o pieniądzach zamienia się w opowieść o rodzinie, dzieciństwie i ranach, które ludzie noszą w sobie latami. To czarna komedia, ale nie taka, która trzyma się jednego tonu. Jensen przechodzi tu od groteski do scen naprawdę poruszających, a śmiech kilka razy więźnie w gardle. Pod warstwą absurdu jest film o traumie i o tym, jak rodzeństwo próbuje się odnaleźć po latach milczenia.
Kto gra w „Ostatnim wikingu”? Mads Mikkelsen i obsada skandynawskiego hitu
W roli Manfreda, czyli mężczyzny przekonanego, że jest Johnem Lennonem, występuje Mads Mikkelsen. Aktor znany z „Polowania”, „Na rauszu” i hollywoodzkich produkcji tym razem gra postać kruchą, rozkojarzoną i daleką od jego zwykłego chłodnego wizerunku. Jego brata Ankera gra Nikolaj Lie Kaas, a chemia między obydwoma aktorami jest jednym z najczęściej wymienianych atutów filmu. W obsadzie znaleźli się też Sofie Gråbøl, Søren Malling, Bodil Jørgensen, Lars Brygmann i Nicolas Bro. Za scenariusz i reżyserię odpowiada Anders Thomas Jensen, twórca „Jeźdźców sprawiedliwości” i „Jabłek Adama”, nagradzany duński filmowiec. „Ostatni wiking” to już jego szósta wspólna praca z Mikkelsenem, po takich tytułach jak „Jeźdźcy sprawiedliwości” czy „Mężczyźni i kurczaki”.
Dlaczego „Ostatni wiking” podbił HBO Max w Polsce?
Najpierw był ogromny sukces w Danii. Film sprzedał ponad 700 tysięcy biletów i stał się najpopularniejszą produkcją Jensena w jego ojczyźnie. Premiera odbyła się na festiwalu w Wenecji w sierpniu 2025 roku, a recenzenci przyjęli film bardzo dobrze, bo na Rotten Tomatoes utrzymuje wynik powyżej dziewięćdziesięciu procent. Po wejściu na HBO Max tytuł szybko wskoczył na pierwsze miejsce najczęściej oglądanych pozycji w Polsce. Powodów jest kilka. Pierwszym jest sam Mikkelsen w nietypowej dla siebie roli, w peruce i okularach, daleki od mrocznych bohaterów, z którymi najczęściej się go kojarzy. Drugim jest połączenie gatunków, bo „Ostatni wiking” działa jednocześnie jako czarna komedia, dramat psychologiczny i historia rodzinna. Trzecim jest specyficzny, skandynawski humor, który balansuje na granicy absurdu i powagi. To film, który łatwo polecić dalej, bo widzowie chętnie opowiadają o nim znajomym.
Opinie widzów o filmie „Ostatni wiking”
Reakcje są mocne i w większości entuzjastyczne: „Superprodukcja, ze wspaniałą obsadą. Kolejny raz Anders Jensen nie zawiódł”, „Trzeba iść, zobaczyć, śmiać się, płakać, podziwiać, zachwycać, smucić”. Sporo osób zwraca uwagę na podwójną naturę tej historii: „Moja najwyższa ocena od dawien dawna, film z podwójnym dnem”, „Śmieszny i smutny! Niestety, to, jakie mamy dzieciństwo, wpływa na nasze dorosłe życie”. Wracają też głosy o tym, że taka mieszanka tonów to znak rozpoznawczy kina z północy, jak choćby komentarz: „Taki film mógł powstać jedynie w Skandynawii”. Nie brakuje jednak ostrzeżeń, bo zdaniem części widzów: „Groteska, film akcji, komedia — miłośnik każdego gatunku będzie trochę rozczarowany, jeśli liczy wyłącznie na jeden z tych elementów”.
Czy warto obejrzeć „Ostatniego wikinga”?
„Ostatni wiking” spodoba się tym, którzy lubią kino łączące humor z emocjami i nie boją się historii, które potrafią zmienić ton z minuty na minutę. Jeśli odpowiadał ci styl wcześniejszych filmów Jensena albo skandynawskie produkcje, w których absurd idzie w parze z powagą, ten tytuł trafi w gusta. Widzowie szukający czystej komedii albo klasycznego kina akcji mogą poczuć się zaskoczeni, bo film nie trzyma się jednej konwencji. To produkcja o rodzinie, traumie i drugiej szansie, opowiedziana w sposób, który równie często bawi, co wzrusza. Mads Mikkelsen dostaje tu rolę inną niż wszystko, z czym był dotąd kojarzony, a duet z Nikolajem Lie Kaasem napędza całą historię. „Ostatniego wikinga” obejrzysz na HBO Max, gdzie film zajmuje obecnie pierwsze miejsce wśród najpopularniejszych tytułów w Polsce.
Zwiastun:
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.

