Reklama

Pierwsza randka, intensywne uczucie, wspólne mieszkanie. A potem strach, kontrola i moment, w którym mężczyzna obok wyznaje, że już raz zabił. „W końcu cię zabiję” to oparta na faktach historia Delii Balmer, londyńskiej pielęgniarki, która próbowała wyrwać się z relacji z Johnem Sweeneyem, kiedy policja i sąd uznały, że nie pasuje do roli „wiarygodnej ofiary”. Cztery odcinki i jedno z najmocniejszych ról Anny Maxwell Martin w karierze.

Pielęgniarka, mężczyzna z pubu i trzy lata pod jednym dachem. O czym jest miniserial „W końcu cię zabiję”?

Punktem wyjścia jest historia Delii Balmer, pielęgniarki z londyńskiego szpitala Royal Free, która poznaje Johna Sweeneya na zwyczajnym wyjściu do pubu. Z początku wydaje się charyzmatyczny, ciekawy, inny od typowych mężczyzn, których spotykała wcześniej. Ta intensywność dość szybko zaczyna mieć drugie dno. Sweeney bywa zazdrosny, agresywny, kontrolujący. W pewnym momencie wyznaje Delii, że zabił swoją wcześniejszą partnerkę. Ona, zamiast natychmiast uciec, zostaje. Bo nie ma dokąd pójść, bo nikt jej nie wierzy, bo on potrafi być na zmianę bezpieczny i przerażający, czasem w odstępie kilku godzin. „W końcu cię zabiję” idzie za tym napięciem, dzień po dniu, miesiąc po miesiącu. Bohaterka próbuje ratować siebie, zwraca się do policji, prosi o pomoc otoczenie. Większość drzwi pozostaje zamknięta.

Kto gra w miniserialu „W końcu cię zabiję”?

W roli Delii Balmer występuje Anna Maxwell Martin, znana z „Line of Duty”, „Motherland” i „Bleak House”. Johna Sweeneya gra Shaun Evans, którego brytyjska widownia kojarzy przede wszystkim z młodego inspektora Morse’a w serialu „Endeavour”. Drugoplanowe role obsadzili Kevin Doyle, Jack Franklin, Simon Harrison, Clare Foster, Stephanie Street i Renu Brindle. Scenariusz napisał Nick Stevens, znany m.in. z „The Pembrokeshire Murders” i „Four Lives”. Reżyseria należy do Julii Ford, nagrodzonej za pracę przy serialu podczas RTS Craft & Design Awards. Producentem jest Ken Horn, a za produkcję odpowiada World Productions, czyli ekipa stojąca m.in. za „Line of Duty” i „Bodyguard”. Materiałem źródłowym jest autobiograficzna książka Delii Balmer „Living with a Serial Killer” z 2017 roku.

Dlaczego o serialu „W końcu cię zabiję” mówi cała Wielka Brytania?

W brytyjskiej telewizji miniserial wystartował 3 listopada 2024 roku na ITV1 i ITVX, ale wcześniej obejrzeli go już widzowie w Nowej Zelandii i Kanadzie. Lucy Mangan w „Guardianie” dała produkcji najwyższą notę. Na filmowym portalu Rotten Tomatoes serial ma 100 procent pozytywnych recenzji. Powodów takiego odbioru jest kilka. Po pierwsze, twórcy konsekwentnie unikają fascynacji sprawcą. John Sweeney nie jest tu efektowną figurą zła, którą widz ma rozpracowywać razem z policją. Sweeney bywa raczej obecnym, ciężkim, niejednoznacznym mężczyzną, którego siła wynika z codziennego strachu, jaki budzi w Delii. Po drugie, scenariusz Nicka Stevensa stawia na perspektywę ofiary, a nie reportera czy detektywa. Po trzecie, decyzje reżyserki Julii Ford. „Chcieliśmy, żeby było przerażająco, ale nie strasznie”, mówiła reżyserka w rozmowie z „Televisual”, podkreślając, że nie chodziło jej o horrorowe efekty, lecz o emocjonalną prawdę głównej bohaterki. Kamera często zostaje przy twarzy Anny Maxwell Martin dłużej, niż podpowiadałyby klasyczne reguły telewizyjnego thrillera. Liczą się milczenie, drobne drgnięcie ust, spojrzenie. To rzadkość w gatunku, w którym zwykle dominują kostiumy policyjne i sale przesłuchań.

Kiedy i gdzie obejrzeć „W końcu cię zabiję”?

Polska premiera odbyła się w poniedziałek 28 kwietnia o godzinie 21:00 na kanale Epic Drama. Teraz dostępny jest w serwisie Gonet TV. Cały miniserial liczy cztery odcinki, więc widz dostaje krótką, gęstą i precyzyjnie poprowadzoną historię, bez sztucznie rozciągniętych wątków pobocznych. Napięcie nie wynika tu z efektownych zwrotów akcji, lecz z rosnącego poczucia osaczenia bohaterki. Krótka forma działa na korzyść opowieści, bo każdy odcinek mocno przesuwa Delię do przodu w jej historii.

Czy warto obejrzeć „W końcu cię zabiję”?

Po „W końcu cię zabiję” warto sięgnąć, jeśli lubisz seriale oparte na faktach, w których temat przemocy nie jest tłem dla efektownej intrygi, tylko centrum opowieści. To produkcja dla widza, który ceni psychologiczne dramaty z mocną kreacją kobiecą i potrafi docenić serial, który nie podaje gotowej odpowiedzi „jak zachowuje się ofiara”. Sięgnij po niego, jeśli oglądasz „Mare of Easttown”, „Unbelievable” czy „A Killing in a Small Town”. Cztery odcinki wystarczą, by historia Delii Balmer zostawiła cię z konkretnymi pytaniami o to, kogo system rzeczywiście chroni. I to chyba najsilniejszy argument za tym, żeby włączyć ten serial.

fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...