Psychodeliczny romans z Danielem Craigiem jest już na HBO Max. To studium miłości i samotności
„Queer” w reżyserii Luki Guadagnino trafił do oferty HBO Max. To ekranizacja prozy Williama S. Burroughsa i jedna z najbardziej niejednoznacznych ról w karierze Daniela Craiga. Film hipnotyzuje obrazem, drażni tempem i od początku do końca dzieli widzów.

„Queer”, nowa produkcja Luca Guadagnino, dostępna już na HBO Max. To ekranizacja prozy Williama S. Burroughsa i jednocześnie jedno z najbardziej ryzykownych przedsięwzięć reżysera od czasu „Tamtych dni, tamtych nocy”. To kino zbudowane z napięcia, pożądania i samotności bez klasycznej fabuły, bez wyraźnych punktów zaczepienia. Nie prowadzi widza za rękę. Raczej wrzuca go w środek emocjonalnego i cielesnego chaosu.
Meksyk lat 50. jako stan umysłu
Akcja filmu rozgrywa się na początku lat 50. William Lee, amerykański ekspat po pięćdziesiątce, żyje w Meksyku na obrzeżach wszystkiego: wspólnoty, stabilności, sensu. Dni wypełniają mu alkohol, narkotyki i przypadkowe spotkania w barach. Samotność nie jest tu chwilowym kryzysem. To stan permanentny. Pojawienie się młodszego Eugene’a Allertona burzy tę stagnację. Relacja, która zaczyna się od spojrzeń i niedopowiedzeń, szybko przeradza się w obsesję. Guadagnino nie romantyzuje tej więzi, a pokazuje ją jako coś lepko niepokojącego, pełnego napięcia i nierównej dynamiki.
Daniel Craig, jakiego jeszcze nie było
Dla wielu widzów największym zaskoczeniem pozostaje Daniel Craig. William Lee, którego gra, jest fizyczny, kruchy, momentami wręcz odpychający. To rola, w której aktor rezygnuje z ekranowej kontroli i pozwala sobie na pełną ekspozycję emocji, wstydu i pożądania. Nieprzypadkowo część widzów pisze: „Trip, który się czuję całym ciałem. Film działający jak narkotyk lub najgorszy udar słoneczny” albo „Craig jest wielki”. Ale równie często pojawiają się głosy rozczarowania, np. „Produkt filmopodobny. Nudny, wtórny i po prostu nijaki” czy „Obejrzałem, wycierpiałem, zapomnę”. „Queer” jest filmem bardziej do odczuwania niż do analizowania. Kamera zatrzymuje się na gestach, spojrzeniach, przedmiotach. Sceny intymne są długie, pozbawione skrótów, chwilami niewygodne, czyli... dokładnie takie, jakie miały być. Guadagnino nie skraca dystansu do widza, nie łagodzi napięcia. Stąd porównania do „Czarnego lustra na haju”. Pojawiają się także bardzo bezpośrednie komentarze, np.: „Ładne kadry, ładni ludzie, ładne wszystko, ale... zabrakło tu czegoś intrygującego”. Film bywa oskarżany o przerost formy nad treścią, ale równie często chwalony za wizualną konsekwencję i odwagę.
Czy warto obejrzeć „Queer”?
Jeśli szukasz klasycznej historii z wyraźnym finałem, to raczej nie będzie to produkcja dla ciebie. Jeśli jednak interesuje cię kino cielesne, zmysłowe, momentami duszne, które bardziej się przeżywa, niż rozumie, to „Queer” może zostać z tobą na długo. Film jest dostępny w streamingu na platformie HBO Max.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
