Reklama

Warszawa po zmroku w tym filmie nie przedstawia wielkiego świata. Zamiast neonów i efektownych pościgów są chłodne klatki schodowe, krótkie rozmowy i decyzje podejmowane pod presją, często na granicy wytrzymałości. Właśnie tym „Pitbull” od lat przyciąga widzów: nie obiecuje łatwej rozrywki, tylko konsekwentnie podsuwa realizm, który potrafi uwierać. „Pitbull. Ostatni pies” jest domknięciem pewnego etapu w polskim kinie sensacyjnym. Władysław Pasikowski wrzuca bohaterów w świat bez upiększeń i prowadzi ich tak, by najmocniej wybrzmiały lojalność, zmęczenie i rachunek, jaki płaci się za wierność własnym zasadom.

Despero znów na pierwszej linii, ale stawka jest większa niż wcześniej

Seria „Pitbull”, zapoczątkowana w 2005 roku, na stałe wpisała się w historię polskich kryminałów. To opowieść o pracy w warszawskim Wydziale Zabójstw, w której równie ważne jak ściganie przestępców są prywatne koszty ponoszone przez funkcjonariuszy: przeciążenie, uzależnienia, wypalenie, trudne relacje i życie w ciągłym napięciu. Patryk Vega, odwołując się do policyjnych akt oraz doświadczeń dokumentalnych związanych z „Prawdziwe psy”, zbudował świat brutalny, ale mocno osadzony w realiach. Gdy przy „Pitbullu. Ostatnim psie” za sterami stanął Władysław Pasikowski, seria poszła w bardziej klasyczną, surową stronę. Reżyser postawił na cięższy klimat i psychologiczne pogłębienie, a nie na efekty i przerysowanie. W efekcie mamy powrót do ulicznego, gęstego kryminału, w którym bohaterowie są daleko od wizerunku nieskazitelnych stróżów prawa.

Śledztwo po zabójstwie policjanta prowadzi w sam środek wojny gangów

Oś fabuły „Pitbull. Ostatni pies” zaczyna się od sprawy śmierci policjanta Soczka. Dochodzenie prowadzą doświadczeni funkcjonariusze: Despero (Marcin Dorociński), Metyl (Krzysztof Stroiński) i Nielat (Rafał Mohr). Trop szybko kieruje ich w stronę brutalnych grup, które próbują kontrolować Warszawę, a kolejne ustalenia każą zadawać pytania o to, kto w tej układance gra czysto, a kto tylko udaje. Pasikowski pokazuje policyjną robotę jako serię twardych wyborów, presji czasu i działań, w których każdy błąd może być nieodwracalny. Brutalność jest tu konsekwencją świata, w którym funkcjonariusze często balansują na granicy prawa, a reguły są bardziej bezlitosne niż przepisy.

Skąd bierze się ciężar tej historii i dlaczego tak mocno zostaje w głowie?

Ważnym tłem dla postaci i ich wiarygodności jest inspiracja biografią Sławomira Opali. Były komisarz stołecznego Wydziału Zabójstw należał do najbardziej rozpoznawalnych funkcjonariuszy w historii polskiej policji, a szerzej kojarzony był także z dokumentalnym serialem „Prawdziwe psy”. Jego wizerunek nieustępliwego „psa”, wiernego własnemu kodeksowi, stał się punktem odniesienia dla filmowych sylwetek Despero i Metyla. Los Opali z czasem przybrał jednak dramatyczny obrót: pojawiły się konflikty z przełożonymi, głośny incydent z bronią, oskarżenia o powiązania ze światem przestępczym, a finał był tragiczny (samobójstwo w 2014 roku). Opala miał 48 lat. Taki kontekst sprawia, że film ogląda się nie tylko jako sensację, ale też jako opowieść o konsekwencjach życia w permanentnym napięciu.

Gdy seria zmienia ręce, zmienia się też język opowiadania o policji

Wczesne odsłony „Pitbulla” firmowane przez Patryka Vegę wyróżniały się ostrą brutalnością, specyficznym humorem i dynamicznym montażem. „Ostatni pies” idzie inną drogą: Pasikowski, kojarzony z tytułami takimi jak „Psy” czy „Pokłosie” tworzy chłodniejszą, bardziej klasyczną formę. Zamiast efekciarskich chwytów dostajemy gęstą atmosferę, więcej ciszy i portrety postaci, które są bardziej zmęczone niż bohaterskie. Taki zwrot dla części widzów okazał się odświeżający, bo przypominał ton pierwotnego „Pitbulla” z 2005 roku. Inni mogą odczuwać brak energii i przerysowania, które były znakiem rozpoznawczym późniejszych kontynuacji. Jedno jest pewne: powrót Despero na ekran działa, bo to bohater o dużym potencjale, nawet jeśli film zostawia pewne sprawy w półcieniu.

Gdzie obejrzeć „Pitbull. Ostatni pies” online?

Ciekawostką jest fakt, że Patryk Vega nie obejrzał filmu „Pitbull. Ostatni pies”. W rozmowie z „Vivą” wyjaśniał, że nie wynika to z niechęci wobec twórców, ale z tego, że od wielu lat w ogóle nie śledzi polskich filmów. Wspominał też, że ostatnim rodzimym tytułem, który widział, był „Dom Zły” Wojciecha Smarzowskiego, a wolny czas przeznacza raczej na nadrabianie amerykańskich produkcji. „Pitbull. Ostatni pies” jest dostępny na platformach VOD. Film można obejrzeć m.in. na Netfliksie, a także wypożyczyć w serwisach takich jak TVP VOD.

fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
fot. mat. pras.
Reklama
Reklama
Reklama