Reklama

„The Drama”: to nie jest komedia romantyczna, ale jest to film o miłości

Drogi czytelniku, jesteś zaproszony na ślub Emmy i Charliego. O ile w ogóle się on odbędzie… Kilka dni przed uroczystością młoda para spotyka się z przyjaciółmi, żeby przetestować menu weselne. Nieco już wstawieni decydują wyznać sobie nawzajem, co najgorszego mają na sumienia. Odpowiedź przyszłej panny młodej na to pytanie stawia ją w mrocznym świetle i wywołuje lawinę zdarzeń. Ten przewrotny i prowokacyjny film konfrontuje widzów z trudnym pytaniem: czy jesteśmy w stanie oddzielić moralność od miłości? Gdzie jesteśmy gotowi pokazać granicę? I jak dużą rolę w tej decyzji odgrywa nasza własna hipokryzja?

To nie jest komedia romantyczna, ale jest to film o miłości. Wyrzuć wszystkie oczekiwania za okno, bo „The Drama” rozjeżdża je walcem w brawurowym stylu. Po seansie aż sprawdziłam obstawienia internautów dotyczące wyznania Emmy i nikt nie zgadł. Sama byłam zaskoczona, jakim „Drama” okazała się filmem. Bo mamy tutaj sporo odważnych decyzji. Forma, w jakiej reżyser opowiada film. Kampania marketingowa, która tak naprawdę nie zdradziła nic na temat fabuły. No i to, że Zendaya, ulubienica Ameryki, występuje w filmie o takiej tematyce. Takiej, czyli jakiej? Tego oczywiście nie zdradzimy.

avpc_r2_rec709_g24_3996x2160_0178583
mat. pras. Monolith mat. pras. Monolith

Zendaya i Robert Pattinson o filmie „The Drama”

Przed premierą mieliśmy okazję wziąć udział w wyjątkowym spotkaniu z Zendayą, Robertem Pattinsonem oraz Kristofferem Borglim. Jak zdradzili aktorzy, oboje byli wcześniej fanem reżysera, który ma na koncie takie tytuły jak „Chora na siebie” oraz „Dream Scenario”. Cały wywiad znajdziecie w nowym wydaniu Glamour, które pojawi się w sklepach już 16 kwietnia. Oto mały przedsmak!

„Drama” od pierwszej sceny porywa klimatem i estetyką. Jak udało wam się go stworzyć?

Zendaya: Mieliśmy własny klub filmowy. Kristoffer wybierał filmy, które miały być dla nas punktem odniesienia – czasem chodziło o atmosferę, a czasem o jakąś scenę lub konkretny moment. To bardzo nas do siebie zbliżyło.

Kristoffer Borgli: Jedną z naszych inspiracji była komedia „Bob i Carol i Ted i Alice” Paula Mazursky’ego. Obejrzeliśmy także „Pianistkę”, „Melancholię” i kilka innych rzeczy. Choć różnią się one klimatem, to wszystko reprezentują jakieś aspekty naszego filmu.

Film stawia pytania o naszą moralność i sposób odbierania rzeczywistości. Czy społeczeństwo ma zbyt duży wpływ na nasze wybory miłosne?

Robert Pattinson: Nie jesteś w stanie zdecydować, w kim się zakochasz. A może jesteś! To, co jest dla mnie interesujące w tej historii to to, że moralność jest bardzo subiektywna i zależy w dużej mierze od środowiska, w jakim jesteśmy i tego, co wiedzą inni ludzie. Dopiero potem my decydujemy, jaka jest nasza moralność. Twoja moralność osobista jest inna od twojej moralności w grupie. Mało osób jest gotów, by się do tego przyznać, ale jest w tym o wiele więcej prawdy, niż byśmy sobie życzyli.

Zendaya, czy jest jakaś scena, która sprawiła, że zobaczyłaś siebie w innym świetle?

Zendaya: Wybieram projekty, które pozwalają mi eksplorować nowe części siebie. Wierzę, że każda postać uczy mnie czegoś nowego o sobie i pozwala mi odkryć coś nowego na temat mojej emocjonalności. Odkrywanie delikatności Emmy sprawiło mi ogromną przyjemność. Jest w niej mała dziewczynka, która pragnie akceptacji i miłości, ale jednocześnie jest dorosłą kobietą, która ma swoje życie i szykuje się do ślubu. Wraz z rozwojem fabuły widzimy rysy na jej fasadzie i zauważamy, że w niektórych momentach wychodzi z niej ta mała dziewczynka. Myślę, że każdy z nas ma w sobie dziecko, do którego często powraca. Nie wiem, czy to dobrze czy źle. To na pewno coś, z czym lubię się bawić. Zwłaszcza w przypadku tej jednej sceny, do której tak często się odnosimy. To trochę jak oglądanie dziecka, które pod wpływem presji społeczeństwa chce zrobić coś, czego robić nie powinno.

TD-4
mat. pras. Monolith mat. pras. Monolith
Reklama
Reklama
Reklama