Tylko ta komedia potrafi śmieszyć, by chwilę później ścisnąć za gardło. Stara przyjaźń zamienia się w otwartą wojnę
Alice i Steve znają się od dwudziestu pięciu lat, byli parą, a potem najlepszymi przyjaciółmi. Wszystko sypie się w jedną noc, gdy Steve ląduje w łóżku z dorosłą córką Alice. „Alice i Steve” to nowa komedia, w której przyjaźń zamienia się w otwartą wojnę. Zobaczcie!

Nicola Walker i Jemaine Clement grają dwoje ludzi, którzy znają się na pamięć i właśnie dlatego potrafią zranić się najmocniej. „Alice i Steve” zaczyna się od romansu, który przekracza wszystkie granice, i przeradza w pojedynek dwojga przyjaciół. To komedia, która śmieszy, a chwilę później ściska za gardło.
Przyjaźń, która zamienia się w wojnę. O czym jest „Alice i Steve”?
Alice i Steve znają się od dwudziestu pięciu lat, kiedyś byli parą, a po rozstaniu zostali najbliższymi przyjaciółmi, którzy dzielą ze sobą niemal wszystko. Ich relacja pęka w jedną noc, gdy po szalonym wieczorze Steve zostaje u Alice na kanapie, a nad ranem ląduje w łóżku z jej dwudziestosześcioletnią córką Izzy. Dla Alice to przekroczenie granicy, której nie da się cofnąć. Kobieta robi wszystko, żeby rozbić ten związek, zanim na dobre się zacznie. Im mocniej naciska, tym bardziej jej własne życie, małżeństwo i relacja z córką zaczynają się sypać, a dawna przyjaźń zamienia się w otwartą wojnę. Twórcy nie boją się pokazać, że pod warstwą żartów kryje się prawdziwy ból, poczucie utraty i strach przed samotnością. To sprawia, że „Alice i Steve” bywa zabawne i gorzkie w tym samym czasie.
„Alice i Steve” - obsada i twórcy
W rolę Alice wciela się Nicola Walker, znana z „Unforgotten” i „The Split”, aktorka, która potrafi w jednym ujęciu przejść od furii do rozpaczy. Steve'a gra Jemaine Clement, twórca i gwiazda „Co robimy w ukryciu", tutaj w roli mężczyzny, który nie widzi nic złego w swoim wyborze. Yali Topol Margalith gra Izzy, córkę Alice, wokół której kręci się cały konflikt, a w obsadzie znalazł się też Joel Fry. Pojawia się również Marcia Warren jako Val, matka Alice. Serial stworzyła i napisała Sophie Goodhart, znana z pracy przy „Sex Education", a wyreżyserował go Tom Kingsley. Za produkcję odpowiada studio Clerkenwell Films, kojarzone między innymi z „Misfits" i „The End of the F***ing World”.
Komedia, która rozśmiesza i rani. Dlaczego o serialu „Alice i Steve” jest głośno?
Najgłośniej mówi się o roli Nicoli Walker, bo jej Alice to bohaterka, której kibicujemy, nawet gdy zachowuje się okropnie, i to ona napędza cały serial. Druga sprawa to ton, bo „Alice i Steve” balansuje między ciętą komedią a dramatem o rodzinie, nie tracąc przy tym tempa ani poczucia humoru. Część krytyków określa go mianem „wrong-com”, czyli komedii celowo niewygodnej, w której bohaterowie robią rzeczy trudne do zaakceptowania. Najmocniejszym dowodem uznania jest triumf na festiwalu Canneseries, gdzie serial zdobył główną nagrodę dla najlepszej produkcji. Na portalu Rotten Tomatoes zebrał ponad osiemdziesiąt procent pozytywnych recenzji, co jak na tak niewygodną komedię jest wynikiem bardzo dobrym.
Komu spodoba się „Alice i Steve”?
To propozycja dla widzów, którzy lubią brytyjskie komedie z charakterem, w których śmiech miesza się z prawdziwymi emocjami. Jeśli podobały ci się „The Split” albo „Fleabag”, powinnaś poczuć się tu jak u siebie, bo serial gra na podobnej strunie niewygodnej szczerości. Stawia na świetne dialogi, mocne role kobiece i sytuacje, w których nie wiadomo, czy się śmiać, czy współczuć. Sześć półgodzinnych odcinków ogląda się w jeden wieczór, a wszystkie są już dostępne na Disney+.