Ten film z Dorocińskim to fenomen polskiej telewizji i brutalna prawda o policji. Jest na Netfliksie i wciąż szokuje widzów
Mroczna Warszawa, twarde zasady i gliniarze, którzy dawno przestali wierzyć w proste podziały na dobro i zło. „Pitbull. Ostatni pies” Władysława Pasikowskiego wraca do najmocniejszych skojarzeń z serią: realizmu, brudu ulicy i ceny, jaką płaci się za lojalność. Ten hit sprzed kilku lat obejrzysz na Netfliksie.

Warszawa po zmroku w tym filmie nie przedstawia wielkiego świata. Zamiast neonów i efektownych pościgów są chłodne klatki schodowe, krótkie rozmowy i decyzje podejmowane pod presją, często na granicy wytrzymałości. Właśnie tym „Pitbull” od lat przyciąga widzów: nie obiecuje łatwej rozrywki, tylko konsekwentnie podsuwa realizm, który potrafi uwierać. „Pitbull. Ostatni pies” jest domknięciem pewnego etapu w polskim kinie sensacyjnym. Władysław Pasikowski wrzuca bohaterów w świat bez upiększeń i prowadzi ich tak, by najmocniej wybrzmiały lojalność, zmęczenie i rachunek, jaki płaci się za wierność własnym zasadom.
Despero znów na pierwszej linii, ale stawka jest większa niż wcześniej
Seria „Pitbull”, zapoczątkowana w 2005 roku, na stałe wpisała się w historię polskich kryminałów. To opowieść o pracy w warszawskim Wydziale Zabójstw, w której równie ważne jak ściganie przestępców są prywatne koszty ponoszone przez funkcjonariuszy: przeciążenie, uzależnienia, wypalenie, trudne relacje i życie w ciągłym napięciu. Patryk Vega, odwołując się do policyjnych akt oraz doświadczeń dokumentalnych związanych z „Prawdziwe psy”, zbudował świat brutalny, ale mocno osadzony w realiach. Gdy przy „Pitbullu. Ostatnim psie” za sterami stanął Władysław Pasikowski, seria poszła w bardziej klasyczną, surową stronę. Reżyser postawił na cięższy klimat i psychologiczne pogłębienie, a nie na efekty i przerysowanie. W efekcie mamy powrót do ulicznego, gęstego kryminału, w którym bohaterowie są daleko od wizerunku nieskazitelnych stróżów prawa.
Śledztwo po zabójstwie policjanta prowadzi w sam środek wojny gangów
Oś fabuły „Pitbull. Ostatni pies” zaczyna się od sprawy śmierci policjanta Soczka. Dochodzenie prowadzą doświadczeni funkcjonariusze: Despero (Marcin Dorociński), Metyl (Krzysztof Stroiński) i Nielat (Rafał Mohr). Trop szybko kieruje ich w stronę brutalnych grup, które próbują kontrolować Warszawę, a kolejne ustalenia każą zadawać pytania o to, kto w tej układance gra czysto, a kto tylko udaje. Pasikowski pokazuje policyjną robotę jako serię twardych wyborów, presji czasu i działań, w których każdy błąd może być nieodwracalny. Brutalność jest tu konsekwencją świata, w którym funkcjonariusze często balansują na granicy prawa, a reguły są bardziej bezlitosne niż przepisy.
Skąd bierze się ciężar tej historii i dlaczego tak mocno zostaje w głowie?
Ważnym tłem dla postaci i ich wiarygodności jest inspiracja biografią Sławomira Opali. Były komisarz stołecznego Wydziału Zabójstw należał do najbardziej rozpoznawalnych funkcjonariuszy w historii polskiej policji, a szerzej kojarzony był także z dokumentalnym serialem „Prawdziwe psy”. Jego wizerunek nieustępliwego „psa”, wiernego własnemu kodeksowi, stał się punktem odniesienia dla filmowych sylwetek Despero i Metyla. Los Opali z czasem przybrał jednak dramatyczny obrót: pojawiły się konflikty z przełożonymi, głośny incydent z bronią, oskarżenia o powiązania ze światem przestępczym, a finał był tragiczny (samobójstwo w 2014 roku). Opala miał 48 lat. Taki kontekst sprawia, że film ogląda się nie tylko jako sensację, ale też jako opowieść o konsekwencjach życia w permanentnym napięciu.
Gdy seria zmienia ręce, zmienia się też język opowiadania o policji
Wczesne odsłony „Pitbulla” firmowane przez Patryka Vegę wyróżniały się ostrą brutalnością, specyficznym humorem i dynamicznym montażem. „Ostatni pies” idzie inną drogą: Pasikowski, kojarzony z tytułami takimi jak „Psy” czy „Pokłosie” tworzy chłodniejszą, bardziej klasyczną formę. Zamiast efekciarskich chwytów dostajemy gęstą atmosferę, więcej ciszy i portrety postaci, które są bardziej zmęczone niż bohaterskie. Taki zwrot dla części widzów okazał się odświeżający, bo przypominał ton pierwotnego „Pitbulla” z 2005 roku. Inni mogą odczuwać brak energii i przerysowania, które były znakiem rozpoznawczym późniejszych kontynuacji. Jedno jest pewne: powrót Despero na ekran działa, bo to bohater o dużym potencjale, nawet jeśli film zostawia pewne sprawy w półcieniu.
Gdzie obejrzeć „Pitbull. Ostatni pies” online?
Ciekawostką jest fakt, że Patryk Vega nie obejrzał filmu „Pitbull. Ostatni pies”. W rozmowie z „Vivą” wyjaśniał, że nie wynika to z niechęci wobec twórców, ale z tego, że od wielu lat w ogóle nie śledzi polskich filmów. Wspominał też, że ostatnim rodzimym tytułem, który widział, był „Dom Zły” Wojciecha Smarzowskiego, a wolny czas przeznacza raczej na nadrabianie amerykańskich produkcji. „Pitbull. Ostatni pies” jest dostępny na platformach VOD. Film można obejrzeć m.in. na Netfliksie, a także wypożyczyć w serwisach takich jak TVP VOD.



