Reklama

Becket Redfellow wychował się w cieniu bajecznie bogatej rodziny, która przy pierwszej okazji odcięła go od fortuny i wykreśliła z testamentu. Zamiast pogodzić się z losem, bohater obmyśla plan tyleż perfidny, co elegancki, bo postanawia po kolei wyeliminować siedmioro krewnych, którzy stoją między nim a rodzinnym majątkiem. Każde kolejne morderstwo musi przy tym wyglądać na nieszczęśliwy wypadek, a Becket okazuje się w tej sztuce zaskakująco utalentowany, choć z każdą ofiarą ryzyko wpadki rośnie. To czarna komedia kryminalna, która bawi się konwencją opowieści o zbrodni doskonałej i robi to z dużą klasą.

O czym jest „Przepis na morderstwo”?

Fabuła obraca się wokół prostej, ale diabelnie skutecznej zasady, że najkrótsza droga do spadku prowadzi przez cmentarz. Becket prowadzi swoją morderczą kampanię z zimną krwią i nienagannymi manierami, a widz z rosnącym niepokojem kibicuje bohaterowi, którego trudno jednoznacznie potępić i jeszcze trudniej polubić. Twórcy nawiązują tu do klasycznej opowieści o dziedzicu mordercy, znanej z brytyjskiego „Szlachetność zobowiązuje”, ale przenoszą ją we współczesny świat wielkich pieniędzy i jeszcze większych ambicji.

Glen Powell i gwiazdorska obsada

W rolę czarującego Becketa wciela się Glen Powell, jeden z najgorętszych aktorów ostatnich lat, znany z „Top Gun: Maverick” i „Tylko nie ty”, który tutaj z widocznym smakiem gra bohatera balansującego między urokiem a bezwzględnością. U jego boku pojawia się Margaret Qualley jako Julia, a rodzinę Redfellowów, która ma zniknąć z jego drogi, tworzy prawdziwa plejada znanych twarzy z Edem Harrisem, Topherem Grace’em i Billem Campem na czele. To właśnie na starciu Becketa z kolejnymi krewnymi opiera się cała przyjemność z oglądania.

Zbrodnia z klasą i czarnym humorem

Za kamerą stanął John Patton Ford, doceniony wcześniej za trzymający w napięciu „Emily the Criminal”, który i tym razem stawia na inteligentne, stylowe kino z bohaterem z moralnego marginesu. „Przepis na morderstwo” utrzymany jest w tonie eleganckiej czarnej komedii, gdzie napięcie przeplata się z ironią, a każda zbrodnia ma w sobie coś z absurdalnego żartu. To propozycja dla widzów, którzy lubią, gdy kryminał mruga do nich okiem i nie boi się złośliwego humoru.

Co mówią widzowie?

Opinie o filmie są raczej ciepłe, choć bez wielkich uniesień, bo najczęściej chwalona jest obsada i sam pomysł. „Interesujący i wciągający scenariusz, świetna obsada, a poza tym dobrze się ogląda”, pisze jeden z widzów, a inny wspomina, że podczas jego seansu „cała sala parsknęła śmiechem”, co dobrze świadczy o humorze produkcji. Pojawiają się też głosy bardziej wymagające, zwłaszcza od osób znających klasyczny pierwowzór, którym nowej wersji „brakuje tempa”. Najlepiej więc potraktować „Przepis na morderstwo” jako stylową, lekką rozrywkę, a nie kryminał, który ma trzymać w napięciu do ostatniej minuty.

Gdzie obejrzeć „Przepis na morderstwo”?

Po kinowej premierze wiosną 2026 roku film trafia do domowego oglądania, bo od 17 lipca możesz wypożyczyć go w wypożyczalni CANAL+. To dobra propozycja na wieczór dla wszystkich, którzy cenią gwiazdorskie obsady i czarny humor, a od kina kryminalnego oczekują raczej stylu i przewrotności niż mrożącej krew w żyłach grozy. Zwiastun obejrzysz tutaj:

fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...