Reklama

Historie miłosne od lat cieszą się niesłabnącą popularnością, a wybór romantycznych filmów potrafi przyprawić o zawrót głowy. Jeśli jednak szukacie czegoś bardziej subtelnego i autentycznego niż klasyczne love story, warto sięgnąć po czarno-biały film „Blue Jay”, dostępny w bibliotece Netflixa. To propozycja dla widzów, którzy cenią emocjonalną szczerość, kameralny klimat i wyraźną chemię między aktorami.

O czym opowiada „Blue Jay”?

Fabuła koncentruje się na przypadkowym spotkaniu dwojga dawnych partnerów. Jim wraca do rodzinnego miasta po śmierci matki, by uporządkować sprawy osobiste. Amanda przyjeżdża w te same strony, odwiedzając ciężarną siostrę. Ich drogi krzyżują się w supermarkecie. Od tej chwili zaczyna się emocjonalna podróż w przeszłość. Szybko okazuje się, że w liceum byli bardzo blisko. Niewinne spotkanie przy kawie przeradza się w pełne nostalgii wspomnienia: jest śmiech, czułość, ale też niewypowiedziane napięcia. Film utrzymany jest w duchu kina mumblecore - nurtu niezależnego skupionego na naturalnych dialogach, improwizacji i relacjach między bohaterami zamiast na rozbudowanej akcji.

Początkowa lekkość spotkania stopniowo ustępuje miejsca trudniejszym emocjom. W pewnym momencie padają słowa, które zmieniają ton całej historii i ujawniają, dlaczego relacja tej dwójki zakończyła się przed laty. Film porusza tematy dojrzałości, odpowiedzialności i konsekwencji życiowych wyborów. Pokazuje też, jak jedno spotkanie po latach może otworzyć dawno zamknięte emocje.

„Blue Jay” - minimalistyczna forma, maksymalne emocje

„Blue Jay” należy do tych produkcji, które stawiają na prostotę. Film w reżyserii Alexa Lehmanna jest czarno-biały i niemal całkowicie opiera się na grze dwojga aktorów. Na ekranie oglądamy bowiem wyłącznie Marka Duplassa i Sarę Paulson. Mimo tak oszczędnej formy trudno mówić o nudzie. Wręcz przeciwnie. Emocjonalne napięcie między bohaterami potrafi być silniejsze niż w wielu rozbudowanych produkcjach. Premiera filmu odbyła się 12 września 2016 roku podczas 41. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Toronto. Jeśli tytuł umknął wam w momencie debiutu, nic straconego. Dziś można go bez problemu nadrobić na Netflixie.

Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów „Blue Jay” jest sposób pracy nad scenariuszem. Produkcja nie powstawała według klasycznego, szczegółowego tekstu. Aktorzy dysponowali jedynie zarysem scen, a reszta opierała się na improwizacji. Efekt jest zaskakująco naturalny. Dialogi brzmią wiarygodnie, a relacja między Jimem i Amandą sprawia wrażenie autentycznej. Jakby naprawdę znali się od lat. Widz towarzyszy bohaterom w kolejnych miejscach: od supermarketu, przez kawiarnię i sklep z młodości, aż po dom matki Jima. Po drodze wracają wspomnienia, stare piosenki i sytuacje, które kiedyś ich połączyły.

fot. materiały prasowe
fot. materiały prasowe
fot. materiały prasowe
fot. materiały prasowe
fot. materiały prasowe
fot. materiały prasowe
fot. materiały prasowe
fot. materiały prasowe
fot. materiały prasowe
fot. materiały prasowe
Reklama
Reklama
Reklama