Reklama

Akcja „Panny młodej” przeniesie nas do świata zadymionych klubów, brutalnych porachunków i naukowych ambicji przekraczających granice etyki. W tej scenerii samotny potwór Frankensteina, zmęczony odrzuceniem i wieczną tułaczką, szuka... miłości. W końcu trafia do charyzmatycznej badaczki – doktor Euphronius, w którą wciela się Annette Bening. To kobieta nauki z wizją i odwagą, by zrobić krok dalej, niż pozwala rozsądek.

„Panna młoda”: czy można stworzyć miłość?

Eksperyment, który przeprowadzają, nie jest jedynie technologicznym wyzwaniem. To akt desperacji, ale i wiary w to, że miłość może zostać „stworzona”. Przywrócona do życia młoda kobieta (przyszła panna młoda) nie jest jedynie piękną (na swój sposób) towarzyszką dla potwora. Ma własny temperament, gniew i pragnienia. Jej narodziny uruchamiają lawinę zdarzeń: od zbrodni po namiętność, od społecznego skandalu po narodziny radykalnego ruchu, który w nowym bycie widzi symbol buntu.

Gyllenhaal wprowadziła do tej historii mnóstwo współczesnej wrażliwości, przedstawiając nietypowy romans z wielkim wyczuciem. Choć kostiumy i scenografia odsyłają do estetyki sprzed niemal wieku, emocje są zaskakująco aktualne. Film stawia pytania o prawo do autonomii, o odpowiedzialność twórcy wobec swojego „dzieła” i o to, czy można zaprogramować uczucie.

fot. Materiały prasowe
fot. Materiały prasowe

Christian Bale, jakiego jeszcze nie widzieliśmy

Aktor po raz kolejny udowadnia, że ekranowa metamorfoza to jego żywioł. Jego potwór nie jest jednowymiarową bestią. Bale doskonale pokazuje, że nawet ktoś taki może być istotą kruchą, nieco zagubioną i ostatecznie… romantyczną. Mimo samych mrocznych okoliczności jego powstania, udowadnia, że też ma potrzebę akceptacji, jak każda żyjąca osoba. Z kolei Buckley „prowadzi” tytułową „Pannę młodą” zupełnie inną ścieżką. Tworzy postać niepokorną, która nie chce być czyjąś odpowiedzią na samotność. Chce decydować o sobie.

fot. Materiały prasowe
fot. Materiały prasowe

Nowe spojrzenie na legendę

Dla miłośników kina grozy tytuł przywoła skojarzenia z „Narzeczona Frankensteina” (1935) w reżyserii Jamesa Whale’a. Tamten film uchodzi za jeden z najciekawszych sequeli w historii kina i od dekad inspiruje twórców. „Panna młoda!” nie zamierza jednak stawać z tak wybitnym dziełem do konkurencji. Dzięki niej będziemy mogli spojrzeć na postać „Panny młodej” z perspektywy kobiety, która dotąd była jedynie projektem cudzych pragnień.

To również kolejna w ostatnim czasie próba zmierzenia się z dziedzictwem „Frankensteina” Mary Shelley i filmowego uniwersów Universal Monsters (1923-1960). W zeszłym roku premierę miała głośna ekranizacja pierwowzoru literackiego – „Frankenstein” Guillermo del Toro. Film otrzymał 9 nominacji do Oskara, w tym za Najlepszy Film. Ile ostatecznie zdobędzie statuetek, dowiemy się już po premierze „Panny młodej!” – 15 marca 2026 roku.

„Panna młoda!” zapowiada się na niezwykle spektakularne, zmysłowe i prowokujące przeżycie filmowe. To nie tylko historia o potworze, który chce kochać, lecz także o kobiecie, która nie zamierza być czyimś eksperymentem. W świecie, gdzie granice między nauką a obsesją zacierają się niebezpiecznie szybko, najstraszniejsza może okazać się nie sama śmierć, a pragnienie, by kogoś kochać za wszelką cenę. W filmie, oprócz Buckley, Bale’a i Bening zobaczymy też Petera Sarsgaarda, nominowanego do Oscara Jake’a Gyllenhaala oraz Penélope Cruz. „Panna młoda” w kinach już 6 marca.

Reklama
Reklama
Reklama